niedziela, 7 kwietnia 2024

Ten pierwszy krok.

 


Witam po oczywiście za długiej przerwie. Po pierwsze, chcę z całego serca podziękować za wsparcie. Wasze słowa pomogły mi wstać i nie zatracić wiary, dziękuję. <3

Po zacne drugie... o Maniu... ten post tworzę już od zeszłego roku. Zaraz po napisaniu poprzedniego posta brałam się za ten, no, ale  BAM... miałam wypadek w pracy. Rura, upadek na beton, siniaki, rany i łzy. Zrzędzić nie będę, bo cieszę się, że zębów nie wybiłam, że nie upadłam na głowę, a tylko trochę szczęką zajechałam i że jest dobrze, a że ślady będą... to najmniej ważne.

Nastąpił moment mojej kolejnej próby opublikowania posta tego, ale żem zachorowała...

Także po trzecie... proszę o wybaczenie, że ja tu zimą straszę, choć wiosny niemal wszyscy pragną... ba... ona już jest. ;D


Za długi początek, ale już zaczynamy. Zapraszam moi drodzy na wyprawę do Krynicy Zdrój, a było tak:




Fajnie było... no i koniec posta, a teraz tona zdjęć, pa. hahahahah







To żart, zostań tu.

Dawno nie pisałam i widać, widać, że nieco odwala. :D

Po zajściu, które opisałam poprzednio, powiedziałam do Mamy to zdanie:

'Mamo, ja muszę, gdzieś pojechać.'

'Pojedziemy'- odpowiedziała.

Moja Madre to jedyna kobieta w moim życiu, której ufam bezgranicznie. Mama, najlepsza przyjaciółka, kobieta, którą tak kocham, jak jeszcze świat słów nie wymyślił.



Oczywiście było tak:

'Patrz, może pojedziemy do Krynicy Zdrój? Fajne budynki, klimatycznie się wydaje.'

'Przecież tam nic nie ma, same hotele- nie!'

Potem kilka dni poszukiwań, bo Mamunia wybredna, choć ja też. ;D

Mnie coś ta Krynica, co chwilę się w myślach pojawiała, także, jako że uznałam to za znak niebios, oznajmiłam:

'Krynica i już!' 

Szybko pokój znalazłyśmy, miał być dwadzieścia minut od deptaka, potem okazało się, że to pięć minut, szczęściary.





Dzień wyjazdu nastąpił.

'Choć Aga, nie lubię się spóźniać'

' Ale jeszcze czterdzieści minut do odjazdu'- na przystanek mamy z siedem minut.

Dobra ze mnie córka to poszłam.

Stałyśmy i stałyśmy.

Mija pół godziny- autobusu nie ma.

Mija kolejne pół godziny- no nie ma.

Zamarzamy, uciekamy do poczekalni.




Ludzie do nas podchodzą, studenci spóźnieni na zajęcia, jeden pan jadący na lotnisko w Krakowie. Dzwonią, pytają i się razem śmiejemy.

Potem już mniej radośnie, ale ciekawie. Kłótnie, wrzaski, obrażanie się, dogadywanie sobie nawzajem, takie atrakcje autobusowe między podróżnikami a kierowcą. Przynajmniej nudy nie było. ;)




Korki zgroziczne, co chwilę korek. Jechaliśmy dwie godziny dłużej. Autobus się zepsuł, była nagła przesiadka, a kierowca oznajmił dobitne:

TO NAPRAWDĘ SĄDNY PIĄTEK. hahaha

Noc nastała, człowiek zagubiony. Poszłyśmy na taksówkę, bo my tam wiedziały, jak po ciemku dojść... Taksówkarz fajny się nam trafił, weszłyśmy na hol pensjonatu.

Naciskamy dzwonek.

Raz.

Dwa.

Trzy.

Cztery.

NIC.

Nikogo nie było. Miała zaraz przyjechać właścicielka. No to żeśmy zacnie stały w małym, drewnianym holu z już zamarzniętymi kończynami.

Jednak było jakoś tak magicznie, było od samego początku klimatycznie, co obie stwierdziłyśmy.

Pokój spory, duże okno, wysoki sufit z ciekawym starodawnym żyrandolem.





No i co napisać o samej Krynicy Zdrój, pięknie było. Tam jest klimacik, wyobraźnia bucha, chce się malować, malować, malować. 






Te budynki, ich kolory, wykończenia. Teraz takie klocki stawiają, kto, co lubi, ale ja uwielbiam budynki starodawne. Uwielbiam takie unikalne, a nawet dziwne, lecz zawsze z nutą dawnych lat.

Piszę w zeszycie i właśnie zwróciłam uwagę, że strasznie bazgrzę... tak, co się rozczytam (bywa ciężko hehe).

Wracając.

W tym mieście pobiłyśmy z Mamą rekord, praktycznie, co chwilę mówiłyśmy sobie: KOCHAM CIĘ.


Po stracie, jaką doznałam wcześniej, czułam jeszcze więcej w sobie wdzięczności. Wbiegałam pod górę, latałam, jak opętana. Tylko raz nerwowa byłam, jak ludzi dużo się pojawiło, bo ja nie znoszę tłumów, a też potrzebowałam spokoju. No, ale wszyscy wjechaliśmy na górę parkową i każdy poszedł w swoją stronę.

Większość poszła w prawo, a my w lewo.



Odkryłyśmy źródełko miłości, do którego biegnie baśniowa dróżka. Napiłam się tej wody, pyszna była muszę przyznać.

Mówię do Mamy:

'Napij się, to na szczęście w miłości'.

'Ja już mam szczęście w miłości'- odpowiedziała, patrząc mi w oczy.

'Ja też tak naprawdę mam'- odpowiedziałam.

Brzmi to tak idealnie, ale to była właśnie taka chwila. Jak życie jest pełne przeszkód, tak bywają też chwile idealne, rzadkie i tak cenne. Ten moment zachowany na zawsze w moim i Mamy sercu.



Moim marzeniem było zobaczyć śnieg, bo ja go kocham i już. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jaka będzie zima. Marzenie się spełniło, jak widzicie. Nawet rodzinę sarenek udało się zobaczyć.





Był zamek, była duma z Mamy, że weszła na sam szczyt góry prowadzącej na ten właśnie zamek.

Oglądałyśmy nocami Columbo, obie stwierdziłyśmy, że przystojniak z niego był. Mama oglądała też Sułtanki, czy jakoś tak. Columbo jednak był naszym numerem jeden. :)))

Napiłyśmy się raz grzańca, po którym ja totalnie się śmiałam... byle co i wybuchałam śmiechem.


Była cudowna platforma, spacer w koronach drzew. Jeny, ale tam się dobrze czułam... ja, Mama i natura.

Dużo śniegu, mróz na maksa, delikatne chmurki, absolutny raj dla Agi. haha

Wejście drogie, ale warto, warto tam pospacerować i zbudować wspomnienia.









Byłyśmy tylko trzy, a może cztery dni, byłyśmy szczęśliwe. Ta wyprawa była  pierwszą cegiełką do uzdrowienia po zawiedzeniu. Ta podróż zawsze będzie w moim sercu symbolem początku zmian we mnie, bo ja chyba nie wiedziałam i nadal nie wiem, jaka silna jestem... choć to też zasługa rodziny i moich bratnich dusz. :****

Całkowite uzdrowienie jeszcze nie nastąpiło, może nigdy nie nastąpi. Zmiany spore zaszły we mnie, niech są, zobaczymy, co z nich ulepię. :))



Mama moja jest Aniołem na ziemi. Mogę z Nią żartować, jak dzieciak totalny, mogę poważnie porozmawiać, mogę okazywać słabości, dzielić się marzeniami i tym, jak się boję, mogę gadać głupoty, mogę płakać, popełniać błędy, wstawać, upadać i znów upadać i znów wstawać.

Wierzy we mnie, a ja wierzę w Nią. No, a zaraz zjemy obiad i pójdziemy na zakupy, wyciągnę ją też do biblioteki, kupimy bratu prezent niespodziankę na Wielkanoc.





Sercem z Wami, życzę, jak najliczniejszych chwil z bliskimi.

Oczywiście, dziękuję za Waszą obecność, moje piękne bratnie dusze. <3


Ps. Zdjęcia, co to miejsca znaleźć nie umiały, ale może kogoś ucieszą... a uwierzcie, mam ich znacznie więcej. :D Tulę. <3














niedziela, 21 stycznia 2024

ZNISZCZONE ZAUFANIE.

 


Miałam o tym nie pisać, ale nie potrafię.

Nie potrafię wstawić tu innego posta, choć go szykuję.

Nie potrafię, póki nie napiszę wyjaśnień, póki nie wywalę z siebie tego...

Postaram się nie namieszać. Nie napiszę konkretnie, choć podejrzewam, że wielu może się domyślić.

❤❤❤

Od czego zacząć, skoro tak dużo chce się opowiedzieć, a jednocześnie nie chce się narazić drugiej osoby. Może to moja głupota, może siła...nie wiem.

Większość życia się znamy, tyle lat, wspólnych przeżyć. Ta pewność, że możesz ufać, że znasz niemal na wylot.

Następuje nagłe 'oświecenie'.

Jest Cię w życiu tej osoby coraz mniej, dajesz znać, tłumaczysz, pytasz. Chcesz zrozumieć, a odpowiedź, jaką dostajesz to- nie wiem.

Ty zauważasz zmiany, inni również. Tak, jak wcześniej czułaś, że może Ci się wydaje, że przesadzasz, tak inni zaczynają Ci potwierdzać, że jednak masz rację. Zaczynasz widzieć coraz więcej.

Takie głupotki, jak kupiona roślina na urodziny, ta, która tak bardzo podobała się w sklepie, pamiętasz to dokładnie. Reakcja na prezent jest jednak zaskakująca, ponieważ ten ktoś stwierdza, że prezent 'śmiechowy', miny strzela niezadowolenia i mówi, że liczyła na dostanie innej...

Taka se sytuacja, a może jeden ze znaków przygotowawczych w tym konkretnym przypadku. Zawsze znużenie, zawsze zmęczenie na spotkaniach...

Piszesz, emocje wywalasz... jedno zdanie w odpowiedzi dostajesz i dobranoc... zamiast wiadomości, serduszko i nara. Takie małe znaki, bo przecież czasami jest lepiej, może jednak się mylisz...

Potem nieco większe i większe sygnały otrzymujesz. Spoglądasz na swoją galerię w telefonie i zdajesz sobie sprawę, że tej osoby tam niemal nie ma, znajdujesz jedno zdjęcie sprzed miesięcy. Choć przecież nie raz tłumaczyłaś... powinniśmy budować wspólne chwile.

Ten moment, w którym mówisz do tej osoby:

Czemu ja mam z Tobą takie sny, czemu w każdym mnie oszukujesz?

Kiedy ta osoba odpowiada, że nie wie, a ty po czasie już wiesz, że czasami sny są wskazówkami, czasami pokazują coś, czego my nie jesteśmy w stanie zauważyć...a może się zwyczajnie boimy...

Następuje moment, w którym już na 100% wiesz, że jesteś w głupiej grze, moment, w którym osoby zranione dają ci znać, że czują to samo, że już nie mają nawet siły samych siebie oszukiwać.

Jesteśmy wszyscy zepchnięci, zamieceni w kąt, jesteśmy wszyscy oszukiwani.

Stawiam na szczerość, mówię bez ogródek.

TY, ja wręcz czuję, że coś jest nie tak, że mnie oszukujesz. (ta rozmowa była długa, bezpośrednia)

Słuchasz dziwnych historii, widzisz dziwne zachowania, musiałaś w końcu powiedzieć, co czujesz...choć czy wcześniej nie mówiłaś...

W odpowiedzi dostajesz pięknie przyozdobione, prosto w oczy KŁAMSTWO, a potem kolejne, to głupie dawanie nadziei, w które wpadasz.

Ty jednak dostajesz znak za znakiem, jesteś raniona, inni są ranieni, bliskie ci osoby. Prosisz o szczerość, normalnie prosisz, ze względu na wspólne lata, na to, co was łączy. W odpowiedzi dostajesz wiele słów i zapewnień, że się mylisz, że nie ma nic, co mogłoby Cię martwić. Prosto w oczy kolejne KŁAMSTWO.

Podejmujesz jeszcze jedną próbę, odbywasz rozmowę. Mówisz, co się zmieniło, wiesz, że ta osoba nie może zaprzeczyć prawdzie, obie strony wiedzą, kto winę ponosi. Choć nikt idealny nie jest, tak tu obie strony wiedzą.

Dajesz znać: 

Ja wręcz wiem, że kłamiesz, że to gra, w co ty grasz?

Nie gram, naprawdę nie gram.

Płyną słowa, które chcesz usłyszeć, pięknie dobrane słowa, te, które powinny się pojawić. Dlaczego ty nadal czujesz, że to kłamstwo... aż ci z tym źle. Czemu czujesz się z tym źle, skoro rany są zadawane praktycznie regularnie, słowa piękne, czyny im zaprzeczają.

Dowiadujesz się prawdy, doceniasz, bo wyznanie prawdy nie jest łatwe.

Prawda cię mrozi, łamie ci serce, przejeżdża przez ciebie walec, wszystko się zmienia.

Prawda jest obrzydzająca. Nagle z minuty na minutę ta osoba staje się jakaś obca, jest niesamowicie brzydka... tak jakbyś pierwszy raz widział prawdziwą twarz.

Słyszysz prawdę, nadal widząc kłamstwo. Starasz się to wrażenie powstrzymać, choć masz poczucie, jakby ze wszystkich stron Aniołowie krzyczeli; OSZUST, OOOSZUST. UCIEKAJ.

Zwalczasz to, chcesz zrozumieć, jednak jest ciężko. Dostajesz takie wyjaśnienia (zmieniam imiona):

Pierwsze kłamstwo, to to, że  Jacek ma tak naprawdę na imię Stefek.

Patrzysz z niedowierzaniem. Słyszysz, że ta osoba ci na początku powiedziała Jacek, potem okazało się, że się pomyliła w imionach i tak Jacek już został.

Przecież wystarczyło powiedzieć, że imiona się pomyliły, każdemu może się zdarzyć, po co to ciągnąć tyle...lat.

Kolejna odpowiedź...nie wiem.

Nie chcę też pisać całej historii, ale wiem, że gdybym to zrobiła wielu z was, a pewnie wszyscy, by czytali z obrzydzeniem.

Próbowałam zrozumieć, choć było naprawdę ciężko, kiedy słyszałam takie coś (znów zmiana, teraz zawodu, ale reszta taka, jak było):

Pracuję w McDonald's, ale...ale pracuję też w KFC...

I przez te lata nie mogłaś powiedzieć, że masz dwie prace...toż byłabym dumna...czemu...czemu...

Odpowiedź: nie wiem.

Zadajesz pytania, chcesz zrozumieć, nie chcesz się poddać, nie po tylu latach razem. Jednak im więcej pytasz, tym mniej pojmujesz. Na swoje 'chcę cię zrozumieć', na pytania cię męczące otrzymujesz dobitne:

Co bym teraz ja nie powiedziało, to nie zmieni to tego com poczyniło.

Mogłoby, gdybym miała szansę zrozumieć, bo czasami tak bywa, że ludzie się gubią...choć tu...

Ujmę to tak, choć łatwe to nie jest, ale czasami szukamy odpowiedzi, choć tak naprawdę już ją znamy. Ja znam, kolejne osoby zranione pewnie też, pomimo nadziei znamy odpowiedzi na nasze pytania.

Zaczynasz dostrzegać coraz więcej, wiesz więcej i zaczyna cię brać na wymioty. Fakt za faktem, czego jeszcze szukasz... Cokolwiek znajdziesz, cokolwiek zrozumiesz, jest potwierdzeniem tego, co już wiesz.

Ta osoba jest w moim życiu, jednak już inaczej. Nie wiem, czy powinna być, czy nie. Jest nadal, choć jakby jej nie było. Nie da się czasami przestać kochać, nie tak szybko. Podam dłoń w potrzebie, bo wspólne lata, bom głupia... za świeże wszystko. Ufność spadła do zera. Piękne słowa zaślepiacze mnie nie interesują. Chcesz być w moim życiu, walcz, skończ ranić, kłamać, wciągać w gierki.

Ile już ran zostało zadanych, by tobie było dobrze. Dlaczego tyle czasu nasze rany były łatwiejsze do zadania aniżeli twa swoboda... Tobie ma być fajnie w życiu, inni w kłamstwie żyją...ile jeszcze ran zadasz... Dlaczego jedno życie wykopane zostało dla drugiego... Ranisz dobrych ludzi, ranisz tych, co zawsze za tobą murem stali. Tyle lat kłamstw dalej prowadzonych, wykopani dla twej wygody...nawet nie wiem dlaczego... Twa gra nadal trwa, ja idę dalej. Trzymasz bliskich w samym środku chlewu, tworzysz go dla nich, czasami tylko ozdabiasz go kwiatami, ale ten chlew to nadal chlew...byleby tylko utrzymać siebie na piedestale.

Ile sił, odwagi kosztowało cię nas okłamywanie prosto w oczy przez tak długi czas, gdzie są te siły, by pokazać, że ci na nas w ogóle zależy...

PUSZCZAM. IDĘ DALEJ! KONIEC GIER ZE MNĄ!!!!

Ja wiem, że napisałam ogólnikowo. Mogłabym napisać wszystko, ale nie zrobię tego, nie jestem śmieciem, choć tak ja i reszta zaangażowanych zostaliśmy potraktowani. Powodem mej ciszy na blogu była walka o siebie, zdrada, zawiedzenie, ohydna prawda, prawda w nawiasie...egoistyczna gra, w której nie musiało być tylu rannych i to jest najgorsze.

Jedna sprawa jednak mnie do teraz nieco dziwi, a mianowicie fakt, że bardzo ładnie sobie poradziłam. Nie zrozumcie mnie źle, leczyć rany będę może i całe życie, ale jest zaskakująco inaczej, niż mogłabym nawet przypuszczać.

Może to fakt, że ta osoba była przez jakieś półtora roku, a może dłużej w moim życiu tylko jako gość. Ta osoba sama nauczyła mnie, że praktycznie nasze drogi wędrują w inne strony.

Może fakt, że rana została zadana przez bardzo ważną istotę dla mnie, spowodowało, że zaraz po łzach, jak groch przyszła siła pantery.

Nie wiem skąd, nie mam pojęcia, jakim cudem...choć wiem. Mam cudowną rodzinę, jedna z Was nie pozwoliła mi zapomnieć o samej sobie, nie pozwoliła, bym zamknęła się na ludzi, choć była uważniejsza, dziękuję.

Otworzyłam się na nową koleżankę w pracy, świetnie się dogadujemy, ogólnie jakoś tak pokonuję więcej barier, jestem uważniejsza, tak też bardziej ostrożna. Nie wiem, jak to się stało, że stałam się bardziej sobą, że już tak mało się przejmuję opiniami. Teraz tym bardziej chcę być sobą, o tym będzie inny post.

Nie wiem do końca, co się stało... skąd ten uśmiech, wiara. Jakim cudem potrafię tańczyć, śpiewać, wygłupiać się, krzyczeć, płakać z większym poczuciem, że to jestem ja i szczerze siebie kocham, może nawet bardziej niż wcześniej. Jestem poraniona, mam dodatkowe blizny, ale też jestem pełna szczęścia i czegoś dobrego, czego jeszcze nazwać nie potrafię, jeszcze też nieco pogubiona.

❤❤❤

Ten post jest dedykowany wszystkim zranionym, oszukiwanym... tym, co oddali kawał swego serca innym, tym co zostali za to niedocenieni.

Ten blog od zawsze miał być oparty na szczerości. Mam dość kłamstw, pięknie dobranych słów kryjących brzydotę. Mam dość pozerstwa. 

Ten blog oparty jest na prawdzie. Wiedzcie, że możecie tu być sobą, chcecie se przeklnąć, zróbcie to. Chcecie razem popłakać, jestem tu dla Was. Możemy ponarzekać, możemy pośmiać się z naszych głupot. Ten blog jest dla Was, tu możecie być sobą.

Nie raz jeszcze ktoś nas zrani, nieco mądrzejsi, wiem, że sobie poradzimy. Chcę się z Wami dzielić moją najszczerszą Ja, pełną wad i zalet. Popełniającą gafy, walczącą o marzenia, chcę tego jeszcze bardziej. Mam dość 'masek', ja nie noszę i też ich w swoim życiu nie chcę.

Wiem, że razem możemy stworzyć całkiem sporo światła, nawet jeśli inni będą lać na nas 'czerń'. Pamiętajcie, że możecie być przy mnie sobą, że jestem tu dla Was. Dziękuję każdemu, kto doczytał, jesteście moim 'światłem', jesteście moją prawdziwą duchową rodziną.

Do oszukanych💞

Jestem z Wami, jesteśmy w tym razem. Nie tylko przetrwamy, ale będziemy szli przez życie silniejsi, odnajdziemy jeszcze więcej skarbów, sami siebie zaskoczymy i to pozytywnie.

 Sercem z Wami.




niedziela, 22 października 2023

BARWY naszych 'OGRODÓW'.

 


No nie! Mało pisze, a tu jeszcze takie rozmazane zdjęcie dodaje...

No nie! Do tego to pierwsze zdjęcie.

A czepiasz się, takie mam i takie zamieszczam. Natural 100%. haha

No dobrze, dobrze. Niech ci będzie.


No nie!!!

Czego znowu?

Nie, nie i raz jeszcze nie! Ja się pytam, cóż to za mroczne foty. Niemal sam mrok, co to ma być???

No, a to moja droga jest mroczny ogród, który ja akurat widzę w wielu barwach. Zapraszam.

🙞⚘🙜





Ktoś tu ma tendencję do wkraczania tam:

- gdzie zakazane

- gdzie niebezpieczne

- w dróżkę, która wygląda podejrzanie i takie tam.

Tak, to ja.

Zaznaczę, że może i ciągnie mnie w takie zakamarki, ale z rozsądkiem.



Ten oto ogród, to w centrum się znajduje. Czy ktoś zgadnie, gdzie dokładnie?

Jak tam nie wejść, skoro ja ewidentnie zobaczyłam napis i to neonowy:

TAJEMNICZY OGRÓD, ZAPRASZAMY.

Myślę sobie, żem zwariowała, przyglądam się raz jeszcze, jak nic pisze...o w mordę...tam jest mniejszym drukiem dodane:

TAJEMNICZY OGRÓD, ZAPRASZAMY Agnieszkę i Sylwię. WŁAZIĆ!!!!

Nie było mowy przeca odmówić, to wręcz niegrzeczne.




Delikatnie dróżką, by nic nie zepsuć, bo my szanujemy czyjąś własność.

Brama tegoż ogrodu zamknęła się na cztery spusty.

Ok, to otwarty ogród, bez bram, ale co ja będę moją wyobraźnię ograniczać.

To była wieeelka brama, niestety przeźroczysta. Każdy mógł usłyszeć nasze dorosłe piski typu:

Aaa, patrz na to.

Uuu, a widziałaś to?


Drzewo tajemnej przeszłości. Cóż za okazy, czy te figurki mają znaczenie, jakieś konkretne...na sto procent.




Niestety ogród wszystkich tajemnic wyznać nie chciał, nie mam za złe. Cieszę się, że dostałyśmy zaproszenie. Wszak wiedzieć, czy widzieć, a nawet poczuć wszystkiego nie muszę. Cieszyć się zaproszeniem, magią zamkniętą w ogrodzie, czasem z bliskimi, to już powinnam.



Nie chcę wszystkiego wiedzieć, chcę odkrywać, co odkryć się przede mną zechce. Cieszyć się możliwościami, poczuć część marzenia kogoś innego, bo ten ogród przecież tym właśnie jest, prawda.

Spójrzcie tu, może ktoś odwzorował czyjeś cztery kąty, czyjeś miejsce spokoju, łez, smutku i radości.


Cóż robią tam te dzieła sztuki w zaroślach, jakaż to niespodzianka. Niby zarośla, a wystarczy się przyjrzeć, okazuje się, że zarośla kryją skarby omijane przez tych, co same zarośla dostrzegają.





Gdyby wszystkie ogrody były jasne, nie byłoby tych 'mrocznych', a nie każdy szuka tego samego. Znam tych, co w  'mrocznym' widzą barwy szczęścia. Kreują swój świat, a potem okazuje się, że ich świat, był natchnieniem dla innych.


Dlatego pozwalam na bycie sobą. Jak i ja chcę żyć po swojemu, tak innym na to pozwalam. Każdy swoją ścieżką idzie, każdy ma swój ogród. To, że jakiś może mi się nie spodobać, nie oznacza, że nie spodoba się komuś innemu. Wszak tam, gdzie jeden widzi ciemność, drugi może widzieć radość.


Dzięki temu tak bardziej kolorowo na świecie. 

Niebieski, jak i szary ważne są w życiu. Czasami dzięki szarości, można dostrzec niebieski, czasami zacna szarość, może być zwyczajnie dla kogoś prawdziwym pięknem.


Ogród ten bardzo się nam spodobał. Nietuzinkowy, aura przepiękna, ja taką uwielbiam. Chciałoby się poznać właściciela, a może właścicielkę. Mam poczucie, że to ciekawa persona.

Gdzie znalazła te wszystkie cuda, podróże, pamiątki innych, ciekawe, jaka jest historia tego miejsca.



Nie muszę jej poznać, dobrze za to czymś się interesować, poczuć szczyptę magii, stworzoną przez kogoś dla ciebie. Skoro czuję magię ogrodu właśnie tego, to oznacza, że ta magia została wyczarowana również dla mnie, dla nas.



Krótki to post, napisać coś do Was chciałam. Z serca piszę. Cieszę się, że są ludzie, którzy rozumieją mój 'ogród', dzielą się ze mną magię, duszę, wzrok, uczucia.

Dziękuje za wasze różne 'ogrody'. Cieszę się zaproszeniem do nich, każdy inny, każdy wyjątkowy. Jeden zielony, drugi czarny, każdy dla mnie ważny.


Czasami ten czarny, okazuje się najpiękniejszy, wystarczy nieco pochodzić, odkryć zarośla, otworzyć drzwi.



Dziękuję za czytanie.