Makramianki


Oświadczenie.

Ja Agnieszka Krawczyk uroczyście oświadczam, że to WASZA WINA moja blogowa rodzinko. Motywujecie mnie, dodajecie wiary i poczucia bycia kochanym. Ładujecie mnie siłą walki o siebie, a także o innych. Macie również czelność mnie inspirować.

Wiedziałam, że tak się stanie, czułam to od dawna.
Dołączam do grona osób zajmujących się rękodziełem.

Chcę, byście wiedzieli, że Wasze piękno jest moją wielką radością i siłą. Za wszystko z głębi serca dziękuję. 

Podpis:
Agnieszka Krawczyk, no ja. :D

🙟

Pierwszy raz ujrzałam to sznurkowe coś na blogu kochanej Kamili, która nie tylko pokazała mi, co to makrama, a także pomogła, zainspirowała do nauki, do spróbowania jeszcze bardziej.
Zapraszam na blog tworzony całym sercem. Kamilo! Jesteś wspaniałą osobą, pamiętaj.

Po zachwytach nad makramami Kamili nieco o tym cudzie zapomniałam.
Pewnej nocy, było już późno, a ja, jak to zwykle bywa, nie byłam senna. Północ, toż to młoda godzina. hehe
Weszłam na instagrama, ktoś mnie zaprosił. No to zerkamy. 
Cóż to tam jest? Co to? Już to widziałam. Boziu, jakie to fajne. Jak to się nazywało, no jak to było? Znalazłam i się zakochałam. Oglądałam zdjęcia, a nawet tutoriale dosłownie godzinami.
Dlaczego ja tak się śmieję... Uspokój się Aga, o co Ci chodzi...
Może o to, że w życiu nie spodziewałabym się, że zainteresuję się sznurkami i tym, co można z nich wyczarować.
Los lubi nas zaskakiwać, a czasami wręcz ukazuje, że od czasu do czasu warto pójść nieco inną drogą. Może wystarczy przejść się nieco bardziej w prawo, mimo że droga po lewej nieco bardziej przyciąga i jest może nieco bardziej znana.

Nad ranem następnego dnia.
Familio moja, znalazłam nowe hobby.
Cóż takiego?
Sznurki.
Sznuuurki? ? ?
Zamawiam sznurki i zobaczymy, czy cokolwiek potrafię. 😅

Pierwszą makramę widzicie na głównym zdjęciu. Bardzo przyjemnie mi się robiło. Żeby nie było, sceny z udziałem takich zdań, jak poniżej były częścią mej twórczości:
'Zaraz to całe rozwalę.' 
'Wkurza mnie, bo mam za mało sznurka.'
'Chyba komuś przywalę.' hahahaha
Utknęłam w momencie robienia prostej linii. Jeny, ależ mnie to irytowało. Madre zgodziła się być moją 'linijką'. Także obie stałyśmy ponad godzinę, rozprawiając nad tym, jak zrobić tą nieszczęsną prostą linię. Zresztą, co ja będę opisywać cały proces tworzenia, jeszcze zaśniecie. ;D

Bardzo szybko wzięłam się za własne makramy. Pomyślałam, że co tam będę kopiować. Zrobię swoje, na tyle na ile potrafię. 
Oto moje dwie makramy. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale jestem dumna z siebie.

Afrykańska maska (jak się przyjrzeć haha).



Jeszcze nienazwana. Jakiś pomysł? 



No a tu jeszcze sowa, niestety niewymyślona przeze mnie. 



Wiecie, miałam te głupie myśli: 'Pokarzę makramy, jak będę nieco lepsza, jak będę już miała w tym niemal mistrza'.
Jednak już tak wiele razy się ociągałam. Bałam się zagrać na pianinie nawet przed przyjaciółką, bo nie byłam wystarczająco dobra. Przecież nie muszę być, przecież najważniejsze, że cieszy mnie to, co robię. Może w oczach kogoś innego okaże się, że mam potencjał. Najważniejsze, że czuję się szczęśliwa. Nawet jeśli nikt tego nie rozumie. Jeśli czujesz iskrę radości, to chyba najlepszy znak, że warto. :)

Uczę się, tworzę kolejne makramy. Popełniam błędy, spoglądam na te moje małe dzieła i odczuwam właśnie tę bezcenną radość, poczucie, że to jest to, co mnie dopełnia.





Mam nadzieję, że ucieszycie się na ten nowy dział na moim blogu. Od czasu do czasu chciałabym Wam pokazać moje makramianki, bo tak je nazwałam. Mam również konto na instagramie, jeszcze nic na nim nie ma, ale wkrótce ruszy. Jeśli ktoś chciałby wesprzeć:
@makramianka      (niestety nie umiem dodać linku)

Dawno już powstałby ten post, jak i konto instagramowe, ale coś los mnie tu opóźnia z jakiegoś nieznanego mi powodu. Teraz zapalenie ucha totalnie mnie nęka. Najważniejsze, by wyzdrowieć.
No i patrzta, zaraz będę pisać o zupełnie czymś innym.




Zakończę zdjęciem mojej ukochanej madre. Jest moją pierwszą klientką. Zamówiła sówkę dla Weroniki z pracy. Akurat i ja chciałam zrobić Weronice sowę, tylko dlatego, że jest fajną babką.
Mój hermano również zamówił to samo, a Sylwinka zamówiła makramę na ścianę. Zaufała mi i oznajmiła:
'Zrób dla mnie, wiem, że będzie z głębi serca'. Koniec wymagań.
Ta spryciara zamówiła nawet w ukryciu sznurki dla mnie. Kocham moją familię.

Niech przygoda trwa. Ile? Nie wiem. Cieszę się nową przygodą, co z tego wyniknie, a to tylko Bóg wie. Ja cieszę się z samej drogi, z możliwości wejścia w nowy, ciekawy świat.

Dziękuję raz jeszcze za ogrom miłości, jesteście cudowni. 💖

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam makramę. Śledzę to artystyczne rękodzieło na Pinterest. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie fajne zajęcie. :) Pomyśleć, że zwykły sznurek może stać się czymś tak ważnym, użytecznym...tyle można z niego wyczarować. :) Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  2. Niech ta piękna przygoda trwa i trwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, przygoda trwa. Ja nie wiem czemu tylko ten post się pokazuje pod 'makramiankami'...coś mi się blog buntuje. oj
      Robienie makram to już moja wielka radość, naprawdę wielka. :)

      Usuń
  3. Agnieszko cieszymy się, że znalazłaś pasję, która daje Tobie radość - to ważne. :)
    Podziwiamy Ciebie za talent :)
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń