niedziela, 12 lipca 2020

No i po co te marzenia...



Marzenia.
Nie można w nie tylko wierzyć, kiedy inni wierzą. Nie można przestać, kiedy inni przestaną.
Marzenia.
One mnie unoszą ponad to, kim jestem. Pozwalają mi poznać siebie, swoją drogę, słabości i mocne strony.
Uda się czy się nie uda... Pojęcia nie mam. Jednak kiedy marzenia, droga do nich mnie raduje, to nie przestanę iść. Czasami rezygnujemy, czasami to los, czasami to brak wiary, siły, wytrwałości...
Ja jednak czuję, że póki droga mnie cieszy, sens tej drogi jest i może nawet nie taki, jak myślę, ale jest.
Może dzięki mnie, ktoś inny odnajdzie 'uwolnienie'.
Może mi się nie uda, ale ktoś to przeczyta, zobaczy makramy i odnajdzie swój cel, cel, który wiele odmieni.
Może to ja poprzez sznurki trafię na początek nowej, ciekawej drogi.
Poszukuję, rozwijam się i chyba o to właśnie chodzi.
Nie sprzedałam jeszcze ani jednej makramy w moim Etsy sklepie. Jednak każdy splot, kolor sznurka mówi mi, by dalej robić swoje, bo zwyczajnie to mnie cieszy i już.
Świat bez marzeń, cóż to by było. Wiele razy miałam też tak, że te niespełnione marzenia pomogły mi odnaleźć coś naprawdę ważnego. To jest piękne. Poszukujmy, bo same poszukiwania są ciekawe. Byłam przez chwilę piosenkarką, byłam aktorką w spektaklu i to grającą zapijaczoną kelnerkę nienawidzącą mężczyzn. hahaha
Byłam projektantką, pianistką, ogrodniczką...
Poznałam wiele światów i każdy mnie czegoś nauczył.
Nawet YouTuberką byłam i dzięki temu odnalazłam coś, co pokochałam, pisanie. Dzięki jednej drodze trafiłam na tę tak dla mnie ważną, trafiłam do Was.

Teraz tworzę makramy. Nie poddaję się, nie widzę sensu w poddaniu się, kiedy samo tworzenie mnie uszczęśliwia.
Mam poczucie, że ten post jest pisany dla kogoś, kto go bardzo potrzebuje. Może ta osoba traci wiarę, bo inni ją zatracili i nie oddają już wsparcia. Nie poddawaj się, marz, pracuj wytrwale, bo póki ta obrana droga Cię raduje, to sens w niej wielki i trzeba sprawdzić, o co chodzi. :)

𐩕

Chcę Wam częściej pokazywać swoje makramy, chcę się nimi z Wami dzielić. Chcę, bo to powoduje, że jestem szczęśliwsza. Może też ktoś się zainspiruje.
Oto dwie moje dumy:




Mandala o nazwie 'Sekretny Lotus'. Jest tak lekka, dużo się w niej dzieje, a i kwiat lotosu się w niej znajduje, delikatnie oddając urok tej makramowej mandali. Jest już w sklepie (klik) i ładnie ją tu zapromuję, chcę zrobić, co mogę, by pomóc marzeniu się spełnić.

𐩕




Moja kolejna duma to 'może ktoś wymyśli nazwę hihi'.
Pierwszy łapacz snów. Kiedy jeszcze sklepy były pozamykane, trzeba było ratować się tym, co się miało. Stworzyłam łapacz, ciesząc się, że potrafię zrobić coś z tego, co mam w domu i do tego łapacz ten też jest częścią mnie.
Oddawać część siebie poprzez sztukę, wspaniałe uczucie. Wielu z Was rozumie mnie doskonale.

Aj marzenia, dziękuję, że jesteście.

Tyle światów poznałam i nadal poznaję. Ileż wspomnień, nauk, wszystko tak cenne.
Wierzę w swoje marzenia, wierzę w Twoje. Spoglądam w niebo, chmury wyglądają jak rozlana śmietana, w niektórych partiach wyglądają, jak farba, którą przypadkowo kopniakiem wywaliliśmy, co spowodowało, że powstało spore 'dzieło sztuki' na podłodze. ;)
Marzenia, nowe drogi pomagają widzieć świat głębiej. Ja tak to odbieram i podoba mi się to bardzo.

Dziękuję, że czytasz, oglądasz, jesteś, tworzysz, dzielisz się.
Tulę, dostrzegając w niebie chmurkę w kształcie serduszka. ❦♥

Ps. Teraz chmury wyglądają jak rozerwana wata cukrowa.

Kolejne Ps. 
Chętnie przeczytam o Twoich marzeniach. Tych spełnionych, niespełnionych, tych, o które walczysz, one wszystkie są ważne.






niedziela, 7 czerwca 2020

Dumnym być, ale z czego?



Usiadłam w miejscu, które zawsze mnie wycisza. Nie jest to wzgórze z widokiem na morze ani biała ławeczka w ogrodzie. Jest to zwykłe krzesło, obok niewielki okrągły stolik ozdobiony niezwykłym obrusem z falbaną, obrusem wykonanym przez moją madre. Siedzę na balkonie o balustradzie od wewnątrz pomalowanej na uspokajającą zieleń. Wkoło kwiaty wszelkich barw. Widok, jak kto patrzy. Widzę bloki, widzę garaże, ale skupiam się na drzewach, trawie, niebie, śpiewie ptaków. Timmi właśnie dał mi znać, że chciałby okazać mi nieco miłości. No to piszę i jednocześnie tulę tego naszego ukochanego świrka.


☙❧




Zadałam sobie pytanie: z czego jestem dumna, z kogo duma mnie rozpiera...
Jestem dumna z brata, który przygarnął Timmcia, obdarował go wielką miłością i opieką. Jestem dumna, że potrafię, widząc kropelkę deszczu po raz milionowy, ucieszyć się jej urodą.
'Przecież już to widziałaś, to nic nowego.'
Z tego jestem dumna, że potrafię przyjrzeć się płatkom kwiatów i dostrzec ich delikatny blask. Nieważne ile razy już to widziałam, cieszę się, że mogę zobaczyć raz jeszcze. Może dlatego, iż wiem, że życia nie można traktować, jakby było za chwil parę takie pewne.
Jestem dumna z siły mamy. Jestem dumna, iż mimo tego, że znów się nie udaje, nadal walczy. Jestem dumna z tego, jacy jesteśmy, z tego, że mamy taką więź między sobą.
Jestem dumna z przyjaciółki najukochańszej, bo nigdy nie poddała się, walczyła razem ze mną i dzięki temu stworzyłyśmy coś nie do opisania. Jestem dumna z jej przemiany, bo 'urosła' jako człowiek naprawdę niesamowicie. No i pamiętaj Sylwinko moja, kocham Cię jeszcze bardziej, każdego dnia bardziej.
Mogłabym tak pisać i pisać. Troszkę uroda przyrody mnie dziś dezorientuje. Chcę Wam coś powiedzieć:
Jestem dumna, że stworzyliśmy tak zgraną blogową rodzinkę, że potrafimy się wesprzeć, wylać z siebie emocje, co wcale nie jest łatwe. Dumna jestem z Waszych prac, tekstów, zdjęć, siły, dzielenia się dobrem. Wiele się zmieniło od założenia tego bloga.
Nadal usłyszę:
'No i co daje Ci ten blog, skoro nie zarabiasz na nim...'
'Jak to, co... wsparcie, poczucie spełnienia, przyjaźń, wspaniałych ludzi, którzy stali się mi bliscy, to ważniejsze od pieniędzy.'
'Może i tak, ale żyć z czegoś trzeba.'
Słowa te wypowiedział ktoś mi bliski, kiedy miałam dwie prace, nie pełnoetatowe, ale to nie jest ważne.
Pasje to cudowny dar, tak samo ważny, jak praca. Wiesz, z czego jestem jeszcze dumna, z tego, że czekam, by wrócić do tej pracy, że  nie rezygnuję przy tym z marzeń i wytrwale do nich dążę.
Trzymajcie moi drodzy kciuki, czekam na decyzję. Mnie praca kiblary radowała i z tego też jestem dumna. :)


Muszę zaznaczyć, jestem dumna z osób walczących o swoje życie. Tych, którzy po raz setny upadają, lecz ciągle i szczerze walczą o siebie, przy tym pozostając dobrym dla innych.
☙❧

Doceniam swoje życie, jestem z tego dumna, jestem wdzięczna. Posłuchaj, czy to nie jest ważniejsze niż drogie auto, ekskluzywna kiecka...
Odwiedzam bloga http://bozenaskowo.blogspot.com, dostrzegam  śliczną, własnoręcznie wykonaną poduszkę. Już ją w wyobraźni widzę na ganku w wiklinowym krześle. Ganek z widokiem na morze i łąki, pomarzyć warto.
Ta poduszka pozwoliła mi poczuć coś ważnego, moje marzenie.
Nic nieświadoma, żyjąc sobie po swojemu, nie wiedziałam, że w tym czasie Bożenka do mnie właśnie pisze maila.
Nie da się opisać moich emocji, ale chwila, w której czytałam ów mail była jak spełnione marzenie.
Nie dam Ci tego, bo chcę coś w zamian. Podaruję Ci to, bo chcę Cię uszczęśliwić i tak właśnie postąpiła Bożenka.
Z czego jestem dumna, z pięknego serca tej kobiety. Obdarowała mnie nie tylko tym cudem, obdarowała mnie miłością, czystym dobrem, siłą i wiarą, dziękuję.
☙❧




Poznałam taką jedną szaloną dziewczynę Sady Sana.
Niektórzy z Was wiedzą, że kiedyś chciałabym spróbować napisać książkę, a ta zacna dziewoja ją napisała. Miałyśmy się nawet spotkać, nie wypaliło, ale niech wreszcie się uda, won wirusie!
Także, droga Sady.
Nie, nie powiedziałabym, że jest to Twoja pierwsza książka. Poczułam dumę, czułam, że włożyłaś w każde zdanie całe swoje serce. Jest to dla mnie książka, która pozwoliła mi lepiej zrozumieć samą siebie, swoje wybory sprzed paru lat. Zrozumiałam życie nieco bardziej. Polubiłam bohaterów. Jagoda ma wiele ze mną wspólnego. Michał jest tak nieidealny, a zarazem niesamowicie przepełniony miłością. Życie nie jest łatwe, co szczerze ukazujesz. Życie jest również pełne piękna. Moim zdaniem idealnie ukazałaś, czym jest życie.
Końcówka mnie na maksa zaskoczyła, co nie jest łatwe, a więc brawo. :) 
Jestem dumna z Ciebie, z Twojej książki. Stoi na półce moja 'Sek(s) ta' i jest dla mnie symbolem spełnionego marzenia. Przemiło spędziłam czas, wiele wyniosłam z książki, wiele uświadomiłam, dziękuję.

Życie ma wiele barw. Czasami zaprowadzić może w ciemne miejsca 'bez wyjścia'. Naprawdę, jeśli w Twoim życiu jasnych barw jest dużo więcej niż tych ciemnych, CELEBRUJ. Nie bądź głupcem, celebruj boś szczęściarzem.
To jedna z tych nauk, którą książka ta pozwala dużo lepiej zrozumieć, polecam szczerze.
☙❧



Jeszcze o jednej kobiecie napisać wręcz muszę. Los złączył nasze drogi, podarował mi bratnią duszę. Ona wierzy we mnie, wierzy w moje marzenia, zawsze mnie wspiera. Namawia, bym wreszcie spróbowała napisać książkę. Ukazuje, czym ją przekonuję, iż powinnam spróbować. Czasami nie wiemy, że słowem potrafimy kogoś tak mocno uszczęśliwić, ona mi to za każdym razem bezpośrednio ukazuje.
'No dobra, spróbuję'- ugięłam się.

Trzeba kupić zeszyt i zwyczajnie zacząć. Kupiłam, przesłałam Agusi zdjęcie. Obie wiedziałyśmy, że okładki z ustami mnie zbyt nie zainspirują, no ale cóż, pisać mogę, a to najważniejsze. 

Patrzyłam na te okładki, jakoś tak bez przekonania, nie wiedziałam, że w tym czasie Agusia działa. Poszła poszukać odpowiedniego zeszytu: 'Fiolet, musi być fiolet.'
Kupiła, ozdobiła, oddała cząstkę siebie. W środku była zakładka i słowa, słowa, które pozostawiłam dla siebie. 
Pamiętam, usiadłyśmy na ławce w parku, nagle ona podarowała mi prezent, kolejny raz pokazała, że wierzy we mnie.
Nawet długopis do mnie dopasowała. hehe Pamiętam swoją reakcję, w mig świat stał się bardziej kolorowy. Znam Agusię prywatnie, uwierzcie mi, jest ona kobietą wspaniałą, silną, zwariowaną, ma naprawdę dobre serce.

Wiesz co Aguś, nie jesteśmy tylko koleżankami, już stałyśmy się przyjaciółkami z młodym stażem. Czuję, że przyjaźń ta będzie przez nas obie umacniana. Dumna jestem z Ciebie, Ty wiesz dlaczego.




🙕
To nie wszystko kochani.
Wiecie, co jest jeszcze niesamowite, fakt, że ja wiem, że docenicie te moje pisanie, że docenicie kobiety, o których piszę, że wzajemnie się doceniamy i to sobie okazujemy. Jestem z Nas dumna.


Dziękuję, bo mam za co! 🙑







niedziela, 10 maja 2020

Wielki brat do Nas przemówił.


Cześć, jak u Ciebie? Jak się czujesz podczas tego wszystkiego, co się aktualnie dzieje? U mnie różnie. Dzięki Bogu jest naprawdę dużo pięknych chwil, są jednak i te naprawdę smutne. Tęsknota, stracone chwile, wylew emocji, ogromny potok łez. Pozwalam sobie na to i Ty sobie pozwól. Jesteśmy ludźmi i tak samo, jak radość, tak smutek jest naszą częścią, jedno dopełnia drugie.

Hermano: Również witam gorąco wszystkich czytelników siostrzanego bloga. Dziękuję za całe wsparcie, którym obdarzacie moją siostrę. Mam nadzieję, że tym wpisem wywołamy, choć chwilowy uśmiech na Waszych twarzach.


❅❅❅




Mam Ci wiele do opowiedzenia, dziś jednak skupię się na wspomnieniach. Jak to było pięknie spacerować bez masek, tulić przyjaciela bez obaw, odkrywać, czarować rodzinę swoją obecnością. Było cudownie spakować dwa plecaki, wsiąść do busa i z bratem pojechać w poszukiwaniu śniegu.
Hermano: Śniegu, którego dodajmy, u nas można było ze świecą szukać.






Było cudownie poczuć wolność ducha, powiew wiatru, siłę gór. Postanowiliśmy, że w tym roku raz w miesiącu pojedziemy w góry, oboje kochamy te nasze wspinaczki. Oczywiście z wiadomych przyczyn tak się nie stało.
Hermano: Teraz po prostu trzeba będzie jeździć dwa razy w miesiącu. ;)

Wspomnienia jednak stworzyliśmy, wspólnie je stworzyliśmy. Twórzmy, jak najwięcej pięknych wspomnień, teraz również, bo ten dzień jest jedynym, jaki posiadamy.

Pamiętam, ubrałam się ciepło, spodziewałam się mrozu. Niezły szok przeżyliśmy, czując się tak, jakby z 30 stopni ciepła było...
Herman: Też nie mogę uwierzyć, jak ciepło było tego dnia. Wiadomo, że człowiek w ruchu podczas wspinaczki inaczej to odczuwa, ale byliśmy, jak po kąpieli. I nie wiem, jak przy Adze, ale przy mnie raczej nie chcielibyście stać. ;D



O nie! To jakiś koszmar, my jak to na 'bliźniaków' przystało, oboje upałów nie trawimy. Muszę przyznać, że ja to już na serio z upałami dogadać się nie potrafię. Pot się ze mnie leje strumieniami, a nerwy... o matko... jaka ja się robię nerwowa. hehe
Cóż ten bezczelny upał ze mną wyczynia, bo to nie wszytko! Ja dosłownie opadam z sił, idę, jakbym z setę na karku miała i w dodatku w tak sędziwym wieku boks uprawiała, będąc już po treningu. 
Hermano: Rzeczywiście przez całą drogę towarzyszyły mi stęki i jęki konającej towarzyszki. Ale brawa dla tej starszej pani, że jednak dotarła na szczyt. :D






Jednak, no właśnie jednak każdą chwilę doceniałam. Z Marcinem (hermano) nie da się nudzić, on potrafi wywołać uśmiech, potrafi zaśmiać się nawet z moich nerwów.
Mamy te swoje 30+, a jednak potrafimy poczuć się jak dzieci, spędzić czas tak, jakbyśmy mieli lat dziesięć. Wydaje mi się to strasznie smutne, kiedy dorosły zapomina, jak to fajnie było być dzieckiem (z wyjątkami się rozumie). Nie wiem, co stoi na przeszkodzie, by zdrowy nawet 60-letni  facet poskakał po kałuży...
Niektórzy powiedzą: zdziecinniały staruszek, niektórzy stwierdzą, że ten to już na bank nieodpowiedzialny, a do tego walnięty, niepoważny. Ktoś jednak sobie pomyśli: 'Ten to potrafi żyć całym sobą'. Cokolwiek sobie pomyślą, liczy się, co ten 60-letni pan czuje. Dorosły, który pielęgnuje dziecko w sobie, chyba docenia więcej, jak myślisz?
Hermano: Wielu ludzi nie rozumie, że dojrzałość emocjonalna oraz posiadanie w sobie dziecka i ukazywanie tego się wzajemnie nie wykluczają, a wręcz przeciwnie. Nie zamykajmy się w stereotypowych murach.






Ciepła herbata pita podczas wędrówki to było piękne. Przyznam, że wypiłam wszystkie soczki, bo ja piję soczki podczas wędrówek. Wiem, woda lepsza, ale i tak piję soczki i do tego muszą być w kartonikach....niedobrze chyba...;D
Hermano: Czy woda lepsza? I tak i nie. Podczas jakiegokolwiek wysiłku węglowodany są jak najbardziej wskazane. Oczywiście z umiarem. ^^





My naprawdę czekaliśmy na śnieg, co roku czekamy, dla nas ten biały puch jest czymś bajkowym. Przyznam Ci się, ja to się nagadam podczas wspinaczki, podczas upału, ględzę i ględzę. Czasami mi się wydaje, że nie dojdę na szczyt i też tak się zdarzyło, nieważne. Myślę, że poddać się czasami też trzeba potrafić. W tym jednak dniu udało mi się wejść na szczyt. Ba, nawet lepiej, nie wiedząc, że już stoję na szczycie, ja sobie szłam dalej.








Kocham stać z moim hermano na szczycie górskim. Kiedyś strasznie chorowałam na zapalenie stawów niemal całego ciała i każdy zdobyty szczyt traktuję jak ogromny sukces. Nie ważna wysokość ani stopień trudności, ważne, że dotarłam.
Hermano: Stanie na szczycie i picie herbatki miało w sobie coś magicznego. Podobnie jak zabawna sesja fotograficzna. :D




Zresztą i kiedy postanowiliśmy zrezygnować z dalszej wędrówki, czułam dumę. Myślę, że Marcin robi swoje. Jego obecność, to, że on mnie motywuje, może nawet tego w danym momencie nie wiedząc. Kiedy twój brat cię słucha, wspiera, czasami skarci na maksa tylko po to, by cię czegoś nauczyć, czujesz miłość. Mogę z Nim gadać o wszystkim, bywamy bardzo poważni, bywamy jak dzieci, co to pierwszy raz śnieg zobaczyły. Razem się martwimy, szukamy wyjścia, razem śmiejemy się do łez. Dumna jestem z nas, bo WSPÓLNIE tworzymy tak piękną relację. Dla nas- rodzeństwo to ważne słowo, bardzo ważne.
Hermano: Zawsze ciężko mi się czyta miłe słowa na mój temat, ale dziękuję bardzo. Jesteś wspaniałą siostrą. Łączy nas niesamowita więź. Wiele cech bliźniaków jednojajowych, a przecież dzieli nas 1,5 roku. Ty stara, ja młody. buhahahaha ^^



Nie wiem, czy w tym roku zdobędziemy jeszcze jakiś szczyt górski, ale wiem, że postaramy się WSPÓLNIE stworzyć wiele radosnych chwil, razem możemy ogrom.
Hermano: Nie martw się. Wejdziemy na górkę za blokiem. 



Posłuchaj, proszę. 
Doceniaj tych, którzy Cię kochają, doceniają. Doceniaj tych, którzy Cię motywują, walczą o Ciebie. Buduj z nimi wspomnienia, zacznij już, nie czekaj, bo masz tylko ten obecny czas. Doceniaj, bo mimo tego, że jest, jak jest, to dużo dobra Cię otacza. Nie pozwól, by to, co prawdziwie istotne było dla Ciebie niewidzialne, nie pozwól!




Do następnego kochani, doceniam.
Hermano: Pozdrawiam serdecznie. :)





Ps. Z innej wycieczki, śnieg, mgła, bajeczne widoki. Wejdźcie w te obrazy, poczujcie, bądźcie tam chwilę razem ze mną.





niedziela, 5 kwietnia 2020

Wiem, że dostanę Nobla. 😆



Dawno temu, za górami i lasami, a tak naprawdę w styczniu tego roku, czwórka mieszkańców tej planety postanowiła wyruszyć w podróż. We mgle, silnych powiewach wiatru i opadającego na ziemię deszczu, nasi bohaterowie postanowili odkryć na nowo pewną siłę. Siłę, o której często się zapomina. 
Kim są nasi bohaterowie?
To Marek zwany Małpą.
To Halina, zwana przez córkę Paprykarzem.
To córka Agnieszka, którą mama nazywa Pasztetem.
No i wreszcie Aaron, aparat córki, który wielce jej pozwolił wykonać zdjęcia tu zaprezentowane.

Opowiem Wam teraz, co odkryli Nasi bohaterowie. CHWILA!

Zanim zacznę opowiadać, muszę się przedstawić.
Także tę zacną opowieść opowiadam JA. Oklaski na stojąco proszę zachować na później. Zaczynamy.


🖉




'Jak co roku, w swoje urodziny, chcę z Wami gdzieś jechać.'
Marek spodziewał się to usłyszeć. W duchu modlił się, by jednak stał się cud i córka powiedziała:
'Tato, w tym roku odpuszczam, nigdzie nie musisz jechać.'
Aj te marzenia ściętej głowy.
Z udawaną radością powiedział:
'Gdzie? Taka stara, a z rodzicami chce jechać...'
'Słabo Ci Tato idzie ta udawana radość. Stara czy nie, chcę, byśmy wszyscy razem pojechali, choć raz w roku.'
Halina, zwana przez córkę Paprykarzem, wybrała dwa miejsca. Zna upodobania córki. Musiał być zamek, ruiny, albo góry.
'Masz Pasztecie, znalazłam takie miejsca w okolicy. Zobacz, może Ci się spodobają.'
Spodobały się. Córka uradowana, jeszcze, gdyby pogoda dopisała.



Dzień urodzin.

Solenizantka otwiera swoje ospałe oczęta. W oknie widzi szarówkę, mgłę, ciemne chmury.
'Cudowna pogoda, akurat trafiła mi się taka, jaką lubię.'
Z drugiego pokoju jednak słyszy inną opinię. Tata zwany Małpą nie podziela zdania córki, no ale cóż poradzić. Dla dziecka swego wszystko się zrobi i względną radość z siebie wykrzesać można.

Przerywnik- Teraz to dopiero zaczyna się opowieść. Spodziewam się dostać Nobla, ale będę JA udawać, że  skromny ze mnie człowiek.




Autem wjechali na autostradę. Im dalej od domu, tym większa mgła, a nie, na opak to było. Im dalej od domu, tym mniejsza mgła. Dojechali do zaczarowanej krainy zwanej Stare Tarnowice. Jak zawsze lekko pobłądzili. Kiedy znaleźli pałac się tam znajdujący, Tata głośno okazał swoje emocje:
'Przecież tu nic nie ma! Wracamy!'
Córka gniewnie spojrzała. Postanowiła migiem uciec z aparatem.
Z biegiem czasu tata zwany Małpą okazał więcej entuzjazmu. Córka pomyślała, z wielką nadzieją w duchu:
Teraz jest czas, zapytam, może się zgodzą.
'Tato, Mamo, to co, wchodzimy do środka zwiedzać pałac?'
Razem, jak naprawdę zgrane małżeństwo odpowiedzieli swojej ukochanej córce:
'Nie!'

Przerywnik- Nie, nie płaczcie. Choć wiem, że to poruszająca chwila. Córka, tak naprawdę znała odpowiedź. Zareagowała uśmiechem, bo co innego odkryła.




Mama nieco oddalona woła do córki:
'Aga! Patrz! Samolot leci tak blisko.'
Córka zobaczyła z daleka dwa świecące diamenty. Pomyślała:
Tak daleko, a Jej oczy tak intensywnie błyszczą. Mama jest szczęśliwa.
Zdjęcie samolotu dla Mamy zrobione.




Nie byli długo. Rodzice raczej nie są takimi podróżnikami, jak Ich córka, ale... czego nie robi się dla dziecka.
Nieważne, że 30+, zawsze będzie ich córeczką.
Nieważne, że 30+, zawsze to będą jej drodzy Rodzice.




Żeby dostać się do drugiego miejsca, musieli wrócić. Tak, dobrze przeczytaliście. Przejechali przez swoje miasteczko i na południe pomknęli. Tym razem, im dalej od domu, tym większa mgła.

Przerywnik- Kiedy tata do sklepu poszedł, dwie panie popsuły mi powieść, jedząc jak prosiaki słodycze w aucie. Spójrzcie sami. Do tego tak bezczelnie uradowane...




'Gdzie są te ruiny...'- Tata  zaczął się lekko irytować.
Znaleźli.
Mgła przysłaniała im widok ruin. Zbliżali się autem. Z sekundy na sekundę coraz wyraźniej ukazywały się im piękne ruiny, zamknięte ruiny!



RUINY W REMONCIE- głosił napis, którego nie chcieli tam zobaczyć.
'Wiedziałam, a mówiłam Wam, że będą w remoncie'- zakomunikowała córka.
Jak jeszcze zacznie padać, to już klapa, na marne tam przyjechali. Wyszli z auta, zaczęło padać.
Tata pochwycił okazję, ogłaszając:
'Pada, ruiny zamknięte, tu nic nie ma, wracamy.'
Córka po raz drugi gniewnie spojrzała i migusiem uciekła ze swym aparatem. Chwyciła mamę:
'Choć mamo, idziemy szybko. Tam jest jakiś park. Jak Ty pójdziesz, to Tata też.'
Tata z daleka zawołał:
'Gdzie wy idziecie!? To tylko zwykły park. Ja nie idę, tam nic nie ma.'
Oczywiście, że przyszedł, bo Tata zwany Małpą, lubi sobie pogadać, ponarzekać.

Przerywnik- Czy JA przypadkiem zapomnieć napisać, w jakiej krainie Nasi bohaterowie się znaleźli... Udawajmy, że tak miało być. Artysta-pisarz ze mnie przecież wybitny i tego się trzymajmy.

Całkiem spory park krainy mgieł zwanej Tworków, spowodował, że Nasi bohaterowie zaczęli czuć się jakoś tak wyjątkowo.
Zimą to wszystko się działo, a jakby jesień tam pozostać postanowiła (zdjęcia potwierdzającego nie dodała, wybaczcie). Mgła dodawała uroku, czuło się, że każdy milimetr tego miejsca, skrywa jakąś tajemnicę.
Rozdzielili się, rodzice razem, córka z aparatem odkrywała tajemnice zacnego miejsca.

Przerywnik- Coś tam odkryła, lecz bezczelnie się ze mną tym nie podzieliła. Wspomniała tylko, że zdjęcia mówią. Też mi coś...








'Chodź wreszcie, zimno jest!'- wołają rodzice.
'Wy chodźcie tu, fajnie jest, chodźcie.'- odpowiedziała córka.

Córka aparatem utrwalała obrazy, a jej Rodzice, oto co wyczyniali:




Szybko zdjęcie córa cyknęła i kolejne wspomnienie zamroziła w fotografii.

Przerywnik- Kurcze blade i kulawe! Czy ja przypadkiem zapomnieć o pozostałych bohaterach.
(Nie, nie umniejszaj sobie swojej wartości. Jesteś genialnym pisarzem. Udawaj, że tak miało być. )- autor myśli swe postanowił ujawnić.

Wracając↩↪
Bohaterowie równie ważni:
Marcin- niestety bez przezwiska, choć nazywany przez swoją siostrę solenizantkę- Hermano.
Sylwia- przyjaciółka od serca Agnieszki.
Timmi- pies, przyjaciel, rodzina.
No i Pan D.- po raz pierwszy na blogu. Jeszcze tajemnica. Podejrzewam, że autor zaskoczył Pana D., że wspomnieć o Nim postanowił.




Czy każdy dzień skrywa jakiś skarb?
Możliwe, że każdy. Tego dnia było go dość łatwo dostrzec. Kiedy smutki przeważają, jest ciężko, bardzo ciężko, ale może skarb jednak można odnaleźć...
Może.






Wracając do domu, Agnieszka wiedziała, że to nie wszystko. Ciemno się zrobiło, dla solenizantki tym bardziej klimatycznie.
Otworzyła drzwi. Marcin, Sylwia obok, a Timmi już się pcha, by się przywitać. Tort Brat zrobił, nie byle tort. To był tort, którego smaku się nie zapomina.

Jaką siłę odkryli Nasi bohaterowie? Kto zgadł, zanim przeczytał, niech da mi o tym znać.

Siłą tą jest rodzina. Nie każdy taką posiada. Ci, którzy mają, powinni docenić. Natomiast ci, którzy pragną, niech budują wytrwale. 
Każda chwila z ukochanymi jest skarbem.




Przerywnik- Coś mi się zdaje, że zapomnieć JA napisać o bohaterze Panu D. Niech pozostanie jeszcze tajemnicą. Niech Los postanowi, czy stanie się to bohater ujawniony, czy nie. Wzbudzić JA ciekawość? Może kolejną część tego jakże wielkiego arcydzieła napiszę.


Ps. 1
Można już klaskać.
Ps.2
Ten post jest całkowicie oparty na faktach.
Ps. 3
Ten post jest dla Was, byście na chwilę zapomnieli o troskach.
Ps.4
Bądźcie zdrowi, ktoś tu Was nosi w sercu.










niedziela, 8 marca 2020

Sposób postrzegania. Kotek nauczycielem.



Czasami naprawdę nie wiem. Iść, w którą stronę powinnam.?
Czasami zagubienie bierze górę. Wybór i tak padnie, bo nawet stanie w miejscu to wybór. 
Kiedyś usłyszałam mądre słowa i to nie od jakiegoś guru. Słowa wypowiedział Urahara z japońskiej anime Bleach. Urahara i Ichigo wpadli w pułapkę. Ichigo zaczął się denerwować, bezsensownie walić w drzwi. Urahara ze spokojem w głosie powiedział:
Uspokój się! Skupmy się na tym, co TERAZ możemy zrobić, co TERAZ jest w naszej możliwości. 
Nie pamiętam dokładnie słów, ale przekaz  jest wyraźny. Słowa te stały się moim mottem i bardzo mi pomagają w najważniejszej ze szkół, szkole życia.


🙕🙖





Pewnego dnia, w którym słońce delikatnie oświetlało jesienne barwy ziemi, poznałam tajemniczego kotka. Czarno-biała piękność pojawiła się tak nagle. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jeden z moich nauczycieli. Sylwia zachwycała się jego wąsami, piękny to kotek.




Szłyśmy na punkt widokowy zobaczyć z góry jezioro błękitne i wszystko wkoło niego.  
Droga prowadziła przez las, a że była to jesień, to moje serce było tym bardziej uszczęśliwione. 
'On za nami idzie, kot nas szpieguje.'
My stajemy i on staje. Zapowiada się na to, że kotek chce nam towarzyszyć.
Jego obecność spowodowała, że poczułam się jakoś inaczej. Kotek zaczął stawać się naszym przewodnikiem, przyjacielem, nauczycielem, a także ochroniarzem. Wydawał się mówić:
'Nie bójcie się, czuwam.'




Las stawał się coraz bardziej baśniowy. Przepełniały go barwy pełne ciepła, a zarazem tajemniczości. Drzewa wydawały się takie skryte, jednak jakby chciały coś powiedzieć. 







Łatwo było wybrać drogę, akurat tu wiedziałam, gdzie chcę iść.
Pomyślałam sobie: Wielu tędy szło. Jedni z uśmiechem na twarzy, inni bez entuzjazmu. Jedni zamyśleni, drudzy cieszący się chwilą. W tym momencie byłam z siebie dumna, a przecież nic takiego nie robiłam, szłam. Tylko właśnie o to chodziło, szłam, delektując się magią chwili.
Dla mnie ten kotek był czymś niesamowitym i nadał tej krótkiej wyprawie czegoś ponad to, co mi znane. Byłam dumna z tego, że cieszę się chwilą, właśnie z tego.




Kotek jakby mówił:
'Chodźcie, ja was ochronię i zaprowadzę na samą górę. Chodźcie, jesteście bezpieczne.'

Wydawało mi się, że jest on jakiś taki inny. Możliwe, że tylko mi się wydawało. Choć uważam, że Mister Kot miał w sobie coś i to coś było naprawdę unikalne.






Na górze spotkaliśmy starszego pana. Wjechał na rowerze na górę, podziwiam. Odbyła się krótka rozmowa, pan był przyjacielsko nastawiony. Wyjaśnił nam, że to kotek bodajże szkolny. Podchodzi do przyjezdnych i odprowadza ludzi właśnie w to miejsce. Znika, dopiero kiedy zwiedzający są bezpieczni na dole, na samym starcie wyprawy.
No właśnie, start.
Startem można sobie wyobrazić początek drogi na wzgórze. Wejście na szczyt można uznać za sukces. Jeśli ten szczyt szczerze cieszy, to prawdziwy sukces. Jeśli droga powrotna również jest ceniona, to brawo, dobrze zdajesz egzamin. Wracasz do punktu startowego i tam decydujesz, co dalej. Ja zdecydowałam zwyczajnie iść, docenić i z radością, oczywiście też z nostalgią myśleć o kotku i całej magii tego miejsca.
Kotek zaprowadził i odprowadził, był kolejnym nauczycielem. Zostawił 'na stracie', zostawił już nieco mądrzejszymi.
Osobiście mi powiedział:
Można mnie odebrać, jako zwykłego kota.
Można się mną zachwycać.
Można uznać, że się przyczepiłem i przeszkadzam.
Można uznać mnie za przewodnika.
Można nie zwracać na mnie uwagi.
Można dzięki mnie się czegoś nauczyć.
Decydujesz.



Byłam z siebie dumna, że właśnie tak odebrałam tego mojego zaskakującego nauczyciela. Nigdy nie zapomnę kotka, który nauczył mnie tak dużo. 







Jaką drogą teraz idę? 
Ciekawą, tajemniczą. Nie myślę za dużo o drodze, staram się skupiać na każdym kroku z osobna. Tu jestem, chcę zrobić, by to TERAZ było dobrze spożytkowane.

Jesteśmy tu razem, jesteśmy duchowymi przyjaciółmi.
Jesteśmy blogową rodzinką.
Jesteśmy nauczycielami, jesteśmy uczniami.