niedziela, 26 sierpnia 2018

Wiadro, mop i z dumą stawiam kolejny krok.


Wielu z Was wie, że parę lat temu z powodu pracy/szefostwa straciłam zdrowie. Trzy lata walki. Trzeba było mimo przeszywającego na wylot bólu, wykazać się jeszcze większą siłą.
Udało się, jednak chcę się Wam do czegoś przyznać. Cała ta sytuacja, szefowa, utrata zdrowia spowodowały, że zaczęłam bardzo bać się pracy.

Chodziłam sporadycznie na rozmowy kwalifikacyjne. Starałam się nie myśleć, że i tu będą mnie wykorzystywać, gardzić, rujnować. Przyznam się również, że nie było mi zbyt smutno, kiedy pracy nie dostawałam.

Choroba ładnie śpi, lecz nie znikła całkowicie. Nie mogę wybrać byle zawodu, ograniczenia powstały. Zaczęłam się gubić, nie mogę robić tego i tamtego, więc, co mogę robić? Muszę zarabiać, nie mogę doprowadzić, by choroba się przebudziła, a o to łatwo.
Z biegiem czasu w mojej głowie pojawił się całkowity mętlik. Swoje to trwało, różne spotkania                        z potencjalnymi pracodawcami się odbywały, a ja mimo obaw dawałam z siebie wszystko, nie umiałam tylko przeskoczyć ograniczeń. Nie umiałam utrzymać tych cholernych kwiatów, by ułożyć porządny bukiet. Za dużo ich było, za mało sił w rękach... zagubienie, niemoc.

Jednym z moich ważniejszych postanowień na ten rok, było pokonanie lęku i wyjechanie do pracy sezonowej. Potoczyło się zupełnie inaczej.


🙞



Wracając do domu, rozradowana po koncercie Awolnation, wiedziałam, że ten jeden wieczór mnie zmienił tak naprawdę.
Siedziałam na oparciu łózka i z uśmiechem opowiadałam o mojej magicznej róży. ;)
Dla tych, którzy nie znają historii: KLIK
Madre zaczęła opowiadać, że brakuje jej ludzi do pracy. Jest brygadzistką. Pracowała za dwóch, jej twarz dobitnie ukazywała jej wyczerpanie. Z uśmiechem tak niespodziewanie, zadała mi pytanie:
'Zgredzik, wiem, że to sprzątanie, ale może chciałabyś spróbować?'
W tym momencie obudził się lęk. Sprzątanie, ruch, woda... moje stawy tego nie wytrzymają.
Spojrzałam na różę, spojrzałam na hermana mi dopingującego i wreszcie na zmęczoną twarz madre.
'Tak, spróbuję'- lęk mnie przepełniał.
Madre zdając sobie sprawę z moich ograniczeń, dała mi czas, by to przemyśleć. 
Bardzo się bałam kochani. Wydarzenia sprzed lat, niemożność ruchu, sztywniejące ciało od stóp po szyję. Wszystko do mnie wróciło.

Nie zmieniłam zdania. Poszłam na próbę z całą paletą obaw. Śpiewałam piosenki Awolków, skupiałam się na pracy i na dumnym wyrazie twarzy mamy.

Moi drodzy, pracuję już niemal pięć miesięcy. Jest to praca weekendowa. Czyszczę halę wielkim mopem, zrywam kleje, wracam cała zabrudzona.



Sprzątanie, sprzątaczka, czy to brzmi dumnie?
Dla wielu osób nie, dla wielu osób, to zawód z najniższej półki.
Usłyszałam, mając już tę pracę:
'Załatwię Ci robotę w Holandii'.
'Ale ja już pracuję'.
'Nie pracujesz'.
Wstaję ok. 5 rano, pracuję ciężko i dobrze, co jest zauważane. Najważniejsze, że wracam do domu dumna z siebie.
Tak, biorę mopa giganta i heja.



Kim jesteś? Sobą.
Pytałem o zawód.
Dla mnie to dwa zupełnie odrębne pytania. Pracuję jako sprzątaczka. Jestem miłośniczką fotografii, pisania, natury. Jestem córką, siostrą, przyjaciółką. Jestem zwariowana, może nieco dziecinna, ale również bardzo silna. Czasami wredna, czasami zagubiona. Jestem sobą.



Mam świetne towarzystwo w pracy. Jedna osoba musi pracować na dwa etaty, od poniedziałku do niedzieli. Ktoś potrzebuje pieniędzy na chore dzieci, na umierającego męża, na spłatę długu, leczenie kręgosłupa, błąd młodości.

Oklaskujemy często gęsto lekarzy, muzyków, czy sportowców. Brawo.
Oklaskuję również sprzątaczy, ślusarzy, murarzy, ulotkarzy...
Lekarz pracuje, ślusarz pracuje. Oboje się starają, oboje wybrali walkę o życie, zamiast użalania się nad sobą czy inne absurdalne powody. 
Co człowiek, to inna historia.

Widuję w pracy takich ludzi, których śmiało, można oklaskiwać. Nie poddają się ciężkiemu życiu, chorobom, rozleniwieniu. Wstają co świt i często z uśmiechem wykonują prace, które wielu omija szerokim łukiem.
Nie mówią mam studia i nie będę nigdzie indziej pracować jak w swoim zawodzie. No, a już na pewno nie będę męczyć się za najniższą krajową.

Rzucam czasami mopem, ukażę mój niemały zasób brzydkich słów, ale lubię tam pracować. Mogę przekląć, bo praca ciężka. Mogę zawyć operowo na całą halę. Mogę pośmiać się z moją fajową ekipą. 

Dbam o zdrowie jeszcze bardziej. Stawy się odezwały, ale już się uspokoiły. Praca jest weekendowa, to też moje stawy się już tak nie buntują. Uprawiam jogę regularnie, piję więcej wody, ćwiczę oddech, jem zdrowo. Jest dobrze. Jestem taka z siebie dumna. 

Widzę zaskoczone miny, słyszę zapytania. No bo taka młoda dziołcha sprząta cała umazana. Sprząta, nie tylko ona. Nie czekała na pracę marzeń, postanowiła powalczyć o swoje szczęście. Walka o siebie nie oznacza samego chodzenia po puchatym dywanie, czasami trzeba przejść przez zabrudzoną jezdnię, a nawet rozgrzany węgiel.

Własne pieniądze, świadomość wygranej z lękiem, ogrom nauki, a nawet śmiechu. Madre nie musi pracować w weekendy, za to może być dumna. Jej dzieci, bo tak, hermano też tam pracuje, jej dzieci poszły krok dalej. Od dawna Wam piszę, że chcę opowiedzieć historię mojego brata. Nie chcę go zmuszać, poczekam, aż będzie gotowy, ale napiszę Wam, że mój brat jest prawdziwym bohaterem życia.


Brawo hermano, brawo dla wszystkich walczących o siebie, o bliskich, o przetrwanie, o zdrowie. Brawo dla wszystkich tak usilnie starających się wygrać z lękami. 
Brawo.





niedziela, 15 lipca 2018

O nie! Byli tak blisko. Poznajcie Pana Śpiewaka. Może zatańczymy? Dziwny ten tytuł. 👽



Witam serdecznie.
Witam.
Jak się czujesz?
Dziwnie, ale dobrze, naprawdę dobrze.
Dlaczego dziwnie?
A dlaczego nie? Chyba ważniejsze, że dobrze.
Nie rozumiem.
No to spieszę wytłumaczyć:

Otwarłam oczy i zwróciłam uwagę na coś bardzo ważnego. Wstałam zmęczona, obolała, wory pod oczami straszne. Dlaczego się uśmiechałam...
Dlaczego?
Dlatego, że koncert odmienił mnie na dobre.
Bardzo mnie to cieszy. Wspaniała przygoda. Szkoda tylko, że dziś tak pada, jest szaro.
Szaro? Może ty widzisz szarość jako smutną barwę. Ja widzę szarość jak coś tajemniczego, baśniowego. Jest pięknie. Deszcz powoduje, że świat staje się nieco bardziej melancholijny- fakt, ale również romantyczny, spokojniejszy.
Co ty opowiadasz... Wydaje ci się dzień piękniejszy, ponieważ jesteś szczęśliwa. Marzenie się spełniło, dlatego.
Może tak, a może nie. Może widzę świat po prostu nieco inaczej ponieważ zrozumiałam, iż wcześniej nie doceniałam go należycie. Może spełnione marzenie pomogło mi to zrozumieć.
No może tak jest, zobaczymy potem.
Wyjdźmy z tych czterech ścian. Bierz parasol i w drogę. Dziś czeka nas zwiedzanie, spotkanie po latach. Dziś wracamy do domu Aga. Nacieszmy się każdą chwilą tego dnia.
🙞






Jedziemy taksówką, ja i Sylwia oczywiście. Moją uwagę przykuwa pewien lokal. Nie wiem czemu, ale coś mnie do niego ciągnie.
Wysiadamy. Brr... ale zimno.
Stare miasto wygląda baśniowo, kiedy deszcz je ozdabia. 







Może pójdziemy na wieżę widokową? Nie poszły. Chodziły po okolicy i co robiły? No co robiły? Śpiewały, tańcowały po swojemu. Obie były takie szczęśliwe.



Deszcz ustał. Wiecie, co się stało... spełniło się moje kolejne marzenie. Zrobiłam zdjęcia wróbla. 
Skubane, zawsze mi uciekały, a ja tak chciałam zrobić właśnie takie zdjątko. Niby nic, a jednak.



Teraz trochę fotek miasta, bo trzeba gdzieś je upchnąć. hihihi








Cudownie mi się fotografowało Warszawę. Architektura git, parki git, atmosfera git.




Czeka nas za chwil parę ważne spotkanie.
Jest mi tak dziwnie.
Mnie tak samo. Ciekawe jak będzie. Lata się nie widziałyśmy z Rafałem.

Odwiedzamy ten oto piękny kościół.



Dryń dryń.
Rafał dzwoni. Cichutko trzeba wyjść.
Stoi tam. Och, jak nam zabawnie. Rafała poznałyśmy parę lat temu. Pierwszego dnia naszego życia w Krakowie, właśnie on nas zaczepił na rynku. Przebrany był trochę za mumię, a może to była Dracula, nie pamiętam. Znajomość przetrwała czas i odległość. 

Udawajmy, że go nie widzimy- mówię.
Idziemy rozbawione. Rafał nie głupi wyczuł naszą zabawę.

Także moi drodzy. Przedstawiam Pana Śpiewaka (czy tu nie powinno być wstawione jego zdjęcie...). Artystę jedynego w swoim rodzaju. Na pewno Was zaskoczy, to gwarantuję.
Jeśli ktoś chciałby poznać Rafała twórczość, to zapraszam. Uwaga, zapewniam, że nie ma się czego bać. :)
https://www.facebook.com/spiewakgrotesque/

Spotkanie odbyło się w przytulnym lokalu o nazwie... oczywiście zapomniałam, ale lokal nazwę na bank posiada. haha
Miła rozmowa, śmiech, bo z Rafałem zawsze się pośmiejesz. Jest on specyficznym człowiekiem. Zaskakuje na każdym kroku, dla wielu może być dziwakiem, kimś niepoważnym. Jest unikalny, to na pewno. Pisze bajki, które mogą przerazić nie jednego. Jego twórczość szokuje wszystkie zmysły.

Można go łatwo ocenić, zupełnie go nie znając, bądź znając za mało. Jest to człowiek o pięknym sercu, niebojący się żyć po swojemu. Walczy o to i jest świetnym przykładem, że warto. Lepiej żyć w zgodzie z samym sobą niż w najpiękniejszym kłamstwie. Strasznie jest oszukiwać samego siebie.

Dla mnie spotkanie z Rafałem było bardzo wartościowe, dające do myślenia, bardzo udane oraz zaskakujące. Rafał pokazał, jak można się zmienić, ryzykując nieco bardziej, podejmując nieco odważniejsze decyzje. Ze spotkania wyniosłam naprawdę dużo, o czym sam Rafał nie wie.



Na tym kolażu można zobaczyć nasze wygłupy. Może i po trzydziestce, ale duchem młodzi, zresztą i tak jesteśmy młodzi. 😜







 Światło słońca oświetla świat. Jest bardzo przyjemnie. Czujemy obie WOLNOŚĆ. Mamy wyśmienite nastroje. Żal nam opuścić stolicę. Warszawa zawsze będzie bliska memu sercu, bo to właśnie tam dwa razy spełniło się moje marzenie.



Bardzo pragnęłam, by Sylwia zobaczyła tę część mojego życia.
Bardzo chciałam, by poczuła przypływ energii, który tak potrzebowała. Pragnęłam znów zobaczyć jej szczery uśmiech.
Widziałam.

Widok szczęśliwej Sylwinki był dla mnie pięknem nie do opisania. Ona promieniała, wiara wzrastała, pozytywne myśli napływały z różnych stron.
Oby jak najwięcej takich przygód kochana.




Trzy posty, trzy dni. Każdy inny, każdy miał, co innego do zaoferowania.
Tak to już jest. Każdy dzień coś ma w ofercie. Każdy czegoś nauczy. Raz pokory, innym razem siły, czy empatii. Jeden swym smutkiem nas przytłoczy, inny spowoduje, że wróci nam wiara. Raz będzie owocował w wiele dokończonych spraw, a innym razem spowoduje, że siłą rzeczy nic się nam nie uda. Życie. Ja zwyczajnie staram się być dobrym uczniem. Raz obleję, a raz spiszę się na celujący. Życie.



Dziękuję, że towarzyszyliście mi w tej ważnej dla mnie podróży. 😘

Ps.
Podkreśliłam w tekście na fioletowo 'lokal' i 'wieżę widokową'.
Teraz tłumaczę dlaczego.
Dlatego, że zaraz po powrocie do domu dowiedziałam się, że Awolnation byli właśnie w tym lokalu, który tak bardzo przyciągał moją uwagę. No i by było zabawniej, byli też na wieży widokowej w tym samym czasie, w którym my sobie kolo niej chodziliśmy. buahahaha
Blisko, a jednak daleko. No cóż, poradzić, co ma być, to będzie, a co nie, to nie. Następnym, razem będę chodziła z teleskopem. 😆 

Do następnego kochani.





niedziela, 17 czerwca 2018

Specjalnej róży moc. 🌹


Usiądę sobie w swoim wiklinowym fotelu. Stoi on obok drzwi balkonowych, które są otwarte. Słyszę piękną pieśń. Deszcz mi ją zaoferował, a ja ją docenić powinnam. Przecież to dla mnie śpiewa. Patrzę w prawo. Szarość nieba ubarwiają mi kwiaty różnokolorowe, które ozdabiają mój balkon. To czas bezcenny. Ja jednak przenoszę się w czasie, bo przecież czasami naprawdę warto.
Bywa też tak, że niepozorna rzecz, potrafi odmienić nasze życie. Szukamy w czymś wielkim, a rozwiązanie jest w czymś tak prostym, jak na przykład piosenka.
Usłyszałam ją, zakochałam się. Odnalazłam wykonawcę, posłuchałam innych piosenek i stało się coś niesamowitego. Otworzyłam szerzej drzwi mojego serca.
Pamiętam ten dzień, to było niemal trzy lata temu. Oni przyjeżdżają do Polski, będzie koncert. Popłakałam się.
Pojechałam, zobaczyłam wokalistę, wpierw go nie rozpoznając. Zamarłam, zostałam popychana przez hermano: 'No idź do niego'- krzyczał.
Wypchnął mnie, zdołałam tylko powiedzieć: 'May I...' (czy mogę...). Dostałam autograf, byłam jak skała. Chciałam poprosić o wspólne zdjęcie, nie umiałam. Poznałam Biankę, z którą spędziliśmy cały dzień. Byliśmy pierwsi, mieliśmy najlepsze miejsca. Wokalista podał mi swoją dłoń i śpiewał. To wystarczyło.

♩     ♪     ♫     ♬     ♩     ♪     ♫     ♬     ♪     ♫     ♬     ♩     ♪     ♫     ♬ 

Minęły lata niemal trzy, oni znów przyjeżdżają. Mam wielkie postanowienie: PODCHODZĘ, ROZMAWIAM, PROSZĘ O ZDJĘCIE, DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO, bo człowiek ten otworzył moje serce i oczy tak mocno. 
Człowiekiem tym jest Aaron Bruno, zespołem tym jest Awolnation. Żaden artysta jeszcze mnie tak nie zachwycił. Pochłaniam każdą mini sekundę, każdego ich dzieła. Aaron i jego zespól, stali się moją siłą, stali się przyjaciółmi, z którymi łączy mnie ich muzyka. Ja i oni rozumiemy ją pod każdym względem.

Zapytałam Sylwię, czy ze mną pojedzie.
'Oczywiście, chcę być tego częścią'.
Czekałam na ten dzień. Nie miałam oczekiwań, że znów uda się spotkać Aarona, że będzie jakaś niespodzianka. Cieszyłam się możliwością ich usłyszenia na żywo.

Wchodzimy na teren klubu, już z daleka ją widzę. Stoi w tym samym miejscu, jest tam. Wołam: 'Bianka!'
Serdecznie się witamy. Uczucie piękne, trzy lata minęły jakby to była sekunda. Znów się spotkałyśmy, tylko starsze i z większym doświadczeniem życiowym. Tam jeszcze bardziej zdałam sobie sprawę, jak życie szybko przemija. 
Było upalnie, rozmawiałyśmy sobie, wspominałyśmy.
IDZIE AARON!
Mój drogi Boże, on idzie. Czy on przypadkiem nie chce nam pomachać.? Chyba chce. Bianka coś do mnie mówi, patrzymy na siebie. Nagle czuję szturchnięcie Sylwii: ' Wy idiotki!!!! On do was machał'. 
'Że niby co, kiedy, jak, czemu, choć ty mu nie odmachałaś...???'
'Nie wiem, no nie wiem'.
Wszystkie trzy, widząc Aarona, wyglądałyśmy mniej więcej tak:



Nie mam pojęcia, żadna z nas nie ma pojęcia, cóż nas tak zamurowało.
Kolejne postanowienie:  WYJDZIE RAZ JESZCZE, PODCHODZĘ. PRZECIEŻ TO MÓJ CEL, OD PARU LAT SIĘ NA TO PRZYGOTOWYWAŁAM.
Wychodzi, my znów stoimy jakby zamurowane.
Nagle znienacka podbiega do niego fanka. Poprosiła o zdjęcie, zgodził się, przytuliła go i zachwycona w podskokach wróciła na swoje miejsce.
O NIE! Tego już za dużo! Trza się przebudzić. Wstajemy z koca, zbieramy rzeczy, by podpisał się na nich. Szybko, musi się udać!!!! Zaczynamy startować wszystkie trzy, patrzymy przed siebie, wokalista zaraz wejdzie do klubu. Ostatnia szansa, trzeba go zawołać.
Ty wołaj. Nie, ty wołaj. Ja nie umiem, nie  umiem i już. No wołaj.
' Hey Aaroooooon'- szkoda tylko, że głośność tego wypowiedzianego zdania była słyszalna tylko dla nas i to z ledwością.
Podsumowując, nie rozumiemy do dziś, co nam odwaliło... przynajmniej nie ja i Sylwia.

Wiele się działo. Wejdźmy już do klubu. O tak, znów pierwsze. Stoimy naprzeciwko mikrofonu. Pierw support, jakiś krótki, bo 20-minutowy. Ważne, że miły dla ucha.
W lokalu można się stopić, duchota straszna. Ludzi przybywa, zaczyna się ścisk, ale taki urok koncertów. Najważniejsze, że jest magia, o tak jest i to zwyczajnie czuć wszystkimi zmysłami.

Zaczyna się: ' Here come the runts'. Czułam spełnienie. Nie ważne już to zdjęcie, zmarnowałam szanse. Jestem przecież człowiekiem, popełniam błędy, marnuję szanse. Teraz mogę nad tym ubolewać bądź skupić się na dźwiękach. Zatopiłam się, byłam tymi dźwiękami. 
Wyszli jak zawsze uśmiechnięci. Jest już Aaron, stoi tak blisko, dokładnie jak trzy lata temu. Czułam się, jakbym przeniosła się w czasie, cały dzień się tak czułam i to poczucie było czymś niesamowitym. 

To taki wysiłek, wiele godzin przed i wiele godzin w lokalu. Czy dasz Sylwinko radę?
Dam dla Ciebie, zrobię, co mogę.
Była zmęczona, była czerwona, zapocona. Stała obok, śpiewała, tańczyła. Wiedziałam, że dla mnie. 
Cały czas była obok, przed w trakcie i po koncercie. Patrzyłam na nią, duma, wdzięczność, wielka miłość mnie przepełniały.
Zespół grał, ja czułam magię, szczęście w najczystszej postaci. Spoglądałam na nią co chwilę. Dziękowałam za nią, bo jest bezcenna, jedyna i niezastąpiona.

'Zapalicie światła?'
Zapaliło się setki światełek. Wykonywali: 'Handyman', utwór bardzo bliski memu sercu.
Obróciłam się w tył i prawie popłakałam przesiąknięta magią ich muzyki, otoczona setkami świateł. Czułam się jak w prawdziwej baśni przepełnionej miłością. Chwili tej nigdy nie zapomnę. Poczucia, jakie wtedy miałam, nie da się opisać słowami. Ona była jednak moją największą radością.



Nagle Aaron rozdaje róże. Ech... nie dostałam. Nie ważne, jestem tam i tylko to się liczy. Kończy się koncert, krzyczymy: 'BIS'. Oczywiście, że się odbył bis. Ostatni utwór, słynne: 'Sail'. Aaron znika na chwilę. Wraca z bukietem róż. Rzuca na prawo, na lewo, znów nic. Niech cieszą się inni, ja poprzednim razem zostałam pięknie obdarowana.
Czemu ja czuję, że ta ostatnia róża będzie dla mnie... to takie głupie, wręcz dziecinne. Trzyma ją w ustach, jestem pewna, że fanki oszaleją. Wyciąga, zakrywa oczy i wybiera osobę, która dostanie 'specjalną' różę. Spojrzał na mnie, mam zwidy, przeca tam setki ludzi i to byłoby zbyt piękne, to już sam szczyt szczęścia. Nie to niemożliwe. Róża znalazła się naprzeciwko mnie, tylko ja ją sięgnę. Stoję jak słup, no bo przecież to zbyt piękne, by było dla mnie. (szczere myśli tamtych chwil).
Lud przeciska się, wchodzi mi na głowę. Nagle jakby jakiś dobry duszek zapukał do mej główki i powiedział: Zastanów się! Dlaczego on im tej róży tak długo nie przybliża, a tylko ty możesz ją pochwycić...
Wyciągnęłam dłoń i pochwyciłam. Ja nie wiem, co się ze mną działo tej nocy, tego dnia.
Spojrzałam na różę, poczułam już tak ogromne szczęście, że...BAM...
Dostałam w głowę, róża rozerwana, ludzie zwariowali. Sylwia ich nie dopuszcza, prosi Biankę, by mi podała leżące poza barierkami kwiecie. Stoję z samym badylem, spoglądam w górę, a tam Aaron patrzy z total zniesmaczeniem na tych, co im nieco odwaliło. Wszyscy fani tego zespołu wiedzą, że celem jest, byśmy się szanowali i tworzyli taką rodzinę AwolNATION. Na ich koncertach taka atmosfera panuje, ale tym razem było nieco inaczej, co i mnie zaskoczyło.

Trzymam różę już w dwóch kawałkach, trochę zawiedziona.
Jednak chwila... przecież nadal ją trzymam.

Podchodzi pianista, podaje spis piosenek. Sylwia ją przechwyca. Lud się na nią rzuca, a ona... gniecie kartkę w dłoni na totalną miazgę, coś w tym rodzaju:



Pianista miał minę, w takim stylu: 😲
Póki Sylwia nie schowała kartki, stał i się nie ruszał, nadal wyglądając tak: 😲    
Szok miał wielki, on podaje spis piosenek, a tu ktoś ją miażdży na jego oczach. Śmieję się z tego do dziś. :D
Jeśli dotarliście do tego momentu, to już mi bardzo miło.

Dla kogoś to mogło być takie sobie fajne przeżycie. Ja jednak wróciłam do domu odmieniona. Sylwia po raz kolejny pokazała mi wielką miłość do mojej osoby. Dzięki niej mam spis piosenek, który zyskał na wartości. Ona go zdobyła dla mnie. To jest bezcenny skrawek papieru.

Róża stała się moją siłą. Patrzę na nią i dziękuję. Może mam więcej szczęścia niż myślę, może warto spróbować tego czy tamtego. Może to, co wydaje mi się 'zbyt piękne' jest mi pisane. Przecież Aga, ty już nasz to, co najpiękniejsze, zdrowie, bliscy, przecież to oni są największym darem.

To nie byle jaka róża, to róża bezcenna, od osoby, której muzyka była, jest i będzie moją siłą w różnych etapach życia. Mam więcej odwagi, więcej świadomości i poczucia, że nawet te najskrytsze marzenia mogą się spełnić. Wiedziałam to, teraz rozumiem. 
Nie stawiam wielkich kroków, ale coraz odważniejsze.

Nie potrzeba wielkiej wygranej na loterii, wystarczy róża w dwóch kawałkach, by życie nabrało barw i rozjaśniło blaskiem całą Ciebie.

Dziękuję za przeczytanie tego ważnego dla mnie tekstu. DZIĘKUJĘ.




niedziela, 20 maja 2018

Wspólne chwile- bezcenne chwile. ♡



Dryń dryń... 
Pracownik hostelu: Hostel 'KiwiCoSięZdziwi', w czym mogę pomóc?
Ja: Dzień dobry. Chciałam się dowiedzieć, czy są może wolne dwa łóżka w pokoju cztero, bądź ośmioosobowym w dniach...
P. hostelu: Yyy... niestety. Wszystko zajęte, ale mogę zaoferować apartament dwuosobowy za jedyne 120 złotych za noc.
Ja: Chyba se pan żartujesz... Serio... nie ma wolnych łóżek w cztero lub ośmioosobowym pokoju???
P. hostelu: Aaa... to Pani chce w takim pokoju.
Ja: No przecież mówiłam.
P. hostelu: Nie, no takie to są wolne, prawie cały hostel jest wolny.
Ja: Fajnie, czyli co... są dwa wolne łóżka na ten termin?
P. hostelu: Są, są... czyli rezerwuje Pani jedno łóżko w pokoju czteroosobowym.
Ja: Nie jedno, a dwa. Panie, dwa łóżka...
P. hostelu: Boziu... niech Pani wybaczy. Dopiero zacząłem tu pracę, no i też dopiero co wstałem.

Mniej więcej taką odbyłam rozmowę z panem nieco ospałym, który na końcu z pięć razy powtarzał mi dla pewności, czy dobrze wszystko zapisał. W duchu się modliłam, by po przyjeździe te dwa łóżka były dla nas zarezerwowane. Rozmowę wspominam bardzo fajnie. Facet był mega śmieszny, a też kto w nowej pracy od razu na medal się spisuje, także git.

Po tym jakże przydługim wstępie zapraszam Was do Warszawy.
⚞☀⚟


Jestem uradowana, pisząc ten post. Wycieczka trwała trzy dni i też tyle będzie z niej fotorelacji. Każdy dzień był inny, każdy ważny, ale to już w następnym poście dowiecie się, po cóż jechałam do stolicy. Mam nadzieję, że Warszawskie posty dodadzą Wam odrobinę radochy.



Czekałam na ten wyjazd, bardzo czekałam. Na zacne trzy dni spakowałam zacne trzy torby. buahahaha 
No, ale jedna torba to ta z aparatem. 
Sylwia za to miała jeden plecak, tyle że o pojemności 45 litrów.
My to potrafimy się pakować. 😆



Jak to często bywa, tych co to nie lubią upałów, wita upał. Zgroza, cóż tak ciepło w tej Warszawie, zaraz zostaną z nas 'wodne wspomnienia'.
No, ale mimo że upałów nie znosimy, obiecałyśmy sobie, że wykorzystamy na maksa te trzy dni.



Moi drodzy, jako że my z małej miejscowości, a do tego mało nowoczesne z nas kobiety, to już na wstępie pojawiło się tak ważne pytanie: ' Jak kupić bilety autobusowe z tego zacnego automatu?'. :D 
Dzięki Bogu ludzie byli przemili i zawsze pomagali, bo też czasami nie miałyśmy pewności, gdzie iść. Byłam w Warszawie około 3 lata temu, ale sporo pozapominałam.



Pierwszego dnia pojechałyśmy zwiedzić Pałac w Wilanowie.
Siedzimy tyłem do jego bramy, może dwie minuty drogi nas do niego dzieliły. Pałac na widoku, jednak Aga i Sylwia usilnie na Google Maps szukały tego przybytku. No gdzież to jest, zaraz szału dostaniemy. 



Raz Sylwii wyszło, że 20 minut, a raz, że 40 minut drogi. Mnie się jednak wydawało, że to jest tuż tuż, no i było. Człeki zmęczone podróżą, to też nie myślały poprawnie.









Pałac śliczny. Czas na zdjęcia musiał być, no ale Sylwia wie, jak kocham cykać fotki, to też nigdy mnie nie popędza. Mam przyjaciółkę od serca, o której więcej napiszę następnym razem. 





Bardzo lubię pałace, zamki, także czułam się tam dobrze. Jest też ogród, rzeczka, park, gdzie sobie posiedziałyśmy. Było tak spokojnie, nic specjalnego się nie działo. Cały dzień był specjalny. Byłyśmy razem, w miejscach bardzo pięknych, to wystarczyło.













Tego dnia też poszłyśmy do Łazienek Królewskich. Nieco się tam zagubiłyśmy, weszłyśmy od wcześniej nieznanej nam strony.
Kocham takie miejsca, jest natura- moja przyjaciółka, są piękne budowle, rzeźby, ozdoby.









Wiem, że wiele osób tam było, wiele osób podziwiało piękno pawich piór i nic nowego tu nie pokazuję, ale może komuś podaruję iskierkę szczęścia.



Czyż każda taka iskierka nie jest na wagę złota, a może ktoś sobie teraz powie: ' Olać tych, co we mnie nie wierzą, zamieszkam w Warszawie, dostanę się na te studia, zrobię to i już'. Może tylko dzięki zdjęciu, może dzięki słowom, ktoś postanowi zawalczyć o siebie. Warto.




Niby zwykły dzień, ale dla nas wyjątkowy. Przyjaciółki od serca wspólnie podróżują, rozmawiają w otoczeniu kwiatów, zachodzącego słońca i śpiewu ptaków. Nawet udało się pokonać lęk i zrobić relację na żywo dla instagramowych przyjaciół, po angielsku. Było bardzo zabawnie.
O tak, nasze twarze nabrały rumieńców. Ta wycieczka powodowała, że czułyśmy się jak te dwudziestoparoletnie dziołszki, żyjące na całego, te za czasów Krakowa. Młode, pełne życia, wiedzące, jak brać z niego garściami. Może kiedyś opiszę nasze niesamowite krakowskie przygody, może... teraz jednak rozpływam się nad wspomnieniami tych trzech dni spędzonych w Warszawie. 



Następny post będę pisać z jeszcze większą przyjemnością.
Wiem... rozpisałam się strasznie. hihihi
Już kończę, niech to zdjęcie będzie na zakończenie.



Może nie tak ciężko złapać światło.
Może jest tuż przy Tobie.
Może tylko trzeba je zauważyć i pochwycić.
Może trzeba tylko szerzej otworzyć nie tylko oczy, ale i serce...
Może warto SPRÓBOWAĆ...


AK