czwartek, 7 grudnia 2017

💁 Walka z lękami rozpoczęta.



Witajcie kochani. Dziękuję całym sercem za ogromne wsparcie. To naprawdę wiele znaczy. Post ten przygotowałam jeszcze, kiedy Dinko był z nami. Może nie na czasie, ale mam nadzieję, że wszystkie te barwy, jak i treść dodadzą Wam radości, jak i mi dodają.  Zapraszam. 



Ostatnio znów byłam w Ogrodach Kapias. Tym razem zabrałam tam Sylwinkę. Chciałam, by na własne oczy zobaczyła to piękno. Chciałam, by spędziła czas nieco inaczej, by zobaczyła więcej, niż to, co widzi na co dzień. Chciałam, by jej stopy odkryły nowy grunt, serce poczuło atmosferę spokoju, oczy nacieszyły się barwami, a duch podziękował jej samej za to, że mógł nacieszyć się czymś nowym. ' Duch' wie, że właśnie na tym polega życie, na odkrywaniu.



Zastanawiałam się, o czym napisać, o Ogrodach Kapias już pisałam. Postanowiłam tak nagle, że usiądę na swoim puchowym dywanie i zacznę pisać. Po prostu zacznę pisać.



Byłam tam drugi raz. Nowe ozdoby, nowe kolory, kwiaty już nieco przekwitnięte i te, które kochają jesień. Współpracują z nią, pokazują piękno tej pory roku. Liście postanowiły, że już pora upaść, oddać miejsce nowym. Umierają pięknie. Teraz mogą zdobić ziemię. Tworzą dla nas dywany kolorowe. Możemy, jeśli zechcemy, pobawić się tymi kolorami. Jesień pokazuje nam ciepłe barwy czy słońce, czy deszcz. Barwy jesienne pozostają te same. Właśnie tak je widzę.









Zwróciłam uwagę, że jestem bardzo radosna. Nadal potrafię skakać jak dziecko z zachwytu. Przecież widzę latarenki. Coś mnie do nich przyciąga. Samo słowo 'latarenka' mnie czaruje. 




Spoglądam na detale, na te małe drobiazgi, dodające charakteru całemu miejscu.








Postanowiłam, że ja również będę zbierać 'piękne detale' w swoim życiu. Stworzę z nich coś nietuzinkowego. Nie tylko dla siebie, ale też dla innych.






Postanowiłam, że pójdę tam, gdzie Bóg mnie wyśle. Czasami jest mi bardzo ciężko. Trzęsę się, strach stara się mnie pokonać, pot mnie zalewa, chce mi się płakać. Jednak idę, idę tam, gdzie czuję, że iść powinnam. Idę z całym tym lękiem. Walczę z nim. Staram się uśmiechać, staram się pokazać, że jestem silniejsza niż mój strach. Popełniam błędy, czasami przegrywam, ale potem wybieram się na kolejną bitwę i nie pozwalam, by strach, obawy zaprzepaściły mi szansę. Nie chcę się obwiniać, nie chcę żałować. Wolę spróbować i się pomylić. Nie chcę już nigdy powiedzieć: '...a jednak mogłam...'.
Za często już wypowiadałam to zdanie.



Ostatnio w moim życiu wiele się dzieje. Jestem wystawiana na coraz cięższe próby. Życie mnie zaskakuje, myśli zalewają. Staram się je nieco uspokoić, nie jest łatwo. Dzieje się tak dużo, trzeba zwalczyć tyle lęków i to na raz. Nie mogę się ociągać, nie mogę czegoś przesunąć na później, bo stracę.


Jeśli pragnę zmian, jeśli nie chcę stracić, to muszę z całych sił walczyć ze swoją słabszą stroną. Robię to, z całym tym lękiem, z zapoconymi dłońmi, z trzęsącymi się nogami, z drżącym głosem. Wszyscy razem idziemy na stresujące spotkanie, wszyscy razem postanowiliśmy dać sobie szansę na szczęście.
Współpracujemy, bo nam zależy.



Widzę rezultaty, widzę w sobie zmiany, czuje je również moja słabsza strona. W końcu musiała się do tego przyznać.
Zaczynam żyć 'pełniej'. 




Nie idę już tylko tam, gdzie jest ładna, prosta droga. Wchodzę w zakręty. Za zaciemnionym z pozoru, ledwie co oświetlonym zakrętem, może się kryć, coś niesamowitego. To właśnie pokazuje mi moje życie.





Tak, jak kwiaty pokazują całe swoje piękno, bez zażenowania, tak ja chcę robić to samo. Jest tylu wspaniałych ludzi, zupełnie niemających o tym pojęcia.
Mówię na głos komuś, że jest piękny, że jest utalentowany, uroczy, zabawny, intrygujący, ciekawy, unikalny. Mówię to. Mówię szczerze i może ktoś zauważy to, czego wcześniej w sobie nie widział.



No i znów to samo. Zdjęcia ogrodu, tekst o wszystkim, ale ważne, że szczery. Myślę o zdjęciach, które tu widzicie i właśnie takie myśli mnie naszły. Właśnie  tym chcę się z Wami podzielić. Czuję się tu dobrze dzięki Wam i pewnie dlatego już się nie boję po prostu napisać to, co powiedziałabym mojej Sylwince  właśnie teraz.



Myślę o niej. Chciała, bym napisała nieco dłuższy post, dodała więcej zdjęć. Tak zrobiłam.




Obyś taki miała. <3

Pragnę uszczęśliwiać, pragnę uczyć, pragnę być pomocną. Chcę pokazywać piękno poprzez zdjęcia, własne teksty. Chcę ukazać życie takim, jakim jest, nie tylko jego barwne strony. Chcę wspólnie walczyć o szczęście, nie ważne, jak jest komuś teraz ciężko. Mam w sobie tyle wiary. 
Wierzę, że za ciemnym zaułkiem znajduje się światło. Trzeba tylko iść z tym potem spływającym z czoła, z szybko bijącym sercem.
Tak właśnie robię i widzę, że warto.


Idę tam, gdzie mój strach by nie poszedł.



Na końcu zostawiam Wam parę zdjęć, nie wiedziałam, gdzie je upchnąć. Mam nadzieję, że dadzą Wam, choć odrobinę radości.
Do następnego kochani.💛💜










poniedziałek, 20 listopada 2017

Pożegnanie - Powitanie. 💕




Mając czternaście lat, nie spodziewałam się, że spotkam na swojej drodze życia CIEBIE. Pojawiłeś się i z marszu zacząłeś działać, odmieniając nas wszystkich. Nauczyłeś tak dużo, pokazałeś co, to znaczy cieszyć się każdym dniem, nawet w ciężkich chwilach. Pamiętam Twoją radość, kiedy tylko widziałeś smycz. Idziemy na dwór, a raczej biegniemy. Gdybyś startował w wyścigach, wygrałbyś je kochany. Ciągałeś się jak nikt inny. Ileż w Tobie było energii, zawsze...nawet w chorobie. 





Pamiętam, jak kuzyn Paweł zabrał Cię na spacer. Nie minęło pięć sekund, ty wystartowałeś, a on leżał na ziemi.



Nauczyłeś mnie cieszyć się przyrodą. Wszystko Cię cieszyło. Pamiętam Twoją radość, kiedy byłeś ze mną i Sylwią na spacerku. Za blokiem była przepiękna łąka, pełna mleczy, tak wysokich, jak nigdy. Skakałeś jak jelonek, z  uśmiechem na pyszczku najpiękniejszym.




Pamiętam wycieczki górskie. Byłeś szybszy i zwinniejszy niż my. Cieszyłeś się jak małe dziecko. Oczka Ci błyszczały, nigdy nie zapomnę Twej radości. Zawsze cieszyłeś się, kiedy byliśmy wszyscy razem. Cała rodzina w komplecie.




Pamiętam, kiedy braliśmy Cię ze schroniska, pragnąłeś do kogoś należeć. Z początku uciekałeś, nie od nas, a po to, by zaznać przygody. Jeśli już wiałeś, to tylko z obrożą. W życiu nie widziałam tak energicznego psiaka. Przez siedemnaście lat obserwowałam, jak Twoja miłość pomagała memu bratu pokonywać lęki związane z fobią społeczną. To dzięki Tobie Dinko, właśnie dzięki Tobie, mój kochany brat jest ze mną. Dzięki Tobie pokonał nie jeden strach, dzięki Tobie jest teraz tak silny. Wasza przyjaźń zawsze mnie fascynowała. Miłość między Wami to czyste piękno. Zresztą między nami również kochany.




Tęsknię Dino, tęsknię z każdym dniem coraz bardziej. Tak bardzo pragnę Cię przytulić. Ostatnio wzięłam Twój kłaczek z dywanu, przyłożyłam do policzka, mogłam poczuć Twoją główkę, Twoją miłość do mnie. Kocham Cię coraz mocniej. Byłeś i jesteś darem niebios.




Kochany, byłeś najsilniejszym psem świata, nie poddawałeś się, nie raz zaskakiwałeś swoją siłą. Nauczyłeś nas co, to słowo znaczy. Nauczyłeś nas co, to znaczy CHĘĆ ŻYCIA i ile można znieść dla bliskich. W bólu potrafiłeś się do nas uśmiechać.


Nie byłeś idealny, dlatego właśnie dla nas byłeś doskonały. Mały szaleniec, idealnie do nas pasowałeś. Powtórzę się, byłeś i jesteś cudem. To zaszczyt, że mogłam tyle lat spędzić z takim szaleńcem. Jesteś dla mnie najpiękniejszym stworzeniem świata. Patrzę na Twoje/Nasze zdjęcia  i widzę czystą, prawdziwie czystą MIŁOŚĆ.




Pamiętam Twoją wiarę, zawsze wierzyłeś, że dostaniesz to, czego chcesz. hehe Byłeś manipulatorem. Ty mały oszuście. Udawałeś, że  coś Cię boli, byle dostać co dobrego. Ależ Cię kocham. Nic bym w Tobie nie zmieniła. Pamiętam operacje, które dzielnie znosiłeś. Zawsze byliśmy z Tobą, oczekiwaliśmy z przerażeniem, choć Marcin zawsze wiedział, że dasz radę. Siły nikt Ci nie odmówi. Mając 18 lat, raka pokonałeś. Tak cieszyły nas Twoje odrastające włosy. 


Gdyby tylko nerki były zdrowe... Ostatniego dnia widziałam najpiękniejszą miłość świata. Leżałeś słaby, tylko dla nas podnosiłeś główkę, patrzyłeś prosto w oczy, nie chciałeś spać, nie chciałeś ominąć nawet sekundy. Twoje oczy były pełne smutku, ale miłość wylewała się z nich najpiękniej. Poczuliśmy ją. To, co widzieliśmy, nie da się opisać. Cierpienie straszne, a w tym wszystkim walka, by pokazać nam, jak bardzo nas kochasz. Uśpiliśmy naszego brata. Nie chcieliśmy się z nim żegnać ani on z nami. Nie było jednak szans, wybraliśmy jego dobro. Mój ostatni obrazek Dinusia jest przepiękny. Patrzył na mnie z ogromną miłością i zrozumieniem. Czułam w sercu, jak bardzo mnie kocha, oczy mi wszystko pokazały. Pocałowałam go, podziękowałam za to, że był ze mną, za to, ile mi podarował.


Jego serduszko nie chciało przestać bić. Kiedy odszedł, automatycznie poczuliśmy go przy sobie. Miasto zawsze tak ponure wieczorem stało się istną radością. Wszędzie uradowani ludzie, uśmiechy, miłe spojrzenia. Usiadłam z bratem na ławce w parku. Poczuliśmy go. Biegał tam po trawie, biegał rozradowany i wolny od choroby. Znów mógł biegać i cieszyć się w pełni życiem. Był tam z nami, ze swoją rodziną.


Dino to, nie był tylko nasz pies, o nie!

To rodzina, to brat i najlepszy przyjaciel. Był tak samo ważny, jak my. Dzięki Niemu mój brat jest silniejszy i nadal walczy z fobią...dla nas i dla Dinka, najlepszego przyjaciela. Chcę i napiszę tu historię ich wspaniałej przyjaźni, bo to, co było między nimi, nie zdarza się często. 
Chcę napisać, że Marcin to najwspanialszy przyjaciel świata, zrobił wszystko dla swojego przyjaciela, przedłużył mu życie, był stanowczy, działał od razu, a miłość między nimi leczyła ich oboje.



Jest nam bardzo ciężko, straciliśmy członka rodziny. Czuję, że zabrano mi cząstkę mnie. Dzięki Bogu mamy wspaniałe wsparcie. Jak zawsze Sylwia była i nadal jest obok, wspierając calutkim sercem. Ogrom wsparcia dostaję od ludzi mi tak bliskich. Dziękuję Wam.






Pożegnaliśmy go, ale jednocześnie przywitaliśmy w naszych sercach.


 


Dino to mój brat, tak piesek może stać się bratem. Obiecałam mu, że dla Niego będę żyła pełniej, dla Niego będę pokonywała lęki, obawy. Dla Niego będę walczyć o siebie i bliskich jeszcze mocniej. Dino, nauczył nas, jak cieszyć się życiem, pokazał, co w życiu jest najważniejsze. To właśnie on w dużej mierze mnie tego nauczył, to on pokazał mi piękno małych rzeczy i zbliżył mnie do natury. Był wyjątkowy, nadal jest.



Nie jest mi łatwo, tęsknię strasznie. Idę do przodu z Nim w sercu i wiem, że jest ze mną i zawsze będzie. Teraz chodzę z Aniołkiem, nie chodzę już sama. Najpiękniejsze jest to, że ja tego mojego Aniołka czuję całą sobą.




Dino, lat 18. Z nami 17 wspaniałych lat. Najodważniejszy, najpiękniejszy, najsilniejszy, mega szalony, nieziemsko uroczy, nietypowy, nauczyciel życia, kochający bezwarunkowo i tak też kochany.




💕Na zawsze z nami.💕