niedziela, 5 kwietnia 2026

Dwie szalone babki. ;)



Ależ oczywiście, że mamy stać na tym peronie, przecież sprawdziłam.

Dziesięć minut później.

Padre, co tak wolno. Szybko, szybko, bo nam pociąg ucieknie.

A kto kazał nam stać na złym peronie- pyta Madre.

No... ja. ;D


Zapraszamy na górską wyprawę, w roli głównej Aga, Madre i ich głupotki. :)

Mnie troszkę przeraża jazda pociągiem, choć lubię.

Czy wlazłam kiedyś do złego? No i to nie raz. Jednak moje lęki to nic w porównaniu z Madre. Dojechałyśmy do Chabówki, gdzie miałyśmy przesiadkę po godzinie. Latała z PKP na przystanek autobusowy, tam i z powrotem kilka razy.

Czekamy na pociąg.

Nie! Jedziemy busem.

Dobra, czekamy.

Nie... co jak pociąg nie przyjedzie. Utkniemy tutaj.

Chodź na przystanek.

Chodź na peron.

Przyjechał pociąg, jak byk pisze: DO RABKI...

Aga, to na pewno ten?

Tak.

Na pewnooo? Nie wiem, czy wsiadać...

To ten, przecież pisze!

Ale, ja nie wiem.

No to, jako przykładna córka, postanowiłam, przyuważając panią konduktor, stojącą na tyle pociągu, kiedy my stałyśmy na samym przodzie, zawołać na całe gardło:

PRZEPRASZAM, CZY TO POCIĄG DO RABKI?

Pani konduktor, zdziwiona odpowiedziała, że tak.

Wtedy Madre weszła. :D

No, a teraz pokój. Jeszcze takimi ścieżkami do pokoju nie szłam. Pod górę, że hej. Doszłyśmy do kościoła, z prawej wąska na jedną osobę dróżka i to stroma, wśród krzewów. No to idziemy, coraz wyżej i wyżej. Między płotkami, między ogródkami.

Mamuś do mnie z wyrazem, oczywiście wielkiej miłości:

Coś Ty za pensjonat wybrała...

No, z fajnymi widokami. Sami zobaczcie, przecież ładnie. 

Zrobiłam mało zdjęć samej Rabki, nie wiem dlaczego, bo podobało się nam i co najważniejsze, było tam tak spokojnie w tamtym czasie.

Stop!



Zapomniałam wspomnieć, ileż ja jelonków widziałam po drodze do Rabki, normalnie rekordową ilość. Muszę o tym wspomnieć, również dla siebie. Fani Harry'ego Pottera, pamiętacie scenę, kiedy Snape wysyła w lesie swego patronusa do Harry'ego? Czułam się, jakbym widziała tę scenę na żywo. Białe drzewa, zamarznięte jeziorko, a nad nim pochyla się łania, obok siedzi druga. To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałam.



Wracamy.

Jak już wspomniałam, Rabka w tamtym czasie była bardzo spokojna, czego mi w podróżach niebywale potrzeba. Idąc na punkt widokowy, a dokładnie na wieżę Polczakówka, szłyśmy wręcz same.

Choć wujek Google nas prowadził, to dwa razy zbłądziłyśmy, dość lekko, także jak dla nas to sukces. :D

Byłam taka dumna, że Mamuś wlazła na wieżę, że stałyśmy tam razem, duma mnie rozpierała na całego.

Bardzo fajna trasa, śliczne widoki, my dwie i tyle wystarczyło.





Odwiedziłyśmy również Zakopane. Tu już ludzi ogrom. No będę szczerą, ja szybko tracę cierpliwość, kiedy otacza mnie tłum, nie trawię, kiedy jest za dużo ludzi wkoło. Toteż Krupówki były dla mnie męką. Pocieszały mnie ozdoby świąteczne, skupiałam się na nich, Madre i górach.






Na Gubałówce już tylko byłyśmy we dwie i góry... tam czułam się dobrze i wymazałam tłumy z łatwością.






Góry mnie uspokajają, są niesamowicie tajemnicze, emanują siłą, pięknem. Lubię się im przyglądać. Zastanawiam się, ile przed nami ukrywają i życzę im, by ich tajemnice nie były odkryte przez człowieka, by były wolne.

Moim ulubionym miejscem w Rabce było to poniżej.



 

Szłyśmy na punkt widokowy miasta. Droga śliska na maksa, ale dałyśmy radę. Widoki były jakby zaczarowane przez Księżną Zimy. Czułam się tam niebywale szczęśliwa, taka wolna, kochana. Czułam nadzieję, czułam, jakby góry wtulały się we mnie i mą ukochaną Madre.




Kolejnego dnia zwiedziłyśmy samo miasto. Wszędzie, gdzie polazłyśmy, było zamknięte. :D

By dojść do naszego pensjonatu, jak już wiecie, trzeba było iść ostro w górę. No to Mamuś zapytała, czy nie poszłybyśmy tam w prawo, powinno być krócej.

No i w ten sposób, moi drodzy, te dwie istoty się zgubiły.

Najpierw było tak:

Ach, jaka piękna droga. Las, obok rzeka, kaczki. Ślicznie.

Robiło się coraz ciemniej.

Zapaliły się latarnie, jeszcze z ozdobami świątecznymi. Było baśniowo, co powodowało, że chciało się iść dalej i dalej.

'Aga, przecież to widać, że idziemy dobrze.'

Ok.

Ciemność nastała, kiedy doszłyśmy do końca drogi, która według Mamy miała być naszą w stu procentach oczywiście.

Yyy... co to za miejsce...

Patrzę w lewo.

Boziu, my daleko za nie tylko naszym pensjonatem, daleko od wszystkiego, co znamy.

No to zwrot.

Ależ, po co iść tyle, można sobie skrócić.

'Aga, chodź tędy.'

Spojrzałam. Wzniesienie niemal pionowe. Klif jakiś, czy co...

Las, ciemno, jedyna podpora metalowa poręcz, składająca się z jednej, śliskiej, zimnej... rury.

'No, raczej nie, to niebezpieczne. Zaraz jest normalna droga, bezpieczna, nawet ją widać, o tam!'- wskazała, przerażona, uporem swej Madre Agnieszka.

'Chodź tędy'- uparta Madre przemówiła. :D

No dobra.

Dwie kobiety i to szurnięte najwyraźniej, po nocy wspinały się, niemal w pionie na wielkie wzniesienie. Czasem konary drzew pomagały, o rurę łapki i wciąganko.

Serce prawie mi wyskoczyło.

Czy wspomniałam, że to zima była i lód... Utknęłam.

Trza było mnie wypchać na samą górę. Potem Madre się wtoczyła.

Mówię:

'Boże, jakie to było niedojrzałe, jakie niebezpieczne. Naraziłaś mnie...'

A potem wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem i tak szczęśliwie, naśmiewając się z naszej głupoty, szłyśmy do pokoju.

Proszę się na nas nie wzorować. :D

To była podróż absolutnie wspaniała. Te dwie kobiety spędziły czas razem, tak po swojemu, zbudowały super wspomnienia, RAZEM.

Dla mnie to najcenniejsze. Dla jednych kasa, dla drugich wygląd, dla trzecich czas z bliskimi, dla czwartych wszystko, bądź nic.

Każdy ma swoją drogę życiową i będę to powtarzać do znudzenia. ;D

Dziękuję codziennie za moją rodzinę, moje pasje, za odwagę życia po swojemu, za Was i tak dalej i tak dalej.

Ten, kto dziękować nie potrafi za to, co już posiada, raczej szczęścia nie znajdzie nigdy.

Nie chcę być tym człowiekiem, który wiecznie szuka szczęścia, a tym, kto ceni, bo tak naprawdę ma za co dziękować.

Każdemu z Was życzę dużo dobra.

 Dziękuję, że czytacie, a to długi post. Miło mi, że przeżywacie z nami radości i smutki, głupotki również. 

Za co jesteście dziś wdzięczni?

Kocham Cię blogowa rodzino.

Jotko, dziękuję za tą śliczną kartkę, uśmiecham się do Ciebie codziennie.

Ps. Tak, wiem, u mnie jeszcze totalnie zimowo, ale no wiecie, przeca nie mogę kłócić się z sercem. Tulu dla Was.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz