niedziela, 26 maja 2019

Mój skarb.


Nie każdy może doświadczyć takiego piękna, nie każdy potrafi je docenić.
Wielu pragnie, wielu się zawodzi.
Czasami ci, co pragną, mając niewiele, doceniają najdelikatniejszy gest mówiący: LICZYSZ SIĘ DLA MNIE.
Czasami ci posiadający nie dostrzegają daru.
Dzięki Bogu są też ci, co ten dar doceniają i pielęgnują każdego dnia. 





Spoglądam na Nią, jest piękna, dla mnie jest idealna. Lubi mi dokuczać, nazywa mnie czasami 'pasztetową'.
Nie obawiajcie się, ja się potrafię odwdzięczyć.
Madre: To, o której idziemy na targ Pasztetowa?
Córka: Tylko odpiszę i idziemy... Paprykarzowa.



Spojrzy na mnie tak, że aż boję się odezwać. Zaraz jednak ukarze najpiękniejszy uśmiech świata. Lubimy sobie dokuczać. Dziwnie okazujemy sobie miłość. Mina dla wielu mówiąca: spadaj ćwoku, dla mnie oznacza: kocham cię. My na spacerze nie idziemy normalnie, musimy się poszturchać, klepnąć w basik, czy szantażować. Dziwna ta nasza miłość, dziwnie okazywana, ale jednak okazywana.



Zawsze jest ze mną. Wierzy we mnie, wierzy w moje marzenia. Wierzy, że podniosę się z każdego upadku i pokonam najcięższą z prób. Stara się, bym dostrzegła swój potencjał, stara się, bym zobaczyła to, co ona widzi we mnie. Robię to samo.
Pamiętam jej łzy, brak wiary. Chciano ją awansować. Zupełnie nie wierzyła w siebie. Razem z bratem siedzieliśmy z Nią dniami i uświadamialiśmy, że da sobie radę. Ukazywaliśmy jej to, co było dla niej niewidoczne. Czy dała radę? No oczywiście. Budzi mój podziw coraz bardziej.

Pokłócić też się potrafimy. Łatwo się godzimy, zazwyczaj obie w szloch i po sprawie. Ileż błędów obie popełniłyśmy, ileż jeszcze ich pewnie popełnimy. Jednak ani jedna, ani druga nie zapomina, co oznaczają słowa MATKA- CÓRKA.




Pamiętam nasze pierwsze wakacje w Łebie, wiele lat temu. Wycieczka ta była dla mnie wielkim przebudzeniem.
Kiedy tylko mamy okazję, to wspólnie jedziemy do tego urokliwego miejsca. Nazywam Łebę- naszym miastem.
Obie byśmy najchętniej nad morzem zamieszkały. Lubimy chadzać po nadmorskich uliczkach i wyobrażać sobie, że mieszkamy w jednym z domów z ogrodem, ma się rozumieć. hihi
Mamy swój mały na balkonie i też bardzo cieszy. Właśnie na nim siedzę. Spoglądam na niebo pełne szarych chmur. Jest jedno miejsce, prześwitują z niego promienie słońca. Jednocześnie delikatny deszcz opada na ziemię jakby w zwolnionym tempie.
Wiem, odbiegam od tematu, ale nie ma przyjemniejszego pisania niż to płynące naturalnym torem.
Wracam wspomnieniami do nadmorskich klimatów. Nawet nie wiecie, jaką tam burzę przeżyłyśmy. Ba... nawet rekiny widziałyśmy!



Wyobraźcie sobie, wracamy lasem. Nagle postanawiamy skręcić w stronę plaży. Klepiemy sobie o... jakbym ja to pamiętała, powiedzmy, że o jedzeniu, bo lubimy jeść. haha  Nagle patrzę w prawo, a tam golasek. Patrzę w tył, a tam cała grupa golasów.
Mówię do mamy:
' A ty wiesz, że idziemy plażą dla naturystów?'
'Żartujesz!'
Rozgląda się, jej twarz blednie, widzę przerażenie.
'Chodź, idziemy. Szybko!!!!'
Coś ją onieśmielało, ja znów szłam i śmiałam się z niej praktycznie do łez.



No, a teraz REKINY NAD POLSKIM MORZEM.

Ktoś się wydziera za nami, cóż się tam dzieje...
Sekundę po widzimy małego, puszystego pana wskakującego w morze.
' Tomek.... Tomek, ratunkuuuuuuu. Rekin mnie atakuje... aaaaa.'
Leci Tomek.
'Paweł, Paweeeeeł! Już lecę! Uratuję cię!'

Biegali wkoło, lat około pięćdziesięciu. Wskakiwali nawet do małych kałuży. Darli się, nakładali klapki na dłonie, nosili siebie, swoje kobiety. Byli prawdziwą radością, ludźmi cieszącymi się chwilą. Rozdawali dobrą energię na wszystkie strony świata. Szłyśmy koło nich całą drogę z wydm, które ubóstwiam.

Zapamiętam te dwa rekiny. Jeden z nich chciał mnie wciepać do morza, ale przyuważył aparat... uff. :D
Śmiałyśmy się na całego, oni naprawdę powodowali, że świat stał się na chwilę jedną wielką zabawą, taką, jaką doświadcza dziecko.
Obie lubimy taki typ ludzi.



Tak sobie myślę, ile chwil wspólnie z mamą przeżyłyśmy. Były te pełne śmiechu i te pełne łez. Zachody słońca, ich barwy. Mama obserwowała mnie z aparatem, ja ją wpatrzoną w lampiony, wypuszczane przez ludzi. Każda chwila z Nią jest ważna. Nie każdy może napisać, że ma najwspanialszą mamę, ja mogę. Nie chwalę się, a cenię. Może ktoś z klapkami na oczach dostrzeże swój DAR.

Kubek herbaty podany, kiedy leżysz z gorączką.
Pyszny posiłek na pocieszenie po ciężkim dniu pracy.
Telefon z zapytaniem, co porabiasz.
Wsparcie, kiedy czekasz na wyniki.
Przytulenie bez okazji.
Wiara, pomimo że ty jej masz mało.
Wspólny spacer, zabranie okruszka z buzi.
Przykrycie kocem, kiedy marzniesz, śniąc o czymś.
Wspólne oglądanie gwiazd, czy nawet wspólny poślizg na trawie i to prosto na zadek.
BEZCENNE.

KOCHAM CIĘ MAMO.




Wszystkim życzę takiej mamy.
Wszystkim matkom rozumiejącym i tym szczerze starającym się zrozumieć słowo MATKA, biję BRAWO. Jesteście SKARBEM WIELKIM.

środa, 1 maja 2019

Poznaj mojego tatę.



Jako że nie wiem, jak zacząć tego posta, napiszę oświadczenie.
Także:

Ja, właścicielka tego bloga, nie mam pojęcia, co ja tu wypisuję.



                 Podpisane i lecimy dalej.

🏃
W dzisiejszym wpisie występują cztery niesamowite osobistości. Pozwólcie, że je przedstawię:
Po raz pierwszy zgodził się wystąpić w jednej z głównych ról, mój tata zwany padre (przezwisko SIWY).
Ta nieco starsza od tej młodszej kobieta jest już większości z Was znana. Piękna, zabawna i niesamowicie silna madre.
Niestety nie zgodziła się na przezwisko zaproponowane przez brata ' Celtycki Pasztet Miłości'.
Nie wiemy, co jej się w tym nie podoba. hahaha
Występuję też ja, a me domowe przezwisko to Zgredzik.
Ostatnia osobistość to matka natura współpracująca z dziełami ludzkich rąk. 

Na poniższym foto można zaobserwować jeszcze dokładniej głównych bohaterów tej blogowej opowiastki.



Kiedy już napatrzyliście się na nasze jakże urocze mordki, chcę Was ostrzec: My jesteśmy jacyś tacy, a wiecie co, sami oceńcie.



Widać, że zdjęcia zimą zalatują, no ale cóż, ja kocham zimę i tym zacnym wypadem się z Wami podzielić chciałam.







Urodzinki w styczniu były, a ja jedyne czego pragnę to spędzić ten dzień z moją familią. No i też wiem, że tego dnia zgodzą się pojechać nieco dalej. hihi
Naszym miejscem docelowym był Zamek Pieskowa Skała.



Zimnica straszna. Ja tam lubię zimno, chmury i takie tam. Mniejsza z tym. Tu trzeba wspomnieć o czymś naprawdę bezczelnym. Powiadam Wam, czysta BEZCZELNOŚĆ.
Ja tu kucam, wręcz klęczę w głębokiej zaspie śniegu i nagle słyszę głos padre:
'Co ona tam fotografuje?'
'Śnieg!'
'Śnieg??? To w naszym mieście śniegu nie ma... Ty fotografuj mury, zamek. Patrz na te mury, rób zdjęcia murów.'

No to zrobiłam.
Zdjęcie ukazuje idealne niemal zsynchronizowanie Siwego z zacnymi murami zamku owego.
Ps. Zdjęcie opublikowane za zgodą. haha


Zresztą, czego się czepiał mój drogi padre. Przeca zamek głównie fotografowałam.







 Żeby nie było:








Wy wiecie, że, co padre mówiłam, by ustawił się do zdjęcia, gadał: 
A na co ja ci tam na blogu potrzebny.'
Przecież ja wiem, że tylko tak gadał, bo co cykałam, to wielka radość mu się na twarzy pojawiała.

Zła ze mnie córka, robiłam coś bardzo nieuprzejmego.
Mówiłam: 'Hej, ustawcie się fajnie, to będzie zdjęcie na bloga'.
Zaczynałam ich tam ustawiać, udawałam, że zdjątka zrobione. Oni czuli się już swobodnie, a ja wtedy pstryk, pstryk, pstryk. 
Nie ma to jak natural fotografie.




Post może być za długi, skracam opowieść.


Nagle znaleźliśmy się w Ogrodzieńcu, taka mamy niespodzianka.
Cała nasza trójka zareagowała bardzo entuzjastycznie na widok ruin zamku. Tak jakbyśmy jednocześnie powiedzieli głośne WOOOW, była to doniosła chwila.
Lubię takie miejsca, pogoda mi odpowiadała, było klimatycznie.
BAM!
Aparat mi się zepsuł. Wcale nie było tak, że na drodze zaczęłam szału dostawać, nic a nic tak nie było.
Oczywiście nic się takiego nie stało, taki mały mój błąd.
Wchodziłam w wielkie zaspy śniegu ku mamy rozbawieniu. Śmiała się ze mnie... jak tak można. Bawiło ją, jak chodzę, pewnie jak wygłodniały pingwin.




Ruiny podobały się nam bardziej niż bardzo. Wejście do środka było zamknięte, ale obeszliśmy, ile się dało. Padre to odżył na całego, jego klimaty. Nawet zaczął mnie tam straszyć. Pokazał skałę, na której widać twarz bodajże władcy tego przybytku, dodajmy... przerażającego władcy.
Zobaczcie:


Panowała tam atmosfera nieco mroczna, bardzo tajemnicza, a tata robił wszystko, by poczuć klimat tego miejsca.


Zgubiłam wątek, jak ja to dziś piszę...
Najważniejsze, że było fajnie, że byliśmy razem. Ja i padre wlecieliśmy w śnieg po kolana. Wracaliśmy przy towarzystwie zachodu słońca. Były też niesamowite korki, ale po co się na nich skupiać.
Po powrocie czekała już na mnie Sylwia z Marcinem i Timmim. Miło było zobaczyć Sylwinkę w oknie zaraz po wyjściu z auta.

Tak spędzam urodzinki, łączę wszystko, co kocham.



Ja i moja ekipa dziękujemy za uwagę. Posyłamy również dla każdego po skrzyni tego, czego akurat potrzebujecie.

Do następnego. 😘






niedziela, 31 marca 2019

Makramowe szaleństwo.





Witam moi drodzy po nieco dłuższej przerwie. Bardzo się już za Wami stęskniłam. Zapalenie zatok się do mnie dobrało tak bezczelnie. Jeszcze mnie trzyma, ale jest dużo lepiej. Chcę z całego serca podziękować za tak dobre przyjęcie poprzedniego posta.
Jestem niesamowicie szczęśliwa, że niektórym z Was mogłam w choćby minimalny sposób pomóc. Wasze słowa są cenniejsze niż złoto. Dziękuję również za cierpliwość. 😘


🙞❂🙜

Dziś przychodzę do Was z kolejną dawką makram. Co jak co, ale makramy robię, choćbym czuła się jak na wymarciu (dzięki Bogu już tak się nie czuję). :D Tworzenie ich mnie uspokaja, a może nawet leczy.
Aktualnie pracuję nad makramą, która miała być cała biała, a stała się biało niebieska. U mnie tak jest, rysuję wzór, zaczynam wiązać sznurki na patyk i jakoś tak zamiast projektu tworzę coś zupełnie innego. ha ha
Na grecką makramę trzeba jeszcze poczekać. No, a jakim cudem kawałek Grecji mi powstaje, to ja już sama nie wiem. 😅

🙞❂🙜

Moi drodzy, moi mili przedstawiam 'A little garden', makramę nieco bardziej skomplikowaną, moją wielką radość.



Teraz czas na fioletową: 'Sekretny klucz'.
Tę zrobiłam bardzo szybko, bez wzoru, taka spontaniczna.




Kolejna jeszcze nienazwana (propozycje mile widziane) jest prosta do wykonania. Prosta, a siedziałam nad nią strasznie długo, może jednak nie taka prosta.


Ostatnia, jaką chcę dziś Wam zaprezentować, jest w momencie pisania tego tekstu niedokończona. Przycinam ją chyba już miesiąc albo i dłużej. hihi
Żeby się zmobilizować, postanowiłam o niej napisać. Teraz to już nie ma mowy, bym jej nie pokazała. Także jak ją widzicie, to ufff udało się wreszcie. 
Pierwszy taki projekt, świetna zabawa, za dużo pociętych sznurków, ale u mnie to norma.
Jak nic wpasowana w wiosnę.




Pewnie dla panów to nieco nudnawy post, wybaczta. ;D
Dziś krótko, zaraz zajrzę do Was z wielką radochą.
Chcę z góry uprzedzić, że kolejny post będzie mało wiosenny, może trochę Was postraszę, no zobaczymy. hihi hoho


Bardzo serdeczne uściski Wam posyłam, do następnego. 😘

niedziela, 17 lutego 2019

Mały/ wielki przekaz.




Uwielbiam takie chwile, siedzę, nic konkretnego nie robię, aż tu nagle zmienia się tak wiele.
Ciągle siedzę w tym samym wiklinowym fotelu, lecz czuję się inaczej. Nic takiego się nie stało.
Przeczytałam tytuł, włączyłam filmik na Youtube i zrozumiałam, ile dobra sama sobie daję. Wzruszyłam się, nie płakałam. Poczułam, że kolejne drzwi świadomości zostały otwarte.
Czym jest szczęście? Nie wiem, co odpowiesz. Znam swoją odpowiedź na to pytanie.


★☆★



'Nie posiadasz faceta, dzieci, pełnoetatowej pracy. Ciągle szlajasz się z tym twoim bratem. Weź, zrób coś ze sobą. Nie jesteś, nie masz prawa być szczęśliwą.' Słyszę czasami te zdania, nie są tylko wytworem wyobraźni.



Jednak cóż mogę powiedzieć, jestem szczęśliwa. Nie skupiam się na tym, czego nie mam, co wypada w moim wieku, co ogół myśli, jak powinno wyglądać życie. Budzę się i zasypiam z szumami w uszach. Budzę się szczęśliwa. Jeny, no szumi, nieco mniej, ale szumi. Już tu wchodzi moja radość, bo mniej to już niezłe szczęście. Wskakuje na mnie Timmi, jakiż on uśmiechnięty. Cieszy się, że mnie widzi, a ja cieszę się, że widzę go, że mogę utulić. Szumy jakoś tak schodzą na drugi plan. Wychodzę na spacer, bawię się z Timmim patykiem.





Jeśli stawy zabolą, to robię wszystko, by im pomóc, zresztą codziennie im pomagam. Nie skupiam się na bólu, a na tym, by go zminimalizować. Nie skupiam się na problemie, a na tym, by jakoś go rozwiązać, nauczyć się czegoś wartościowego, choćby prawdy o sobie. Udaje się.
Choćby nie wiem co, staram się widzieć dobro. Teraz kiedy towarzyszą mi szumy uszne, staram się jeszcze bardziej. Wybieram, co najważniejsze, nie co wypada, a naprawdę sensu w tym brak.
 Czy jestem mniej szczęśliwa od człowieka w pełni zdrowego, z drugą połówką, dziećmi i furą kasy? Nie.
 Ja po prostu zaakceptowałam swoje życie takim, jakie jest. Nie oznacza to, że się nie staram. Doceniam i widzę, ile dobra mam wkoło. Nie porównuję się z nikim, jak już coś to się uczę. 






Wiecie, że jesteście dla mnie wielkim darem, pamiętajcie. Za mało okazujemy sobie sympatię, nie tu na blogu, ale mam wrażenie, że w świecie coraz tego mniej.



Tylu ludzi posiada niemal wszystko, a jakby nie mieli nic. Oczywiście mają, ale czy doceniają... o to właśnie chodzi.
Ja to robię i chyba nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze. Byłam zdrowsza, zakochana, ale również 'ślepa'.



Kocham Cię naturo, kocham Cię fotografować, jesteś moją ukochaną modelką. Kocham Was sznurki wszelakie. Cienkie, grube, jasne, ciemne. Kocham tworzyć makramy. Kocham Cię mój stary, rozklekotany rowerze, a najbardziej kocham bliskich.







Czasami trzeba popłakać, czasami trzeba pomarudzić. Robię tak, bo jestem człowiekiem. Pozwalam sobie na te wszystkie emocje. Rozumiem siebie dużo lepiej. Możesz mnie zobaczyć rozzłoszczoną w sklepie, możesz.
Możesz mnie również zobaczyć, jak skaczę po śniegu i wyję jak wilk, możesz. To wszystko jestem Ja, nie ukrywam siebie. Jestem pełna niedoskonałości i pełna piękna.






Nie jestem Tobą, a ty mną. Idę swoją drogą, a ty swoją. Moja może być dla Ciebie niezrozumiała. Najważniejsze, że ja ją rozumiem, a do tego się nią cieszę. Czy Ty cenisz swoją?



Nawet mówię: 'To pierwsza wycieczka z moimi kumplami szumami' i jadę pełna miłości. Otacza mnie Ona, bo skupiam się na swych towarzyszach, na muzyce, na widokach. Rozglądam się i widzę, ile cudów jest ze mną.
Bywa ciężko, ale starajmy się dostrzegać, co posiadamy. Nie czekajmy, bo życie również nie czeka.




Obok stoi mała doniczka z Hiacyntem. Krzywo jakoś rośnie, no tak, do rodziny nieco 'szurniętej' taki Hiacynt pasuje. ;) Dopiero się rozwija, jest biały, a jego końcówki jakby pędzlem pomalowane na zielono. Te kwiaty są tu dla mnie, a ja jestem dla nich. Pomagam im urosnąć, dojrzeć, a one pomagają mi dostrzec więcej dobra. Dużo zła się dzieje, ale nie oznacza to, że przymknę oczy na dobro, że przestanę, by to Ono mną kierowało.







Wkoło śniegu pełno. Idę z hermano wąskim chodnikiem w stronę targu. Zaraz przejdziemy koło uroczej kwiaciarni, która obecnie jest pełna zimowych ozdób. Na wprost widzę kobietę i mężczyznę, zaraz będzie trzeba się wyminąć. Niespodziewanie naszą wspólną drogę przecina stado gołębi, lecą tak blisko.
Ja do hermana: Jak bosko, widzisz.
Pan z naprzeciwka: Ja pier....
Pani, jego towarzyszka: 😠



Ten sam moment, zupełnie inne reakcje. To tylko takie małe/duże przesłanie. Dla mnie, dla Ciebie, dla Nich.



Jeśli mimo bólu, wszelakich kłód rzucanych pod nogi potrafisz się szczerze uśmiechnąć i spowodować uśmiech u innych to czas, by samemu sobie zaklaskać, samemu sobie podziękować.

Dziękuję Agnieszko. Do dzieła kochani, podziękujmy sobie. 👏