Siedzę sobie na łóżku. Mama już śpi, od rana na nogach. Księżyc pięknie oświetla Zakopane. Serce zabiło mi mocniej na widok oszałamiającego krajobrazu za oknem. Krzyknęłam: ' Mamo... gaś światło'. Chciałam zrobić zdjęcie, miało być jednym z moich najlepszych. Niestety mój aparat nie jest w stanie zrobić dobrego zdjęcia nocą. Trudno...zrobię kiedyś, zrobię i już.
Jest już po 23:00. Jako nocny marek, mimo całego dnia na nogach, mimo tego, że zeszłej nocy spałam tylko trzy godziny to i tak nie zasnę wcześnie. Nie ma na to szans.
Wyobraźcie sobie mnie w średniej wielkości pokoju, jest balkon, są kremowe ściany, są wspaniałe widoki. Zakopane błyszczy, zaznaczając swoje miejsce na ziemi. Ja uradowana tym widokiem, spoglądając na kobietę mi najbliższą, piszę do Was w starym, rozlazłym zeszycie w linie.
Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam, że Google mapy się pomyliło? Znalazłam pokój w rozsądnej cenie. Sprawdzam lokalizację, pisze, że trzydzieści minut spacerem do Krupówek. Sprawdzam na stronie jednej, drugiej, trzeciej...wszędzie pisze to samo. Rezerwacja zrobiona, zapłacona część za pobyt. Parę dni później brat mi mówi, że madre jest wściekła. Szok. Pensjonat jest ponad godzinę drogi od centrum.
Wylądowałyśmy w Kościelisku. Oczywiście to nie ja się pomyliłam. Nie tym razem. 😁
Mama wściekła nie była. Autobusem jeździmy do centrum może piętnaście minut. Do tego największe szczyty widzimy z okna.
(jedne z wyższych ;))
Droga do Zakopanego...oj oj...długa i męcząca. Korki zgroziczne. Tylko wyszłyśmy z autobusu i poczułam, że lada moment, a się roztopię. Ludzie się po sobie denerwują. Co się tu dzieje.?
Nagle stojąc na przystanku, facet zaczepia mamę. Facet totalnie ' świrnięty'. Udawał, że nie zna swojej żony. Żartował co chwila, ale w sposób naprawdę fajny. Byli to ludzie na pewno oryginalni i otwarci. Miła odmiana po tych skrzywionych minach, jakimi Zakopane nas przywitało. Bez obaw, potem było już dobrze. 😊
Wychodzimy niepewnie z busa na ulicę Sobiczkową. Trzeba się wspinać, szukamy Drogi na wierch, gdzie mieści się nasz pensjonat. Chwilka wspinaczki i jest...ale mama uprzednio rozmawiając z właścicielką pensjonatu, która powiedziała jej, że trzeba skręcić za drugim lustrem, stwierdziła, że mimo iż widzimy obie nazwę ulicy to, to nie może być TA Droga na wierch. Minęłyśmy przeca tylko jedno lustro. Mówię mamie, że nie może tu być kolejnej drogi o takiej samej nazwie. Mama chce się wpinać. W końcu Droga na wierch musi być na wierchu. buhahahah
Oczywiście musiałyśmy się wracać. Nieźle się pośmiałyśmy, głównie ja.
Może to przez tę męczącą podróż, mózgi nie pracowały należycie. 😅
Domek ładny. Okolica piękna, bardzo cicha. Widoki powalają. Nawet z łazienki roztacza się malowniczy krajobraz.
Spójrzcie, spójrzcie. Tam nawet widać Giewont.
Długo w pokoju nie zostałyśmy. Przyjechałyśmy tu na dwie noce. Trzeba wyjść i odkryć, coś nowego dla naszych oczu i serc.
Wybieramy się na Gubałówkę.
Idziemy przez zapełnione po brzegi Krupówki. Upał jest tak wielkiej siły, że chodzę jakoś nie do końca prosto. Kolejki nie są duże, szybko kupujemy bilety i wędrujemy w górę, modląc się, by szybko tam dotrzeć. W wagonie powietrza już wszystkim brakowało. Uff...udało się przeżyć, jesteśmy.
Widoki piękne. Światło, by zrobić dobre zdjęcie...tragiczne. No, ale robię jedno, drugie...setne.
Już wiem, że będę dniami zastanawiać się, które zdjęcia opublikować. (właśnie tak było)
Gubałówkę obeszłyśmy niemal ze wszystkich stron. Zjadłyśmy niezbyt zdrową pizzę, popijając colą, ale za to z jakim widokiem.
Kochani, idę kupić pocztówkę, patrzę, a tam cudny, wysoki blondyn o przemiłej twarzy. Serce puka mi jakoś mocniej. Myślę sobie: ' Zrób coś, nie zmarnuj tego'. Idę kupić tę pocztówkę, zestresowana. Patrzę na niego, potem na jego rękę...żonaty. Mój pech. bu ha ha ha
![]() |
| Mogło być tak... |
![]() |
| ...a jest tak...bu ha ha ;D |
Coś czuję, że podzielę tę wycieczkę na dwie części. Jeszcze nie wiem, co jutro się wydarzy, może nic specjalnego, ale już sporo napisałam, a to nie koniec. Wiem już z góry, że będę chciała Wam pokazać, jak najwięcej zdjęć. Uczę się fotografii, chcę uczyć się i ukazywać swoje postępy, a nawet błędy. Chcę, byście czuli się, jakbyście teraz siedzieli ze mną, w tym pokoju, o tej późnej godzinie, słuchając melodyjnego chrapania mojej mamy.💤♭♭♭
Wróciłyśmy do pensjonatu około osiemnastej, a może dziewiętnastej. Mama była już bardzo zmęczona.
Wieczorem poszłyśmy na spacer po okolicy. Chciałam zrobić zdjęcia zachodu słońca. Niezbyt był widoczny, ale to nieważne. Spójrzcie na te widoki powyżej na zdjęciu. To zaledwie dwie minuty od naszego domku.
Mama wspięła się dla mnie nieco wyżej. Usiadła zmęczona. Chciała iść, chciała iść dla mnie. Nie wiem, ile razy usłyszała ode mnie: KOCHAM i ile buziaków dostała.
Tak! Rodzinę mam wspaniałą, nie idealną, absolutnie nie, jednak w tej kwestii dostałam ogrom. Latałam z aparatem, robiłam zdjęcia i cały czas dziękowałam za tę kobietę, za tego brata, za tego tatę, za tego naszego pieska kochanego, za tą przyjaciółkę niezastąpioną, za ten aparat, za ten wyjazd, za tę trawę, za te owce.
Usiadłam z madre na schodach, czułam miłość i wiedziałam, że ona czuje moją. Patrzyłyśmy na góry, na chmury nad nimi. Rozmawiałyśmy, nie raz, nie dwa wyznając sobie miłość.
Chwila perfekcyjna.
Myślę, że na tym zakończę. Nawet nie wiem, która jest godzina. Chwilkę...jest 00:10. Jeszcze nie pójdę spać. Coś porobię. Pewnie też zatopię się w nocny krajobraz tego miejsca.
WDZIĘCZNA.






































































