środa, 21 czerwca 2017

⇱⇲Wszystko tak nagle potrafi się zmienić.


Zakładając ten blog, obiecałam sobie, że wyleję tu z siebie ból, który pojawił się trzy lata temu. Miałam niemal wszystko. Radość była, praca również ( na umowie o wolontariat, ale te 500 złotych miesięcznie było mi obiecane, firma dopiero startowała. Może potem będzie umowa o pracę... Czemu nie spróbować...). Jak to moja droga przyjaciółka mi kiedyś napisała: 'Teraz tylko miłość i już wszystko masz'. Pamiętam, jak przeczytałam tę wiadomość, siedziałam na balkonie, akurat była pora letnia, balkon był zapełniony roślinami, zapach kwiatów roznosił się, radując moje serce. Wtedy poczułam, że Sylwia ma rację. Poczułam, że wreszcie wszystko się układa, że jest dobrze. Pełna energii, wiary zaczęłam bardziej otwierać się na ludzi, na nowe szanse, na życie.

Praca, którą lubiłam, w której dawałam z siebie wszystko, stała się bardzo stresująca. Mówiłam sobie, że to normalne, przecież ogrom ludzi pracuje w stresujących warunkach. Przekonana, że to naturalne, że tak już jest, dawałam z siebie jeszcze więcej. Byłam asystentką, sekretarką, księgową, informatykiem, sprzątaczką itd.itp. Pracowałam tylko po sześć godzin, pracowałam również w domu, latałam szefowej po ciastka, dorabiałam, sprzątając jej mieszkanie. Obowiązków przybywało, a godzin było zdecydowanie za mało, by wszystko to ogarnąć. Niestety pieniądze również zmalały. Za więcej dostawałam coraz mniej. Pracowałam u dobrej koleżanki, byłam bardzo wdzięczna za tą pracę, byłam również bardzo zaślepiona.

Pamiętam, jak Sylwia mówiła mi, że daję się wykorzystywać. Wiedziałam o tym, ale zaślepiony człowiek to zaślepiony człowiek. Coraz więcej ludzi zaczęło mi mówić, że szefowa mnie strasznie wykorzystuje. Ja jak największa naiwniaczka świata zaczęłam jeszcze bardziej starać się w pracy. Robiłam rzeczy przed czasem. Trzeba było udawać Mikołaja, to udawałam ( jednocześnie pracując przy komputerze i latając ze szmatą). Trzeba było nagle lecieć po kołaczyka przed pracą, to leciałam, bo przecież szefowa głodna. Święto zmarłych, a szefowa wydzwania, ponieważ potrzebuje kabel USB, to szukamy kabla. Trzeba poroznosić setki ulotek, to roznosimy. W rezultacie pracowałam bardzo często niemal cały dzień. Oczywiście wpisywałam to w czas pracy, co nie zawsze się szefowej podobało. Chcę zaznaczyć, że miałam być tylko sekretarka, sprzątanie również miało być moim obowiązkiem. Dlaczego stałam się lokajem? Podłoga nie błyszczała wystarczająco. Pamiętam, jak na kolanach szorowałam podłogi, a szefowa przyszła z uśmiechem od ucha do ucha i powiedziała' Aga, ta podłoga nie błyszczy wystarczająco', no to myłam, aż nie było odpowiedniego błysku. Nie wiem, co ja wtedy sobie myślałam. 

Zaczęłam wracać do domu zapłakana. Przecież robiłam coraz więcej, coraz lepiej. Nawet księgowości się nauczyłam. Szefowa co chwile powtarzała mi, że mam być jeszcze lepsza, bo inaczej znajdzie kogoś innego. Te słowa mnie dobijały. Przecież byłam naprawdę dobra.

Pewnego dnia poczułam, że ciężko mi się wstaje. Szefowa lubiła przeciągi, a moje biurko było w samym centrum tego niebezpiecznego zjawiska. Szykowałam dekoracje na zajęcia, rysowałam, ozdabiałam hol i nie mogłam podnieść się z ziemi. Tak nagle!!! Wiedziałam, że szefowa zaraz skończy zajęcia. Wszystko musiało być gotowe, musiałam wstać. Udało się. ufff
Takie coś zaczęło pojawiać się coraz częściej. Zawsze o siebie dbałam, nie miałam pojęcia, co się dzieje. Poprosiłam szefową, by nie robiła przeciągów, ponieważ źle się czuję. Posłuchała, przeciągów nie było jeden dzień... Muszę się przyznać, że tu akurat ja zawaliłam, powinnam wcześniej iść do lekarza. Nie rozumie, jak mogłam sobie wmawiać, że to tylko przewiane kości.
Nagle rano zobaczyłam coś dziwnego, moje palce u stóp były niepokojąco opuchnięte, palec wskazujący dłoni również. Zaczęło się! Budziłam się rano i nie mogłam ruszyć palcami, zaczęłam kuleć.

Zbliżał się koncert reprezentujący osiągnięcia uczniów. Trzeba było pracować jeszcze ciężej. Pamiętam, jak roznosiłam ulotki, idąc jak dziewięćdziesięcioletnia, bardzo schorowana pani. W pewnym momencie roznosiłam te cholerne ulotki, opierając się o mamę.. Ona sprawdzała, szefowa sprawdzała, czy ulotki są tam, gdzie powinny być, choć nie zawsze. Jako dobra pracownica nie mogłam zawieźć. W dniu koncertu trzeba było znosić z piętra na parter ciężkie pianino, keyboardy itp. Powiedziałam szefowej, że nie dam rady, pokazałam jej moje ręce. Miała je znieść z mężem, by mi się nie pogorszyło. Znosiłam ja i jej mąż. Znosiłam wiele rzeczy, szefowa stała. Pni, która przyszła wcześniej na koncert, pani w wieku może 60+, może 70+ widząc mój ból, mimo że przywitałam ją z uśmiechem, rzuciła wszystko i zaczęła  znosić rzeczy ze mną. Wtedy nastąpił początek przebudzenia.

Koncert się udał, były oklaski, były gratulacje, szefowa zadowolona, ja też, bo choć teraz jest w pełni zadowolona. Następnego dnia okazało się, że szefowa jedna zadowolona nie jest. Kubki źle stały. KUBKI ŹLE STAŁY. No to trzeba było słuchać wykładu na temat kubków. Zawsze się uśmiechała dogryzając. To było tak: chwaliła przy innych, a kiedy zostawałyśmy same, zaczynała czepiać się, o co tylko można. Usłyszałam takie zdanie: 'Ty masz prowadzić tę firmę, ty masz wszystko załatwiać, ja mam tylko przychodzić i uczyć'. Wtedy przebudzenie nastąpiło już na dobre.
To nie była moja firma, miałam być sekretarką, posprzątać i tyle. Robiłam w tej firmie niemal wszystko. Jedynej rzeczy, jakiej nie robiłam, to nie prowadziłam zajęć i nie kupowałam drogiego sprzętu. Powiedziałam szefowej, że to jej firma, ja robię swoje, a nawet ponadto. Pamiętam te jej jęki o wszystko, jak tylko zostawałyśmy same. Zaczęłam widzieć prawdę. Widziałam dwie skrajne osoby. Za zamkniętymi drzwiami wszystko się zmieniało, byłam wyczerpana.

Następnego dnia nastąpił dzień kulminacyjny. Obudziłam się z bólem, którego dotąd opisać nie potrafię. 
Koniec z tym!!! Musiałam iść do lekarza. Sytuacja stała się krytyczna. Ja prawie się nie ruszałam.
Napisałam szefowej, że idę do lekarza. Udało się wbić do lekarki przed pracą. Dostałam leki, dostałam cały wykład, o tym jakim potworem jest moja szefowa (chcę zaznaczyć, że jej nie obrażałam, zwyczajnie powiedziałam, że pracuję na umowie o wolontariat). Dostałam tygodniowe zwolnienie. Wiedziałam w tym momencie, że mam dwa wybory, albo pójdę normalnie do pracy, albo mnie zwolni. Nie poszłam. Zadzwoniłam do szefowej, powiedziałam, że mam zwolnienie i że jest ze mną źle. Niby zrozumiała.

NIE ZROZUMIAŁA.

Nagle okazało się, że tego dnia miała być druga część koncertu. Zawiodłam ją!!!
O drugiej części koncertu dowiedziałam się w czasie tej rozmowy. Nie miałam o tym pojęcia. Nie mówiła o tym, ale oczywiście to ja zapomniałam.
Nie zapomniałam, o niczym nie wiedziałam !!!
Zwolniła mnie przez FACEBOOK...i tylko dlatego, że do niej napisałam, dowiedziałam się, że już u niej nie pracuję. Nie miała odwagi powiedzieć mi, że jestem zwolniona w sposób cywilizowany. Zrobiłam dla tej firmy ogrom. Byłam od niemal początku, pomogłam rozwinąć firmę i tak zostałam potraktowana. Myślę, że była szefowa nie widzi swojego prawdziwego ja, nie widzi błędów, które popełnia. Bywała miła, ale bycie na najwyższym stołku ją zmieniło. Już jej nie oceniam, nie mam już z nią kontaktu. Nie wiem, jak jest teraz. Nie życzę jej źle. Niech będzie happy.

Wszystko działo się tak szybko. Radość zastępowały łzy.

Leki, które dostałam, pogorszyły mój stan, trzeba było iść do specjalisty. Kolejki niesamowite, lecz moja lekarka ogólna widząc, jak szybko choroba się rozwija, postanowiła mi pomóc, uruchamiając swoje kontakty. Do specjalistki dostałam się następnego dnia, jeśli dobrze pamiętam. Oczywiście stawy. Mój przypadek był dla lekarzy niejasny. Nikt nie potrafił określić, jaki to rodzaj choroby stawów. Trochę mnie to przerażało. Dostałam sterydy. Brałam przez rok z przerwą po 8 tabletek dziennie. Sterydy dało się znieść, brałam również tabletkę wielkości główki od szpilki, może ciut większej. Ta mała tabletka była dla mnie koszmarem. Nie umie opisać, ile łez przez nią wylałam, jakie omamy miałam. Pamiętam, jak leżałam w łóżku. Dwudziestosiedmioletnia dziołcha wołająca z zapłakaną twarzą; 'Mamo daj mi moje leki, daj mi je. Chcę umrzeć. Daj mi je'. Pamiętam to do dziś i nigdy nie zapomnę.

Choroba atakowała niemal wszystkie moje części ciała. Najgorsze były dłonie, kolana, stopy, kark i szczęka. Nie umie opisać, jak się czułam. To tak jakbyś stał na skraju życia. Wszystko się zmieni. Nie będziesz już tą samą osobą, nie będziesz mógł robić tylu rzeczy...

Nastąpił jednak dzień, w którym powiedziałam ze łzami w oczach, WALCZĘ O SIEBIE!

Walczyłam o zdrowie z całych sił, zalana potem, zalana łzami. Szybko jednak przestałam płakać, stres jest wielkim przyjacielem tej choroby. Przesuwałam nogę za nogą, połączyłam medycynę naturalną z alternatywną. Jadłam skorupki jajek, piłam różne eliksiry babci. Dietę stworzyłam sama, czytałam książki, artykuły. Stworzyłam plan działania. Z czasem udało się pojechać rowerem. Pamiętam, jak wycieńczona wjechałam pod górkę. Pamiętam ten ból, ten pot. Pamiętam dumę oraz ogrom radości mojej i mojego brata. Zawsze ktoś musiał być obok. To był taki mój pierwszy sukces. :)
Potem zaczęłam uprawiać jogę, było ciężko, ale człowiek, który zaznał ogromnego cierpienia, człowiek, który oprzytomniał, jest niepowtarzalnie silny.

Walka trwała 3 lata. Pierwszy rok był najcięższy. Nie skupiam się już na szczegółach, bo i tak tekst jest już sporych rozmiarów. Moja choroba zawsze będzie ze mną. Nie mogę tylko pozwolić, by się przebudziła. Walczę codziennie.

Chodzę, nie biegam, potrafię wspiąć się na szczyt góry. Mam parę ograniczeń, ale choroba sprawiła, że jestem teraz sprytniejsza. Jestem z siebie dumna, nie poddałam się. Przebudziłam się i pokazałam, że się da, a byłam niemal jak warzywo.

Na koniec chcę coś dodać.

W czasie choroby wiele osób mnie zostawiło. Usłyszałam zdania: 'teraz już do niczego się nie nadajesz'. Panie z Urzędu Pracy stwierdziły, że miałam trzy lata wakacji....
To były najcięższe lata mojego życia i zrozumie to tylko ten, kto przeżył coś podobnego. Tylko wtedy można zrozumieć tak naprawdę, co to znaczy walka o powrót do normalnego życia. Wyjście z tego bagna to mój największy życiowy sukces.

Jestem nawet wdzięczna za tą chorobę. Zrozumiałam, co jest ważne w życiu i ilu rzeczy tak naprawdę nie potrzebuję do szczęścia. Kiedy doznajesz bólu naprawdę ciężkiego, kiedy możesz stracić zdolność chodzenia, zdolność poruszania całym ciałem, BUDZISZ SIĘ! Bardzo się zmieniłam, poznałam również swoją siłę.

Ludzie się mnie pytają: 'gdzie pracujesz?' Nigdzie, szukam aktywnie. Zapytaj, co lubię robić, zapytaj, co sprawia mi radość.
'Czemu mieszkasz z rodzicami w takim wieku?' A no bo życie tak zadecydowało. Jest mi tu dobrze. Kiedyś dojdę, gdzie dojść mam. Idę wolno do przodu, ale idę i cieszę się drogą. Tak, cieszę się.


Pamiętam swoje pierwsze dobre wyniki. Popłakałam się, udało się. Ależ byłam dumna. Poczułam również ogrom zmęczenia, poczułam, jaka jestem wycieńczona fizycznie, jak i psychicznie.

Ludzie często oceniają przez pryzmat tego, co widzą, swojej wiedzy na nasz temat. Często jednak nie wiedzą nic.

Teraz wiem, co to PRAWDZIWE SZCZĘŚCIE. Żyję po swojemu i nie obchodzi mnie, czy komuś się to podoba, czy nie. Wiem, jak ważna jest chwila obecna, wiem, jak to jest być na skraju. Nie oceniam już ludzi. Nie wiem przecież, czy pani spod latarni robi to, co robi, bo jest pustą paniusią, która leci na łatwą kasę, a może jest inny powód, zupełnie inny. Nie wiem tego. Zwyczajnie nie oceniam. Oceniać to mogę samą siebie. Nie znam historii tej pani, wiec co ja mogę ocenić, przecież nic nie wiem. Oceniać można po zapoznaniu się dokładnie z daną historią.

Każdy przeżył swoje. Ja chciałam podzielić się z Wami tą historią. Obiecałam to sobie. Wiem też, że ta historia może być komuś pomocna.

Cieszmy się chwilą, coś jest, a zaraz tego może nie być. Róbmy to, co nas uszczęśliwia, nie patrzmy, czy coś jest modne, czy nie. Nie ważne, co myślą inni o naszej definicji szczęścia. Chcesz w wieku siedemdziesięciu lat poskakać po kałuży ? Zrób to. Ze szczerym uśmiechem spojrzałabym na starszą, rozradowaną osobę skaczącą po kałuży.


Dziękuję wszystkim, którzy to przeczytali od początku do końca.


65 komentarzy:

  1. Dopiero co Ciebie poznałam, a już tyle się o Tobie dowiedziałam. Jedna z moich życiowych mądrości, którą nabyłam jest taka, że niby znasz człowieka, a tak na prawdę nie wiesz jaki ciężar że sobą nosi. Bardzo mocno życzę Ci zdrowia i dobrego życia. To co przeszłaś uczyniło Cię wyjątkowa osobą, mocną i mądra. Niech Ci teraz los przyniesie szczęście. Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję całym serduchem. Tak zgadzam się, niby znamy kogoś, a bardzo często nie wiemy, jakie ciężary nosi na swoich plecach. Tak łatwo się teraz ocenia. Znam tak dużo osób, które oceniają bezpodstawnie, oczywiście mnie również. Staram skupić się na swoim życiu, przecież wszystko buduję od nowa. Nie zbuduję wszystkiego za jeden dzień.

      Dziękuję za zrozumienie, za miłe słowa. To naprawdę dodaje siły i wiary. Ja normalnie popłakałam się, czytając komentarze!!! Jestem wdzięczna za te łzy! Wszystko, co najlepsze dla Ciebie, Twoich bliskich. Ściskam bardzo. :)

      Usuń
  2. Przykro, ze w tak okrutny sposob zostalas potraktowana przez szefowa. W glowie mi sie nie miesci, ze mozna tak kogokolwiek potraktowac. Pieknie napisalas i z tego tekstu widac, ze jestes wspaniala, silna i madra kobieta, zycze ci wszystkiego dobrego, zdrowia i usmiechu na kazdy dzien:) Sciskam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za tyle miłych słów i zrozumienie. Pisałam tekst zalana ogromem emocji, tych złych, jak i dobrych. Bardzo chciałam się podzielić moją historią, wyrzucić z siebie emocje, jak i dać do myślenia. Bardzo się zmieniłam przez te wszystkie zdarzenia, przez całą tę walkę. Już nie daję sobie wmówić, co jest dla mnie najlepsze, kim jestem, a kim nie.

      Pozdrawiam, dziękuję i życzę wszystkiego, co najlepsze dla Ciebie i Twoich bliskich. :)

      Usuń
  3. Moje przebudzenie nastąpiło 15 lat temu, z bardzo podobnych powodów, z bardzo podobnym skutkiem. Ale jak Ty zawalczyłam i mimo paru ograniczeń wciąż idę do przodu. :) Przytulam Cię Agnieszko w zrozumieniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh Kasiu... dziękuję, że mi to napisałaś. Jak ja Ci dziękuję. Jesteśmy silne, a ograniczenia w jakiś sposób nas umacniają. Do tego nie patrzymy już tak ślepo na życie. Nie wiem, co dokładnie u ciebie się stało, ale podziwiam. Znam sporo osób, które się poddały, ale nie ty. Ja robię małe kroki. Niektórzy gnębią mnie, że robię za małe kroki, ale już nie słucham ich dogryzania mi. Przecież nie wiedzą, co ja przeżyłam, co nadal przeżywam. Zaczęłam życie od nowa, buduję wszystko od podstaw, ponieważ wiele się zmieniło i ja bardzo się zmieniłam. Małe kroki do przodu to zawsze małe kroki do przodu i tak na to patrzę.

      Również ściekam w zrozumieniu, podziwiam za siłę i dziękuję raz jeszcze. <3

      Usuń
  4. Piękne słowa i przesłanie. Jesteś silną kobietą i trzymam kciuki by wszystko się w Twoim życiu udało i by nigdy nie zabrakło Ci siły na walkę. Również przestałam oceniać ludzi po wyglądzie, zawodzie czy innych rzeczach. Często słyszę słowa, o jakie dobre i szczęśliwe małżeństwo, ale tak naprawdę nikt nie wie co się dzieje za drzwiami mojego domu, czy tam też jest szczęście czy raczej horror. Nigdy nie starajmy się wchodzić w czyjąś skórę bo tak naprawdę do końca nie wiemy jak wygląda czyjeś życie. Dałaś dużo do myślenia. I nigdy się ni zmieniaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa. Jestem poruszona. Jakoś bałam się to opublikować. Teraz wiem, że nie musiałam. Takie komentarze dodają mi siłę, dodają mi wiarę. Dziękuję za to całym sercem.

      Zgadzam się całkowicie. Znam małżeństwo, które uchodzi za bardzo szczęśliwe, a prawda jest taka, że mąż bije swoją żonę. Ogrom ludzi ocenia przez pryzmat swojego spojrzenia na nasze życie. Nie przejmuję się już tym. Przecież nic nie wiedzą tak naprawdę, więc ich opinia jest bezwartościowa.

      Tak się cieszę, że są osoby, które potrafią pokazać wsparcie, które nie oceniają. Życzę Ci, co najlepsze!!! Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  5. Zacznę może od zdjęć...
    Piękne , a piękne to za małe słowo na te fotografie !
    Zobaczyłam pierwsze zdjęcie przeszkliły mi się oczy i przeraziłam się .
    Oddałaś tym zdjęciem ból i cierpienie , które doznałaś pracując tam .
    Zobaczywszy ostatnie zdjęcie rozpłakałam się po całości do tej pory siedzą mi łzy w oczach .
    Nie umiem znaleźć słów jak ogromne emocje przesyła to zdjęcie , ale ja Cię znam tyle lat i widzę piękną i silną Kobietę , która przeszła ogrom BY DZIŚ BYĆ TYM KIM JEST !
    Jesteś coraz silniejsza i znasz swoją wartość nie ma już tej zahukanej dziewczynki JEST PEWNA SWYCH WARTOŚCI KOBIETA !
    Przepraszam , że w tych najtrudniejszych chwilach dla Ciebie zawiodłam jako przyjaciółka !
    Cieszę się , że podzieliłaś się tą historią tym ciężkim przeżyciem z innymi - pokazujesz prawdziwe życie z czarnym kolorem , a nie puste kolorowe bajeczki , których tak dużo w pustej internetowej przestrzeni .
    Moją opinię na temat tych wydarzeń jakie spotkały Cię w pracy znasz więc nie będę tutaj powielać tych obraźliwych słów , ale zawsze będę żałować jednego , że nie wiedziałam o tej podłodze wcześniej !

    JESTEM DUMNA
    I WDZIĘCZNA ZA TO ,
    ŻE MAM TAK FANTASTYCZNĄ PRZYJACIÓŁKĘ !
    KOCHAM CIĘ CAŁYM SERCEM <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty rozumiesz, że ja się popłakałam, czytając Twoje słowa. Normalnie poleciałam po chusteczkę. Wiesz, że bałam się to opublikować, ale ty nie pozwoliłaś mi na za duże zamartwianie się. Nie przepraszaj już za tamte dzieje, przecież jesteś ze mną, wspierasz mnie. To się liczy, błędy obie popełniamy, ale codziennie walczymy, o to by nasza przyjaźń rosła w siłę!!!
      Tak bardzo jestem Ci wdzięczna za słowa na temat zdjęć. Robiłam je sama, jak wiesz i starałam się oddać emocje. Cieszę się, że je widzisz. Przez całą sesję myślałam o tym, co mnie spotkało.

      Będę tu pisać o plusach i minusach, nikt nie ma idealnego życia. Nawet już nie słucham bzdet ludzi, którzy kreują swoje Życie na idealne.

      Bardzo Cię kocham i jestem dumna z Ciebie. Musisz zawsze pamiętać o jednym: JA CIĘ KOCHAM ZA TO, KIM JESTEŚ, NIC W TOBIE NIE CHCIAŁABYM ZMIENIĆ. JESTEŚ IDEALNA Z KAŻDĄ SWOJĄ WADĄ. JESTEŚ IDEALNA, BO JESTEŚ TĄ KONKRETNĄ SYLWIĄ!!!!! NIGDY, PRZENIGDY SIĘ NIE ZMIENIAJ!!!! OBIE TERAZ WALCZYMY Z ZAGUBIENIEM ITP, ALE DAMY RADE. JESTEŚMY RAZEM W TYM I RAZEM Z TEGO WYJDZIEMY!!!!! KOCHAM CAŁYM SERCEM, SŁOWA NIE SĄ W STANIE TEGO WYRAZIĆ I TY TO WIESZ.
      Lecz Twoje słowa dały mi siłę!!!!!

      Usuń
  6. Jak w markecie. Niby masz umowę na dział, a w obowiązkach tylko to, co w zakresie danego działu, a tak naprawdę co dzwonek latasz na kasy. A potem wracając na dział, dostajesz tęgi OPR za to, że na Twoim stanowisku pracy nic jest nie zrobione.
    Kiedyś borykałam się z mobbingiem, bardzo się rozchorowałam ze stresu, żyłam na tebletkach i bez przerwy siedziałam u lekarza.
    Szef powtarzał wielokrotnie, że nie ma ludzi nie do zastąpienia, oraz że do niczego się nie nadaję.
    Później miałam się sądzić, ale ktoś mi podszepną, że facet wszystkie sprawy zawsze wygrywa i mogę sobie tylko zaszkodzić. Zmieniłam miejsce pracy i nie żałuję, że nie założyłam sprawy. Szkoda nerwów, które i tak już miałam poważnie zszargane. Bałam się że po prostu nie podobał, że np zemdleję na rozprawie. Ze strachu...

    Hmmm, skoro Ty miałaś prowadzić firmę, to mogłaś jej powiedzieć, że chcesz adekwatną pensję. A najlepiej zatrudnienie na stanowisko właściciela firmy, którą przecież prowadzisz. ;]
    Serio? Przez FB? Osłabiła mnie babka... Ludziom na wyższych sferach naprawdę odbija, wgl. nie szanują ludzi.
    Zdarzają się oczywiście szefowie, którzy nie tracą rozumu, zdarzyło mi się z takimi pracować wielokrotnie. Ale nie dla wszystkich jest władza.
    Przed dopuszczeniem na stanowisko kierownicze, państwo winno wysyłać na obowiązkowe testy psychiatryczne.

    Przeszłaś koszmar. Dobrze, że o tym piszesz, dobrze, że dzielisz się tą przestrogą. Może przeczyta to ktoś, kto jest w połowie takiej drogi, ktoś, kogo ta treść uchroni przed katastrofą we własnym wydaniu... Oby.

    Dwa lata temu nie miałam męża, mieszkałam z rodzicami. Ludzie dziwili się, że w tym wieku jeszcze... a ja zawsze odpowiadałam, że samorozwój to mój główny plan na życie.
    A teraz? Samorozwój pielęgnowany od lat, szlak trafił, ale mam męża i wynajęte mieszkanie za granicą. No to teraz ludzie dziwią się, że tyle lat i jeszcze nie ma dziecka. A jak będzie, jeśli będzie, to ludzie będą pytać o drugie. Ludzi nie zaspokoisz, nie spełnisz ich wszystkich oczekiwań. Ani w pracy, ani w rodzinie.
    Ale ludzie kochają oceniać i krytykować. Dziś też o tym pisałam ;)

    Dlatego nie spiesz się ani z wyprowadzką, ani z zamążpójściem. Ja kiedyś chciałam zostać singielką do końca życia, bo podobała mi się ta niezależność. Kochałam tamto życie, ale obecne też kocham. Wszystko się zmieniło, kiedy poza miłością do życia, pojawiła się miłość do mężczyzny. Mimo wszystko, nigdy źle nie ocenię "starej panny", sama prawie nią zostałam - szczęśliwą panną z szerokim uśmiechem :)

    Ostatnie zdjęcie jest boskie! Wygrałabyś z nim konkurs fotograficzny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to jesteś też bardzo silna kobieta. Krótko Cię znam, a już bardzo lubię. :) Dobrze, że się nie sądziłaś. Mój tata powtarza' Nie zaczepiaj gówna, bo śmierdzi' hahaha Czasami rzeczywiście nie warto. Bardzo podziwiam dobre serducha, a do tego silne.

      hahaha no mogłam tak powiedzieć szefowej. Ależ mnie to rozbawiło, aż żałuję, że nie powiedziałam. Za to może te zdanie przydać się na przyszłość. Wiem, zanudzam, ale naprawdę piszesz świetnie, nawet komentarze kobieto utalentowana.

      Nigdy nie zapomnę, że zwolniła mnie przez facebooka...hahaha to zdanie, że niektórych powinno państwo wysłać na testy psychiatryczne, już mnie rozwaliło na maksa. hahahahahaha Zgadzam się. :D

      Taki był mój cel, chciałam dać komuś do myślenia, przekazać ważną lekcję no i wywalić ten ból w świat. Masz całkowitą rację, ludziom nigdy nie dogodzisz. Zawsze o coś się czepią. Sami nie są idealnie, ale czepiać i tak się muszą. Moja bunia uważa, że powinnam wyjść za byle se faceta, iść do byle pracy (wysyła mnie tam, gdzie nie mogę pracować z powodu ograniczeń), żyć jak każdy. Tyle że ja nie chcę żyć jak każdy, co to w ogóle znaczy. Ja chcę żyć po swojemu, przynajmniej o to zawalczyć. Często taka droga jest zwyczajnie dłuższa i niezrozumiała dla wielu ludzi, ale ja mam swoją wizję szczęścia. Z tego, co czytam u Ciebie, ty również walczysz, o swoje szczęście, nie poddajesz się opinii innych.

      Wyjdę za mąż, jeśli spotkam tego kogoś, jeśli nie, to nie wyjdę za byle Jasia!!! Choroba bardzo mnie zmieniła i przebudziła. Widzę więcej i nie daję już sobą tak manipulować.

      Dziękuję za wsparcie. Dziękuję, że napisałaś, bym nie spieszyła się z wyprowadzką, z zamążpójściem. Mało kto mi to mówi. Raczej słyszę, że już dawno powinnam zrobić to i siamto, że już tym wieku powinnam mieć rodzinę itp.

      Ja po chorobie i teraz z nią buduję swoje życie od podstaw. Przez tak duże zmiany w moim życiu i umyśle. Robie małe kroki, ale robię.

      A ty kobieto inspirujesz!!!

      Ściskam mocno.

      Dziękuję za to zdanie o zdjęciu. Ależ się ucieszyłam. Siedziałam na ziemi na balkonie, tło to sweter, a foto robiłam, nie widząc siebie, lewą ręką, starając się zrozumieć, jak obiektyw mnie widzi. hehehe Kurcze, no dziękuję. <3 :*

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że jestem wystarczająco silna, aby już więcej nie złapać się w taką pułapkę w pracy.
      Budzisz sympatię od samego początku, nawet nie spodziewałam się, że przeżyłaś coś takiego. Ma się wrażenie, że jesteś kobietą lata i słońca, że nic złego nie mogło Ci się nigdy przydarzyć, że od dziecka nie przestajesz być dzieckiem. A jednak - takie doświadczenie...
      Obyśmy nigdy więcej nie ubrudziły sobie rąk takim gównem.

      Ja walczę bezustannie. I z każdym tekstem na blogu wiem, że może zdarzyć się "coś"... wiem, że "człowieki" czytają. Teraz tylko: czy będą na tyle inteligentne, by przemyśleć to sobie i przetrawić w duchu; czy może użyją mojego bloga przeciwko mnie (co już raz miało miejsce).

      Uważam, że niektóre sprawy lepiej rozwikłać na piśmie i porozmyślać osobno, wyciągnąć wnioski, zwłaszcza kiedy z danymi osobami polemika jest niemożliwa, bo są zbyt impulsywni.
      Pisanie jest dla mnie terapeutyczne, często tworząc takie teksty, docieram do sedna, samą siebie prowadzę do zrozumienia. Szkoda tylko, że nie trudno jest znaleźć klucz do rozwiązań.
      Za miesiąc czeka mnie więcej spotkań z "człowiekami". Więcej walki.

      Czy ja inspiruję? Mam taką nadzieję, dlatego nie piszę do szuflady, co przecież dla mnie osobiście miałoby ten sam skutek "autospowiedzi". A jednak obie snujemy rozmaite publikacje.
      I Ty jesteś natchnieniem optymizmu. Noż jak nie uśmiechać się, patrząc na to zdjęcie :)

      Usuń
    3. Ależ Aga się teraz uśmiecha. :))) Tyle miłych i mądrych słów. Tak, ty inspirujesz, dodajesz również odwagi. Po Twoim poście gdzie pisałaś list do samej siebie, powiedziałam sobie, że czas już, by napisać swoją historię. Masz w sobie to coś. Nie zmieniaj się ( wiesz, o co chodzi).

      Normalnie nie mogę cały czas uwierzyć, że ktoś użył twojego bloga przeciw tobie. Nie ma co zwracać uwagi na takie osoby. Nie mają wystarczająco otwartego umysłu.
      Mnie pisanie również bardzo pomaga. Zawsze pisałam sama do siebie. Przyjaciółka namówiła mnie na pisanie bloga i dziękuje jej za to. Poznałam Ciebie, są ludzie, którzy bardzo pozytywnie mnie zaskakują, a ja bardziej otwieram się na świat.

      Nie wiem, czy za miesiąc czeka cię praca? Tak czy owak, poradzisz sobie, wiem to. A jak będzie fatalnie, to wiesz co robić. :)

      Musimy być silne, również mam nadzieję, że już w takie gówno nie wpadniemy. Moim największym lękiem jest, że choroba powróci, bo ona już taka jest, powraca. Nie pozwolę na to!!!

      Życzę nam siły, odwagi. I jak tu się nie uśmiechać czytając twoje słowa. Uwielbiam. :)))

      Ps. Ja jestem takim dorosłym dzieckiem z przejściami, ale nadal dzieckiem. :D

      Usuń
    4. Natchnęłam kogoś do napisania notatki, to fajne uczucie. Kiedyś znajoma namawiała mnie, bym została kouczem (napisałam fonetycznie), bo... to będzie cytat: "natychasz ludzi". Cokolwiek to jest i cokolwiek im robię, przyjęłam to za komplement i zrozumiałam, że mam to robić dalej...
      Już mędrcy z czasów, które dawno przeminęły, mawiali że najbardziej oczyszczająca spowiedź, to autobiografia.

      Jak Ci napiszę kto to jest, to wtedy uwierzysz. XD Takie rzeczy się dzieją, kiedy kobieta nie spełnia oczekiwań jako żona drogiego synka. ;) I niby mieli nie czytać, bo moje teksty są złe, ale wiem, że czytają, dlatego staram się bardzo, by zachować neutralny wydźwięk.
      Ja też poznałam wiele osób przez bloga. I to nawet nie tego, bo od dawna piszę i miałam już konta na różnych serwerach i jak na razie blogspot podoba mi się najbardziej. Nie nawala, nie ma ciągle awarii i budowy na serwerze.
      Z niektórymi osobami poznałam się prywatnie, mam też przyjaciółkę poznaną właśnie w ten sposób, najdroższą mi kobietę od czasów liceum, która po prostu też pisała bloga.
      Internet to ludzie, a niektórzy mają nadal awersję do poznawania się w sieci. To nonsens.

      Być może czeka mnie praca, bo zamierzam po wakacjach zarejestrować się w jeszcze jednym biurze pośrednictwa. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

      Mam nadzieję, że choroba da Ci spokój. Na zawsze.

      Usuń
    5. Choroba to raczej ze mną zostanie, ale tak, oby już się nie przebudziła.

      Wierzę, w przyjaźnie przez internet. Ja jeszcze nikogo nie poznałam w realu, ale może kiedyś. Jak będziesz w Polsce, to daj znać. hehe Jakie to piękne, że masz przyjaciółkę z internetu. Ja również mam, ale niestety jest z Bośni i trochę to zajmie, zanim się spotkamy, nie mówiąc już o Indiach czy Ameryce... ohhh Może choć na starość tam pojadę ahahaha

      A ty pisz, pisz, bo na pewno czytają, bo na pewno coś do głów wpada, na pewno coś zmieniasz, bo inspirujesz i dajesz takiego kopniaka, by iść do przodu i poprawić to, co wymaga poprawy. Normalnie ciekawi mnie Twa książka. :)

      Miłego dzionka.

      Usuń
    6. Przyjaciółka z Internetu, my się spotykałyśmy raz w roku, czasem dwa razy. Ja z Łodzi, ona z Zabrza. Raz ja przyjeżdżałam na tydzień do niej, raz ona na tydzień do mnie. Dodatkowo spotykałyśmy się w połowie drogi między naszymi miastami. Wyszło nam że to może być np. Częstochowa, no i obie miałyśmy bezpośredni dojazd. Mamy w Cz. ulubioną knajpkę - nasze miejsce spotkań :)

      Książka... jak skończę, będę musiała to jeszcze raz przeczytać i pokorygować... Niby kosmetyka, ale zajmie mi to od cholery czasu.

      Usuń
    7. Ja z Żor, może i nam się uda spotkać. :) Fajne z Was przyjaciółki, obie się staracie. :)
      Książka zajmie Ci od cholery czasu, bo nie chcesz wypuścić w świat bubla i to jest pewne.
      To, że się uda również. :)

      Usuń
  7. hej, tekst terapeutyczny i dla Ciebie i czytelnika, bo każdy (tak myślę przynajmniej z mojego doświadczenia) miał wzloty i upadki w życiu a lekcje z takich czasów są ciężkie ale jeśli wzmacniają nas, są to bardzo cenne lekcje...
    ja też dostałam taką lekcję, też związaną z pracą i zdrowiem, trwało to 4 lata ale w tym roku też tak jak Ty się przebudziłam i żyję teraz inaczej, z innym podejściem (bardziej na luzie), też tak jak i Ty jestem wdzięczna że to się stało bo doceniam Tu i Teraz (Mindfulness - słyszałaś o tym? jeśli nie, to poczytaj, bardzo dobra technika). Mi joga nie pomogła, ale medytacje. Poza tym przeszłam na wegetarianizm i to też sprawia, że lepiej się czuję w sensie nawet ideologiczno-mentalnym.
    Powodzenia! Wytrwałości!
    PS. przepiękne zdjęcie Ciebie, myślę że warto wysłać na konkurs fotograficzny! Trzymam kciuki! :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hey :) Bardzo Ci dziękuję. Chciałam tym tekstem pomóc, przekazać coś ważnego, pokazać, że każdy dźwiga swoją historię, że trzeba walczyć z całych sił o siebie, o swoje szczęście itp. Cieszę się, że uważasz, że ten tekst jest terapeutyczny. Bardzo mocno cię ściekam.

      Gratuluję przebudzenia, gratuluję całym sercem. Również żyję teraz bardziej na luzie i bardzo dokładnie staram się słuchać mojego serducha. Po chorobie postanowiłam zacząć wszystko od nowa, bo wiele się zmieniło. Staram się medytować, tak dużo ludzi mówi, że to pomocne. Idzie mi to opornie, ale się staram. Wiem, że powinnam medytować regularnie. Jeszcze muszę nad tym popracować. Słyszałam o Mindfulness, ale poczytam o tym dokładniej już dziś.:*

      Dziękuję za tak miłe słowa. Opinia na temat zdjęcia...ohhhh bardzo mnie uradowała. Muszę tylko poszukać odpowiedni konkurs fotograficzny. Dziękuję za motywację. Życzę Ci dużo zdrówka, spełnienia marzeń, wytrwałości i dużo wewnętrznej radości. :)

      Usuń
    2. Agnieszko, widać od razu jak pozytywne masz spojrzenie na wszystko, to podobno połowa sukcesu, ja też staram się tak podchodzić do wszystkiego! Wiem, że medytacja na początku jest ciężka (widziałaś film albo czytałaś książkę "Jedz, Módl się, Kochaj?"- polecam! film z Julią Roberts) a może pomoże Ci moja ulubiona medytacja : https://www.youtube.com/watch?v=Jdyg8jt0OQU (15 Minute All Chakra)ja patrzę sobie przez półprzymknięte powieki na kolejne etapy i kolory
      Co do konkursu- popatrz koniecznie! :))))) powodzenia!

      Usuń
    3. Ohhh uwielbiam "Jedz, módl się, kochaj". :)) Jestem ogromną fanką filmu, jak i książki. Czuje taką magię, taką duchowość i mądrość z tej opowieści. Film pełen zycia. Naprawdę uwielbiam. Filmik zaraz zobaczę. Chciałabym medytować tak, jak to powinno wyglądać. Jesteś tak miła. Dziękuję. Uwielbiam takie osoby. Bardzo się cieszę, że Cię poznaję i możliwe, że będę się powtarzać, ale w relacjach ja zwyczajnie mówię, piszę, co czuję. hehe

      Bardzo mocno Cię pozdrawiam. Jesteś pięknym człowiekiem. :)

      Usuń
    4. I vice versa Agnieszko :))))))))

      Usuń
  8. Ten tekst jest... poruszający. Nie wiem, jak go skomentować, może napiszę tylko, że jesteś MEGA POZYTYWNĄ osobą i podziwiam nieodmiennie Twoją siłę do walki. To po prostu coś wspaniałego, jak możesz zainspirować tym innych ludzi! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Krótka wiadomość, a tak mnie cieszy !!! Ja znów nie wiem jak podziękować, ale musisz wiedzieć, że ja naprawdę jestem wdzięczna, oczy mam przeszklone. Troszkę bałam się to opublikować, nie wiem dlaczego. Przyjaciółka jednak nie pozwoliła mi na lęk. :)

    Zaczynam teraz budować swoje życie na nowo. Tak dużo się we mnie zmieniło. Codziennie boję się, że choroba powróci, ale z drugiej strony każdego dnia walczę o siebie, o to, by cieszyć się każdym dniem. Zawsze w nocy pytam siebie, co mnie uszczęśliwiło. Często znajduję dużo więcej pozytywów, niż się spodziewam. Może dlatego, że odkryłam jak mało mi potrzeba do szczęścia. Napisałaś, że mogę zainspirować innych ludzi...poruszyło mnie to. Mam taką nadzieję. :)

    Nie mam szans opisać słowami mojej wdzięczności. Pozdrawiam Cię serdecznie, przesyłam dużo miłości i życzę zdrówka. :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś Wielka!
    Kobieta, która była Twoją szefową jest malutka, bardzo malutka.
    Tak trzymaj i nie odpuszczaj, nigdy...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajjj dziękuję droga Jolanto. :* Jak bardzo takie słowa dodają siły i wiary.

      Idę wolno, ale idę i cieszę się moją drogą, mimo że dla wielu idę za wolno. Tak się cieszę, że poznaję tu tyle pięknych duszyczek. Dziękuję za obecność, za ogrom wsparcia. Życzę Ci, co najlepsze, tak bez okazji. Po prostu życzę.

      Pozdrawiam, ściskam i przesyłam duży uśmiech, którym mnie obdarowałaś!!! :)))

      Usuń
  11. "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni..."
    Zostałaś Aguś potwornie wykorzystana przez niegodziwą szefową.
    Jestem dyrektorem od 26 lat i zawsze tak traktuję ludzi, jakbym chciała by traktowano moje dzieci, naprawdę się da, to nic, że złośliwi podwładni wiele razy wykorzystali moją dobroć, wiem o tym i nadal tak robię, wolę mieć spokojne sumienie.
    Podziwiam Cię. Jeśli masz ochotę na poezję, to podaj mi swój adres na basia.olesno@gmail.com a wyślę Ci tomik. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam dopiero 56 lat:-)))) robię różne śmieszne rzeczy, ale jeśli dożyję 70- będę skakać po kałuży- jak dam radę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu nie powiedziałabym, że masz 56 lat. Totalnie mnie zszokowałaś. WYGLĄDASZ DUŻO MŁODZIEJ !!! Taka szefowa to skarb. Pracować chce. Nieszczęśliwy, niedoceniany pracownik nie da z siebie tyle, ile mógłby, albo da, ale się wyniszczy...

      E-mail już wysłałam. :)

      Ohhh cieszę się, że jesteś pełna życia. Mam nadzieję, że zobaczę Cię kiedyś skaczącą po kałuży i siebie również. hehehe :D

      Pozdrawiam serdecznie i podziwiam, że jesteś dobrą szefową, mimo że swoje doświadczasz. <3

      Pozdrawiam serdecznie. :*

      Usuń
  13. You're very strong woman, Aga! I would like to be as you are, because I have the knee illness as well and I know what is pain. It's happiness that you're surrounded by your family.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you dear Nadezda. You are strong. You have the knee illness but you are able to take care of your garden, you write blog and many more. I hope with your knee will be better. Wish you all the best!!! Yes, family love is so important.Lots of love for you.

      Usuń
  14. Twoje zdjęcia są bardzo oryginalne, porostu wspaniałe. Jesteś bardzo pozytywną osobą, pomimo, że tyle przeszłaś. Bardzo dobrze, że przelałaś swoje smutki na papier, więc na pewno poczułaś swego rodzaju ulgę. Twoja szefowa to okropne babsko, jakaś upośledzona psychicznie. Moja szefowa ma w sobie coś z Twojej, nie szanuje ludzi, często nimi pomiata i stosuje psychiczny terror, chociaż to państwowa firma. Większość ludzi boi się o swoją pracę, lub nie ma odwagi się jej przeciwstawić, bo z nią nie można normalnie porozmawiać, więc ma pole do popisu. Myślę, że do czasu bo szefem się tylko bywa.
    Pomimo swojej choroby, żyj jak najlepiej potrafisz, rób to na co masz ochotę, żeby Tobie było wspaniale, a nie ludziom, którym nigdy się nie dogodzi, bo wiele nie rozumieją i nie znają naszego życia. Niech każdego dnia świeci Ci słońce, a burze omijają.
    Wspaniale piszesz, z przyjemnością się czyta Twoje teksty, więc pisz, pisz, pisz...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumie takich ludzi, co tylko zasiądą na wyższym stanowisku, a już czują się jak Bóg... To babsko, o którym napisałaś, nie powinno być na takim stanowisku!!!! Ileż razy można powtarzać, że szczęśliwszy pracownik to lepszy pracownik.

      Staram się być silna każdego dnia. Czasami jest mi bardzo ciężko, ale przecież każdy dzień się liczy, wiec każdego staram się o poczucie szczęścia. Dziś ty mi je podarowałaś. Dzień zaczął się dość smutnawo, ale to, co mi napisałaś, dało mi poczucie radości, wiec dzień już nie jest stracony!!!

      Dziękuję za każde słowo. Nie żyję już tak, jak inni oczekują. Żyję tak, by czuć się dobrze z tym, co robię. Ludzie nie rozumieją. Choć jak widzę tu, znajdują się perełki, które wszystko dokładnie rozumieją.

      Życzę Ci dużo zdrówka, dużo miłości, radości, spełnienia marzeń. Cieszę się, że lubisz moje zdjęcia i teksty. Bardzo mnie zmotywowałaś. Duży uścisk dla Ciebie. :) :*

      Usuń
  15. Tak to jest, że są wokół nas Wampiry Energetyczne, które wyciągają z nas wszystko a nawet więcej. Ciężko się uwolnić z takich relacji, bo o tym, ze człowiek dał się zmanipulować dowiadujemy się bardzo późno. Ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale. Dobrze, że masz ten etap życia za sobą. Życzę Ci dużo zdrówka i siły by zacząć od nowa. Pamiętaj, nie trzeba rozpamiętywać i pielęgnować w sobie bolących wspomnień, ale warto o nich pamiętać w kontekście " nauczki", takiej tylko dla siebie, by uniknąć w przyszłości ewentualnej powtórki. Ściskam Cię bardzo serdecznie.
    P.S. Masz bardzo ładna buźkę i takie fajne światełko bije z Twoich oczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację. Bardzo otworzyły mi się oczy po całym tym ciężkim okresie. Nie pozwolę już na takie coś. Staram się skupiać na teraźniejszości, tak jak mówisz, nie warto rozpamiętywać, tylko brać lekcje z dawnych czasów. Teraz jest czas na budowę mojego życia, tak jak ja chcę, a nie tak jak inni chcą. Dziękuję za miłe słowa, za całe wsparcie. Pozdrawiam Cię serdecznie, śle moc uścisków. :)))

      Usuń
  16. Agnieszko, z prawdziwym wzruszeniem przeczytałam to co napisałaś <3 Jesteś naprawdę mądrym człowiekiem. Los nam zsyła krzyże, które musimy dźwigać, nikt nigdy nie wie co go spotka. Najważniejsze, to podnieść się i iść dalej , mądrzejszym o życiową wiedzę i znacznie silniejszym. Bo prawdą jest, że ,, co nas nie zabije, to nas wzmocni,, Obyśmy tylko potrafili wyciągać z tego wnioski. I jeszcze , co bardzo ważne, trzeba cieszyć się każdą najmniejszą nawet chwilą, każdym drobiazgiem . I Ty to potrafisz <3
    Ściskam Cię serdecznie i życzę dużo słońca w życiu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh bardzo dziękuję. :* Tak los zsyła nam krzyże do dźwigania, ale tak jak piszesz, trzeba wstać, walczyć o siebie, o bliskich i cieszyć się tym, co się ma. Dzięki tej chorobie zrozumiałam, że wiele do szczęścia mi nie potrzeba, że mam prawo do własnej wersji szczęścia. Przecież każdy jest inny. Nie słucham już gadaniny osób, które lepiej niż ja wiedzą co da mi szczęście. Kiedyś żyłam pod innych, teraz żyję tak, jak serce mi podpowiada i tak powinno być.Zrozumiałam też, jak życie potrafi zaskoczyć i nie można niczego brać jako gwarancję.

      Całym serduchem dziękuję Ci za wsparcie Agnieszko.:) Pozdrawiam serdecznie. Wszystko, co NAJLEPSZE dla Ciebie. :)))

      Usuń
  17. Jakie to przygnębiające... chodzi mi o ten wyzysk, o ten brak szacunku do drugiego człowieka, a tę zachłanność i cwaniactwo. Bardzo przygnębiające, że młoda, chętna osoba do pracy, pełna zapału przeżywa taki koszmar :( Nie rozumiem tego...
    Bardzo mocno Cię ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cwaniactwo jest teraz tak powszechne...masakra. Również tego nie rozumiem. Przynajmniej jestem teraz silniejsza.

      Dziękuję za tyle miłych słów.

      Bardzo mocno cię ściskam. Miłego dnia. :))

      Usuń
  18. jeny co za zołza, mam nadzieję że po Twoim odejściu zrozumiała co się wydarzyło... jak bardzo Cię skrzywdziła - choć takie nie zrozumieją i zastanawiam się ile osób musiała zatrudnić na Twoje miejsce, na moje miejsce w ostatniej pracy szef zatrudnił 2 osoby... ale za ciebie to chociaż ze 4... mówi się że co cię nie zabije to cię wzmocni, ale to wszystko mogło bardzo dużo Cię kosztować, cieszę się że wracasz, wracasz do zdrowia i leczysz duszę i wierzę że kiedyś to wszystko będzie już tylko przykrym wspomnieniem
    pozdrawiamy serdecznie razem Gabim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia czy zrozumiała. Nigdy nie dała mi tego odczuć. Ona żyje swoim życiem i jak widzę bardzo jej się powodzi. Niech będzie szczęśliwa. Ja buduję wszystko na nowo z bardziej otwartym umysłem.

      Tak masz rację, ja również leczę duszę. Nie jest to łatwe, ale powoli idę do przodu. Nie pozwalam, by ktokolwiek mnie poganiał. Presja wszystko psuje. Mam również spore lęki, że choroba powróci. Ona potrafi pojawić się z dnia na dzień. Teraz jednak staram się już tyle o tym nie myśleć i cieszyć się danym dniem. Dziękuję za wsparcie.:*

      Bardzo serdecznie Was pozdrawiam. Podziwiam Waszą siłę. Duży uścisk dla Was. Proszę pozdrowić Gabrysia. :))

      Usuń
  19. Już wczoraj przeczytałam Twój post ale burza przepędziła mnie od komputera:)))Przeczytałam i bardzo sie wzruszyłam.Jesteś niesamowitą i bardzo silną osobą:)))niestety są wokół nas ludzie którzy wykorzystują a wręcz chcą wyssać z nas całą siłę i energię.Ale na szczęście są i też tacy na których zawsze możemy liczyć,dają nam moc i wsparcie:)))Pozdrawiam serdecznie i z całego serca siły i zdrowia życzę:))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my tu tak potrzebujemy deszczu.:) Oby wreszcie popadało. Dziękuję droga Reniu za tak ciepłe słowa. Bardzo staram się być silna. Pewnie jeszcze nie raz nie dwa zawiodę się na kimś, ale teraz jestem o wiele silniejsza. Bardziej znam swoją wartość. Walka z chorobą mnie tego nauczyła. Zrozumiałam, że mam prawo do własnej wersji szczęścia i nieważne jak bardzo ona odbiega od ogółu. Dlatego też postanowiłam wszystko zbudować od nowa. Pod siebie nie pod innych. Tylko tak mogę być szczęśliwa i tylko tak będę umiała podarować szczęście innym.

      Dziękuję za wsparcie. Również zdrówka życzę, wszystkiego, co najlepsze. :))

      Usuń
  20. Nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. To niezwykle trudna i bolesna lekcja podarowała Ci nowe życie,nowe spojrzenie, nową siłę i nową wrażliwość. Jestem przekonana, że życie jeszcze Ci się pięknie ułoży. Bo serce masz dobre i bardzo czyste.
    Dużo szczęścia Ci życzę! :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie słowa normalnie doprowadzają moje oczy do przeszklenia i za to dziękuję. Takie słowa dodają mi wiary i siły. Masz rację nic nie dzieje się bez przyczyny, a ja sama bardzo się przebudziłam.

    Jestem Ci bardzo wdzięczna za Twoje słowa. Życzę Ci, co najlepsze, dużo zdrówka, miłości, radochy w sercu i dziękuje za podarowanie mi wiary w lepsze jutro!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Trzymaj się kochana, nawet nie wiesz jak Cię rozumiem, bo sama żyję z pewną chorobą, która odwróciła moje życie w ciągu jednego dnia o 180 stopni. Od ponad 4 lat każdy mój dzień to walka o mniejszy ból, z którym żyję. Nie zrozumie tego nikt kto z chronicznym bólem nigdy nie miał doczynienia... Obecnie też udało mi się zrobić krok naprzód i powoli znów odważyłam się sięgnąć po swoje marzenia, pożyjemy, zobaczymy na ile moja choroba mi pozwoli.
    Ściskam na odległość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ohhh ty również. :( Podziwiam Cię bardzo. Walczysz codziennie z tą chorobą i walczysz o szczęście. Takich ludzi najbardziej podziwiam. Zgadzam się, że nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył czegoś podobnego. Ból czujemy tylko my, co przeżywamy w środku, tak naprawdę wiemy tylko my, ile nas kosztuje walka, wiemy tylko my. Nie można poganiać. Ja byłam poganiana i strasznie mi to siadało na psychikę. Dziękuję, że napisałaś mi o tym. Będę wspierać tak, jak i ty mnie wspierasz.

      Oby choroba pozwoliła Ci na jak najwięcej i oby siła do walki o siebie w Tobie rosła.

      Bardzo mocno ściskam i wierzę. :*

      Usuń
  23. Genialny wpis. Nie musisz dziękowac za przeczytanie od poczatku do końca, bo trudno się było oderwać. Twoja historia jest mi o tyle bliska, że sama przeżyłam w życiu zawodowym wiele podobnych sytuacji. Pozdrawiam Cię ciepło i na pewno będę tu zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię serdecznie. :)

      Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że takich sytuacji już za dużo nie doświadczymy. Najlepiej wcale. hahaha ;)

      Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia. :)

      Usuń
  24. Bardzo mi przykro, że musiałaś doświadczyć tak wielu trudów. Współczuję toksycznej szefowej, dobrze, że masz to już za sobą. Przyznam Ci się, że im jestem starsza, tym bardziej jestem rozczarowana większością ludzi. Rozczarowana brakiem empatii, egoizmem, utajoną zawiścią, brakiem wzajemnej życzliwości. Niesamowicie irytuje mnie też chęć wepchnięcia każdego w "typowe ramy społeczne" i krzywe spojrzenia w kierunku tych, którzy chcą iść inną drogą niż *wszyscy powinni*. Szufladkowanie. Osądzanie i ten cholerny brak taktu i wyczucia. Chcesz mieszkać z rodzicami, a oni z Tobą, masz do tego pełne prawo i nikomu nic do tego! Nie ma w tym NICZEGO złego! "Ludzie się mnie pytają: 'gdzie pracujesz?' Nigdzie, szukam aktywnie. Zapytaj, co lubię robić, zapytaj, co sprawia mi radość." Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Nienawidzę wprost, kiedy ludzie zaczynają rozmowę ze mną od tego pytania - a jest to nagminne. Nie rozumiem, dlaczego ludzie, zamiast ze sobą współpracować, atakują się nawzajem (mam na myśli w utajony sposób). Komentarz pań z urzędu - poniżej jakiejkolwiek krytyki. Twój wpis wywołał we mnie całą gamę emocji, jak widzisz :D Życzę Ci zdrowia, siły (chociaż widać, że masz w sobie niemałe pokłady), wytrwałości i ufności. I przesyłam uśmiechy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz wywołał we mnie również ogrom emocji. Czytając go, poczułam się, jakbym znalazła bratnią duszę. Ja pod każdym Twoim zdaniem mogę się podpisać. Również, im jestem starsza, tym bardziej zawodzę się na ludziach. Więcej widzę, nie patrze już tak zamulonymi oczyma. Czasami mnie to dobija. Co chwile zawód. Ja wierzę w siłę dobrych ludzi. Zdaję sobie sprawę, że strasznie ciężko takich znaleźć. Coraz ciężej. Jestem już bardzo zmęczona tym pytaniem na wstępie 'gdzie pracujesz?'. Tak jakby praca wszystko o mnie mówiła, a przecież tak nie jest. Bardzo męczy mnie, kiedy ktoś nazywa mnie przyjacielem za szybko, oczywiście nie interesując się mną, a tylko sobą. Rozmowy wśród młodych, z którymi piszę, wyglądają tak: Hey co tam? Dobrze. A u Ciebie? Dobrze. Jak tam Twój dzień....i cisza. Rozmową tego nie potrafię nazwać. Brak mi tej serdeczności, tej wzajemnej troski, rozmów na przeróżne tematy, wzajemnego zrozumienia. Bardzo mi tego brak. Ludzie, większość niestety, nie rozumie tych, co postanowili żyć po swojemu. Nie potrafią zrozumieć, kiedy powiem na głos, że nie piję alkoholu, kobiety się krzywią, kiedy usłyszą, że się nie maluję, zwyczajnie czuję się dobrze tak, jak wyglądam. Nie przeszkadzają mi zmarszczki ani brak idealnej skóry. Nie chcę żyć pod innych, bo tam szczęścia nie znajdę. Ty mi się wydajesz normalnie taką perełką, nadzieją w moich oczach!!!!!!

      Ileż osób mnie zostawiło, ponieważ nie żyje tak, jak to powinnam w tym wieku, ile osób mnie męczy, ale olać ich.

      Nienawidzę fałszywych ludzi. Ten typ jest dla mnie najgorszy. Ja mam swoją wersję szczęścia. Czytając Twoje słowa, czułam się jakbym czytała sama siebie. Teraz kiedy mi to napisałaś, jeszcze bardziej cieszę się, że Cię poznaję. Nawet nie wiesz, ile Twoja osoba mi teraz wiary dała, bo nieważne czy znam tylko garstkę fajnych, dobrych ludzi (w moim przypadku, znam tylko garstkę), nie liczę, cieszę się tymi ludźmi.

      Dziękuję Ci za wszystko, co napisałaś. Serce normalnie mi mocniej zabiło. Baaaardzo mocno Cię ściekam, bardzo mocno Cię pozdrawiam i bardzo mocno się cieszę, że mogę Cię poznawać. <3

      Usuń
  25. Agnieszko bardzo ci współczuję tych ciężkich chwil jakie musiałaś przejść. Jak to mówią nawet największemu wrogowi bym nie życzyła takich dramatów.
    Najbardziej straszne jest to iż choroba powaliła cię na tak długo ale dałaś radę i wyszłaś z tego, żyjesz aktywnie na tyle ile możesz, walczysz nie poddajesz się.
    Co do szefowej to hm częściowo sama jesteś sobie winna-nie zozum mnie źle mówię tak bo byłam podobnej sytuacji i zmądrzałam dopiero o długim czasie. Z tym że ja miałam faceta który gdy poprosił aby zrobić coś za niego to zrobiłam. Ja za niego wpuściłam ludzi do budynku na zebrania i pozamykałam za nimi a nie byłam od tego. Ja niejednokrotnie dźwigałam stoły krzesła, głośniki, gitary. Wspinałam się 4 m na wysokości aby zasłony zapiąć a on po godz powiedział że trzeba wziąść inne powiesić. Nawet we wrześniu gdy miałam już spory brzuszek weszłam powiesić w jego gabinecie nowe firany bo miał ktoś przyjechać. Dopiero kiedy odeszłam w październiku i siedzę teraz w domu odżyłam nie płaczę nieraz bo mnie wszystko boli po ciężkim dniu. I dopiero teraz zrozumiałam jak głupia byłam że się nie postawiłam. Wiem że dziś dziewczyna która jest po mnie nie robi połowy tych rzeczy co ja. Trudno było minęło-a powiem szczerze że miałam nadzieję ze po pięciu latach w dniu odejścia chociaż kwiatka na pożegnanie dostanę-dostałam to narazie, trzymaj się i zagladaj-ja naiwna.
    Najgorzej jest pokazać komuś ile można zrobić wtedy wszyscy wykorzystają taką osobę.
    Życzę ci abyś w przyszłości trafiła na lepsze szefostwo, myślę że nie popełnisz ani ty ani ja już takich wpadek. Musimy się szanować bo ci na wyższych stołkach mają nas w nosie i szybko o tych naszych nadskakiwaniach wokół nich zapominają. A nade wszystko życzę ci zawsze uśmiechu na twarzy i zdrówka bo ono najważniejsze.
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, obie popełniłyśmy błąd, ale wierzę, że musiałyśmy go popełnić, by coś zrozumieć. W życiu nie dam sobą już tak pomiatać!!!!Ja rozmawiałam z szefową i to nie raz, ale niestety nie postawiłam się. Teraz jestem dużo silniejszą osobą. Choroba mnie tego nauczyła. Jest ze mną cały czas i sprawia, że staję się silniejsza dzień po dniu. Przykro mi, że również miałaś takie szefostwo. Myślę, że i ty nie popełnisz już tego błędu. Twoje słowa na to wskazują. Życzę Ci dużo radości, dużo szczęścia, zdrowia bez którego no bardzo ciężko, dużo miłości.

      Pozdrawiam cieplutko. :)

      Usuń
  26. Jeśli chodzi o szefową, to ręce opadają. Niestety jest wiele takich osób, którym woda sodowa uderza do głowy ...
    Niestety są też takie osoby jak my ... Zrobią wszystko żeby ta druga osoba była zadowolona i żeby czasem nie było jej przykro ... (Często mama mi mówi żebym coś powiedziała czy zrobiła ale ja, niektóre rzeczy wolę przemilczeć, bo po co się kłócić. Na szczęście różki też niekiedy potrafię pokazać każdy jednak ma swoje granice. Dobrze, że i Ty swoje znalazłaś szkoda tylko, że z taką otoczką ...).

    Nie wiem na co chorowałaś i nie próbuję sobie nawet wyobrazić tego co przeszłaś czy czułaś. Choć i ja miewałam bóle przez, które nie mogłam iść czy się obrócić na łóżku. Jednak w moim przypadku jest, to dyskopatia lędźwiowa i często bóle wynikają z mojego zaniedbania ...
    Moja siostra zaś już dwa razy brała sterydy i wiem, że potrafią zrobić armagedon w ciele i na duszy ...

    Najważniejsze jednak, że się nie poddałaś. Podziwiam Cię za, to. Widać, że jesteś teraz bardzo wrażliwą kobietą o dobrym sercu jednak wydaje mi się, że byłaś też taka i wcześniej.
    Cieszę się, że myślisz pozytywnie, a że ludzie gadają ... Zawsze gadali i będą gadać najczęściej z zawiści albo z braku zajęcia ... Nie przejmuj się nimi i żyj tak żebyś była szczęśliwa.
    Mieszkasz z rodzicami i co z tego. Wręcz masz wielkie szczęście, że masz taką możliwość i miałaś od nich wielkie wsparcie w najtrudniejszym okresie Twojego życia. Miłość ... miłość też na pewno przyjdzie. Teraz po prostu będziesz mieć na nią czas i ochotę :).

    Agnieszko wszystkiego dobrego i do zobaczenia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się wzruszyłam. Czasami spotykam tak dużo pustych ludzi, czasami mnie to wręcz dobija. Wiem, że są perełki. Ty nią jesteś!!! Choroba będzie ze mną zawsze i przez to zapomnieć się nie da. Lęk też pozostanie, ale już innego rodzaju, ponieważ walka o zdrowie, o siebie stała się najważniejsza. Ja już mówię na głos co mi nie pasi, nawet jeśli ktoś mi nie odpowiada. Nie mam siły już na pierdoły, puste relacje czy życie, by sobie tylko żyć, by jakoś przeżyć. Choroba mnie przebudziła. Moim celem jest wyjechać z miasta. Nie mogę już go znieść. Jestem bardzo szczera i mam nadzieję, że to docenisz. Doceniam Żory, ale stały się mi tak obce. Wychodzę to tu, to tam i nic się nie dzieje. Zrozumiałam, że muszę wyjechać i znaleźć swój dom, bo tu on nie jest. Jakoś tak, wylewam się przed Tobą. Może dlatego, że czuję, iż mogę. Już nie pozwalam sobie, by ktoś mi życie układał. Nie chcę żyć tak typowo, praca-dom. No nie dla mnie takie życie. W Żorach brak mi tego wow, za spokojnie, zbyt przewidywalnie. Rozumie, że Tobie może tu być cudownie, no ale mi nie. Bardzo mi przykro, że i ty i siostra macie problemy zdrowotne. Sterydy to koszmar. Obyście zdrowe były. Proszę, dbaj o siebie, bez zdrowia jest bardzo źle, jak wiesz. Jedna choroba lubi drugą, a potem łączą się w jedność i zaczyna się cierpienie niemiłosierne. Zawsze dbaj o siebie. Twoje słowa dały mi radość, dały wiarę. Kiedyś wstydziłam się mówić, że mieszkam z rodzicami, ale to przecież nic takiego. Każdy idzie swoją drogą, moja nie jest typowa i git, może przez to jest ciekawsza. Uwielbiam takie osoby jak ty, nie oceniają, wspierają. Ależ się rozpisałam i to o wszystkim naraz. hehe Ja już tak mam, jak czuję, że mogę komuś się zwierzyć, to to robię. Bardzo mocno Cię pozdrawiam. Jak się spotkamy, to mocno uściskam. Miłego dnia. Mam nadzieję, że popada. Moje kwiaty wręcz tego pragną, ja też. :))) Dużo zdrowia, miłości i czystej radości dla Ciebie i Twoich bliskich. <3

      Usuń
  27. Matko jedyna ! Czytałam z zapartym tchem i ze łzami w oczach !! Ze mną było tak samo , do tego miałam rodzinę , małe dzieci , które totalnie zaniedbywałam . I wiesz co mi wysiadło ... nerwy ! Przez rok tułałam się po lekarzach , bo ból głowy i karku był nie do wytrzymania , wyłam z bólu ! A lekarze wysłali mnie do psychiatry !!
    Po roku trafiłam na profesora , który dopiero oświecił mnie , że mam zapalenie nerwów spowodowane długotrwałym stresem . Jestem po 3 zabiegach na głowę , siedzę w domu i nareszcie doceniam co jest w życiu najważniejsze : ZDROWIE I RODZINA :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh Boziu... Tak mi przykro. Choć pewnie tak, jak ja czujesz, że się przebudziłaś. Co to za lekarze. Sami niech idą do psychiatry na leczenie. Znam takich lekarzy. Ręce opadają. Cieszę się, że znalazłaś perełke wśród mułu. Ohhh aż trzy zabiegi. Jest już dobrze? Stres, nerwy to nasz największy wróg. Jesteś silną kobietą!!! PODZIWIAM!!! Zgadzam się z tym, co jest najważniejsze. Może musiałyśmy zachorować, by szerzej oczy otworzyć.Całym sercem życzę Ci zdrowia i dużo czystej miłości. Wszystko co najlepsze dla Ciebie i Twojej rodziny.:*

      Usuń
    2. Tak czuję się jak po przebudzeniu . Może rzeczywiście musiała przyjść choroba , aby spojrzeć na siebie i świat inaczej , głębiej ?

      Usuń
    3. Tak myślę. Ja przez wiele lat pozwalałam, by inni decydowali za mnie. Słuchałam jak to powinnam żyć. Teraz juz słucham serca i jest o niebo lepiej.Zrozumiałam co jest ważne w życiu i ile mam w sobie siły. Zresztą wiele się zmieniło i nadal zmienia.:))Teraz żyję pod siebie, nie pod innych!!!:)

      Usuń
  28. Jesteś bardzo mądrą, młoda osobą. Pewnie choroba sprawiła, że trochę inaczej spoglądasz na różne sprawy, ale myślę, że jesteś osobą ciepłą, wrażliwą i pełną energii. Ten potencjał po prostu w Tobie jest - bez względu na chorobę. Tak myślę, nie chcę Cię urazić. Czasem też myślę, dlaczego tak jest, że człowiek musi doświadczyć czegoś okrutnego, np. choroby, żeby mógł spojrzeć na świat i ludzi inaczej? Przeżyłam już prawie pół wieku i doszłam do podobnych wniosków : trzeba cieszyć się życiem, nie oglądać się na innych ani też ich nie oceniać. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa. Ja chyba musiałam zrozumieć swoją wartość i siłę. Przed chorobą miałam z tym spore problemy. Nadal nad tym pracuję, ale jest dużo lepiej.:) Musiałam też zrozumieć, że mam prawo do własnej wersji szczęścia. Choroba zawsze będzie, ale ile jej zawdzięczam. Kiedyś kolega, który ma autyzm, powiedział mi: ' Cieszę się z tego, że jestem inny, patrze na świat inaczej'. On widzi świat inaczej i to jest fakt, widzi lepiej niż nie jedna zdrowa osoba. W jakiś sposób pokochałam swoją chorobę.
      Pozdrawiam Cię, dużo zdrówka i radości. Dziękuję.:)

      Usuń
  29. Pamiętam gdy zaczynałam swoją pracę wiele lat temu. Usłyszałam wtedy od wujka "pamiętaj w pracy nie ma przyjaźni". Pomyślałam sobie "a co Ty tam wiesz". Po latach wiem, że to prawda. Wiem jak to jest gdy nagle okazuje się, że nikt nie staje po twojej stronie tylko widzi czubek własnego nosa. Zdziwienie ścina z nóg. Już nie słucham słów tylko patrzę na czyny. Powiedzieć można wszystko... Smutna, ale ważna nauka, taka na całe
    życie. Ja też nie żyję według przyjętego schematu i nawet nie wiesz jak to ludzi boli :-)
    Bo oni zamiast zmienić na lepsze coś we własnym życiu, wolą aby tobie się nie udało... "Modlitwa Polaka" z Dnia Świra wciąż aktualna. Nie daj się i żyj po swojemu. Tylko Ty wiesz co dla Ciebie jest najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh dziękuję. Tyle pięknych, motywujących słów, tyle mądrości. Ja również patrzę już tylko i wyłącznie na czyny. Ludzie bardzo lubią gadać, bardzo łatwo jest powiedzieć, ciężko zrobić. Dziękuję Ci za tyle mądrych słów. Poczułam ogrom wsparcia i zrozumienia. Tak, żyję i będę żyć po swojemu i mega się cieszę, że ty również to robisz. Taaaa ludzi to boli... Olać to. :D Wiele razy się przekonałam, jak moje upadki cieszą innych, sukcesy jakoś już mniej. hahaha

      Bardzo mocno Cię pozdrawiam. Bardzo dziękuję Ci za Twoją wiadomość. Ślę duży uścisk. Wszystko, co najlepsze dla Ciebie i Twoich bliskich. <3

      Usuń