niedziela, 4 lutego 2018

Wyprawa w mrok. 👻👀



Witajcie kochani. Luty już nastał. Czas bardzo szybko przemija. Chwytajmy każdą chwilę. Nie biegajmy, bo życie to nie ciągły wyścig. W biegu nie można wszystkiego dojrzeć. Zamiast tego celebrujmy kolację, cieszmy się bliskością drugiej osoby, zatopmy się w pięknie zachodzącego słońca.
Tym optymistycznym akcentem Was witam, a teraz zabieram Was w mrok. Możecie się już bać. Spójrzcie na te trzy zombiaki.



Oni zabiorą Was w ciemne krainy tego świata. Na pewno nie znacie tego miejsca, na pewno odkryjecie z nami, coś nowego, czegoś, czego nigdy Wasze oczy nie widziały.

Zapraszamy do Wieliczki. 😆



Wycieczkę zaproponowała moja kochana przyjaciółka. W ramach jej urodzin postanowiliśmy zobaczyć, coś nowego. Nas w Wieliczce jeszcze nie było, to też się tam wybraliśmy. Jeszcze Wam, nie napisałam, kim jest ten zacny mężczyzna na zdjęciu powyżej, jeden z zombiaków. To brat Sylwinki, Jarek. Z Nim to zawsze jest wesoło.

Jechaliśmy autem, które przepełniały śmiechy. Jarek opowiadał nam różne zabawne historie. Przejeżdżamy obok łąki pełnej krecich kopców. Nagle Jarek wystrzelił taki tekst: ' Chcecie, to się tu zatrzymam. Będziecie miały wakacje na Krecie'. buhahaha
Normalnie wybuchłyśmy śmiechem. Nie ma to, jak dobre towarzystwo.




Pierwszym naszym przystankiem był Zamek Żupny. Niezbyt czułam się tam, jak w zamku, ale miło wspominam. Szkoda tylko, że wszystko niemal było pozamykane. Zrobiłam dla Was parę zdjęć. Wiem, że mam tu fanów takich miejsc oraz staroci.















Wychodząc z zamku, weszliśmy w park. Przystanęłam. Sylwinka spytała, co ja robię. No, a ja pełna podziwu robiłam zdjęcie drzewka, zachwycając się cieniem, jakie rzuca na ścianę.





Wejście do kopalni mieliśmy zarezerwowane na godzinę 13:30. Zostało nam jeszcze sporo czasu. Postanowiliśmy przejść się na rynek. Stało się! Kochani, poznałam wymarzonego faceta. Ideał. Spójrzcie.



Sylwii też się poszczęściło.



Wypiliśmy jeszcze ciepłe napoje i nieświadomi, że kopalnia jest zaledwie parę kroków od zamku, weszliśmy do auta, jeżdżąc wkoło centrum. ha ha ha



Znaleźliśmy pierwszy parking, już zamierzamy płacić, nagle facet mówi: ' Opłata stała, 20 złotych'... Jarek to twardy człek powiedział, że tyle nie zapłaci i pojechaliśmy sobie. Nie nabierajcie się, jest tam sporo bezpłatnych, bądź zwyczajnie tańszych parkingów. Z tego względu, że był weekend, nam udało się znaleźć bezpłatny i to bardzo blisko miejsca docelowego.



No, a teraz wybieramy się w obiecany mrok. Przecież nie zawsze jest jasno i kolorowo. Jednak w mroku często znajdują się najważniejsze z lekcji życia.



Moje pierwsze wrażenie: Eee, coś mi nudno, to nic takiego...
Jednak patrząc z perspektywy czasu, jednak zagłębiając się bardziej w to miejsce, uważam inaczej. Skoki temperatury nieźle dawały mi w kość. Na początku szłam równo z grupą, a potem...na końcu. Wszystkie osoby a aparatami szły na końcu. Byłam ja i trzech panów. Każdy zerkał na siebie nawzajem. Ja robię zdjęcie rury i zaraz inni robią zdjęcie rury, jeden pan robi zdjęcie ściany i ja robię zdjęcie ściany. hehe







Doszliśmy do tej, jakże znanej sali. Sylwia zaczyna się rozglądać. Podchodzi do Jarka. GDZIE JEST AGA...
No, a Aga robiła zdjęcia, stojąc na schodach. Zawsze jednak w bezpiecznej odległości, zawsze z kimś.



Powiem Wam, że jak wróciłam do domu i zobaczyłam  fotki z tej wycieczki, to było jedno wielkie:                  O BOZIU...CÓŻ TO JEST...ZGROZA... hahaha
Nie mam super aparatu, nic nie widziałam na ekranie, ale coś udało się uchwycić.



Niezłe wrażenie robi ta sala. Jestem pewna, że  koncert w takiej sali, jak ta u dołu jest niesamowitym przeżyciem...no i ta akustyka.



Zwiedzanie tak innego, fantazyjnego miejsca to niezapomniane przeżycie. Nieźle się nachodziliśmy, ale było warto.






Jadąc do góry windą, czułam niemałe  przerażenie. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia. Byłam zbyt zajęta wyobrażaniem sobie możliwie najgorszych scenariuszy. Też tak macie? Ja zawsze wchodząc do windy, wyobrażam sobie czarne scenariusze. Aj ta rozbuchana wyobraźnia...😄

Zakończę ten post jak zawsze niemałych rozmiarów.
Spójrzcie jeszcze na te dwie mordki. Wspaniałe. Dziękuję za wspólnie spędzony czas. 



Mam nadzieję, że miło się z nami bawiliście.

Do następnego. Na końcu jeszcze 'Dom Grozy'. 😈

















poniedziałek, 15 stycznia 2018

Marzenia, cele, wiara. 🎆



Jak to się mówi: 'Nowy rok, nowy początek'. Ja znów myślę nieco inaczej. Nowy dzień, nowy początek. Każda chwila może oznaczać początek czegoś nowego. Każda sekunda ma przecież znaczenie. Dlatego też nie postanowiłam czekać do pierwszego stycznia i wzięłam się za siebie znacznie wcześniej. Napisałam do siebie bardzo szczery list, spisałam cele, marzenia i zaczęłam realizować. Czym 1 stycznia różni się od 17 października?... 😜
Zapraszam na nowy post. 


🙝

Niemal wszyscy robią noworoczne postanowienia. Ja stworzyłam listę rzeczy, które pragnę zrobić całym sercem. Pamiętacie, jak pisałam, że spotkała mnie bardzo duża przykrość? Pewnie wielu z Was wie, jak to jest, kiedy ufacie komuś całym sercem, a tu BOOM. Człowiek zawodzi się na całej linii. Najpierw był szał, potem łzy, znów szał i burza mózgu. Dlaczego, co właściwie się stało? Nie wiem.



Nagle ta cała złość, zawiedzenie przeistaczają się w siłę. Nie zdaję sobie na początku z tego sprawy. Teraz już tak. Zraniono, okłamano, poniżono mnie tak bardzo. Pękłam, coś we mnie pękło.
Poczułam siłę jak nigdy. Teraz w duchu dziękuję za tę sytuację. Czasami musi spotkać nas coś takiego dla wyższego dobra. Czyny i słowa tego człowieka pewnie już zawsze ze mną pozostaną, i z jednej strony dziękuję mu za to. Nieświadomie wiele mi podarował.
Koniec z uzależnianiem szczęścia od innych! To ja odpowiadam za swoje życie. Ktoś się pojawia, ktoś znika. Postanowiłam walczyć o siebie, o bliskich, jak nigdy dotąd. Wiecie co, na razie całkiem dobrze mi to idzie.
Mam świadomość, że pewnie popełnię niejeden błąd, że będę pewnie miała gorsze dni. Jestem tylko człowiekiem, tylko i AŻ.

Wiem też, że nie można się poddawać. Choćbyśmy sami siebie zawiedli, nie może nas to zniechęcić. Liczy się każda chwila. Nie mam zamiaru 'psychopatycznie' skupiać się tylko na celach. :) Zobaczymy, co Bóg dla mnie  ma. Jak to pisała droga Jola z bloga http://dobregoodnia.blogspot.com Trzeba płynąć z nurtem rzeki. Postaram się wyciągać, jak najwięcej z życia, z tego, co ono mi przyniesie.

Chcę jednak podzielić się z Wami niektórymi z moich marzeń, celi na ten rok. Wiele z nich jest kontynuacją z zeszłego roku.



Oglądam, czytam Wasze blogi. W piękne miejsca mnie zabieracie. Serce zaczyna mi szybciej bić. Tak, ja pragnę odkrywać, zwiedzać, poznawać ludzi. Więc jeśli ktoś chciałby się kiedyś spotkać, to śmiało piszcie. :)
Marzę o podróżach bliskich i dalekich. Marzy mi się odwiedzić jakiś pałac. Pragnę wspiąć się na rekordową liczbę szczytów, zamoczyć stopy w morzu, usiąść na ławce w uroczej uliczce, gdzie muzykanci umilają dzień swoją muzyką. Pragnę oglądać gwiazdy,  siedząc na wzgórzu. Pragnę doświadczać życia najpiękniej, jak tylko potrafię. 



Piszecie mi, bym poszła w świat ze zdjęciami. Ja wiem, że jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale po co czekać... Mimo lęku chcę spróbować. Niestety ze mną jest taki problem, że nie potrafię się promować, ani nie wiem zbyt gdzie zapukać. Choć parę trików już mi podaliście, za co bardzo dziękuję.

Chcę, by mój angielski wszedł na wyższy poziom. Pracuję nad tym wytrwale. W tamtym roku miałam cel, nauczyć się języka włoskiego. Ależ podoba mi się ten język, a Włochy marzą mi się codziennie.
Nawaliłam po całości. Przyznaję. Nie zniechęciło mnie to wcale. Właśnie kończę drugą lekcję i nie mam zamiaru na tym poprzestawać!

Znów powstaje długi tekst. Och...nie umie jakoś pisać krótszych... By nie  przesadzić, napiszę Wam jeszcze tylko mój jeden cel na ten rok. Ćwiczę jogę z programem Yoga Zone. Jeśli ktoś chce spróbować, to wszystkie odcinki są po polsku na YouTube. 
Jogę ćwiczę od dawna. Jednak nigdy nie skończyłam tego kursu, a wiem, że jest dobry. W tamtym roku przerobiłam połowę kursu, w tym przerobię cały. 
Dla mnie fakt, że potrafię wiele pozycji (asan) jogi zrobić, jest błogosławieństwem. Nie stanę na głowie, czy rękach, ale się powyginam. Dotknę głową kolan. Mam chore stawy i dla mnie dotknięcie głową kolan, to jak skok na linie z najwyższego mostu świata. :D Joga zawsze mi pomaga, pomagała mi również, kiedy niemal nie mogłam się ruszać. Ćwiczyłam ledwie co, ale ćwiczyłam, aż  w końcu zaczęłam powoli ruszać się lepiej i lepiej. Nie można się poddawać. Pamiętam, choroba uzmysłowiła mi:
Nie wiem, czy mi się uda, ale mam wybór. Walczę bądź użalam się nad swoim stanem, obwiniam los i na tym się skupiam. Wybrałam wtedy walkę i już potem zawsze ją wybierałam. Teraz również. Nie wiem, czy uda mi się z fotografią, ale jedyną drogą, by się tego dowiedzieć, jest spróbowanie i to całym sercem.


Postaram się, już się staram żyć 'pełniej'. Każdego dnia zdarzają się jakieś cuda. Widzę ich coraz więcej. Walczę o siebie. To mój czas. Nie będę już uzależniać swojego szczęścia od innych. Ono jest we mnie, zaczynam je dostrzegać coraz wyraźniej. Jakież to piękne uczucie. Nawet nie wiecie, ile siły przypływa do mnie właśnie od Was.

Biorę to, co mam i staram się ' wycisnąć', ile tylko potrafię. Co z tego wyniknie, zobaczymy.

Do następnego kochani moi.





piątek, 29 grudnia 2017

Rodzinna wyprawa + Podsumowanie 2017 roku.



Witajcie moi drodzy. Zabieram Was dziś na wycieczkę. Przeglądałam Wasze blogi, tu Kraków, tam Kraków, no i u mnie to samo. he he
No cóż, poradzić, jest to miasto, które ma swoich wiernych fanów. Zapraszam do tego urokliwego miejsca, widzianego moimi oczami.

🙝



Co rok jeździmy rodzinnie na krakowski jarmark świąteczny. Oczywiście na tym się nie kończy. Jadąc gdzieś, ja zwyczajnie muszę zobaczyć tyle, ile się da, choćbym była w danym miejscu wiele razy, a nóż widelec, znajdę coś nowego.






W tym roku wycieczka była nieco inna, specjalna. Przed wyjazdem spotkała mnie wielka przykrość. Rodzinka bardzo przejmowała się moim stanem. Zrobili dla mnie to, co mogli najlepszego. Zabrali mnie w inny świat, okazali ogrom troski, płakali ze mną, jednak zrobili wszystko, bym nie poddała się smutkom.



Były oczywiście momenty, w których czułam, że zaraz wybuchnę płaczem i to na środku rynku, jednak oni otwierali mi oczy. Patrz! Przecież jesteś w Krakowie, z nami. Patrz na te widoki, spójrz na cudowną architekturę, słońce wychodzi zza chmur, spójrz, spójrz.
Nie jesteś sama, my jesteśmy. Kochamy Cię, rozumiemy. Razem pokonamy ból, razem też wstaniemy. Jesteśmy tu dla ciebie.



Nie mogło być inaczej. Choćbym czuła ból ściskający mi serce, musiałam starać się dla nich, dla ukochanej rodziny.
🙝










Słoneczko oświetlało Wawel, serce zaczęło odczuwać radość. Może jednak znów będzie dobrze, na pewno. Wiedziałam jedno, nie jestem i nie będę sama. Jest ciężko, nie ma, co zaprzeczać. Jest też pięknie, widzę tę troskę, czuję się bardzo kochana. Oni starają się dla mnie, ja staram się dla nich. Przecież na tym polega miłość.


Rok 2017 nie był dla mnie łatwym rokiem, a jego końcówka to chyba najgorsza, jaką pamiętam. Życie jednak już takie jest, raz dobrze, raz źle. Ważne, by skupiać się na tym, co dobre. Strata Dinka boli mnie cały czas i tak pozostanie, tęsknota pozostanie. Piękne wspomnienia również. Zapaliliśmy mu znicz na Pomniku Psa Dżoka. Był to ważny moment dla mojego brata i chciał, bym tu o tym wspomniała, tak też robię.


Zostałam publicznie ' wrzucona w błoto', zabolało. Choroby w tym roku atakowały mnie co chwilę, ALE koniec już zrzędzenia. Widzę, że odporność mi się poprawiła. Dzięki temu, że zostałam zbesztana za nic, wiele zrozumiałam. Już wstaję, już czuję się silniejsza. Zrozumiałam również, co mi już nie służy i jak chcę żyć.
Rok ten wiele mnie nauczył o sobie, o ludziach, o życiu. Więcej widzę, mam większą świadomość. Odbyłam wspaniałe wycieczki, to z mamą do Zakopanego, to z Sylwinką nad morze, co przedstawię Wam niebawem. Wiele pomniejszych wycieczek, które zawsze mnie radują.




Dzięki Wam również odkryłam nowe miejsca.
W tym roku przecież zaczęłam prowadzić bloga, który stał się moją pasją i motorem do działania, do walki o siebie i innych.

Kochani!

Ja tam mam nieco problem z wiarą w siebie. Nie spodziewałam się, że poznam tyle wspaniałych duszyczek. Jesteście taką moją rodziną. Szczerze, mi zawsze 'opada szczęka', kiedy czytam Wasze komentarze. Dajecie mi nie tylko szczęście, ale i wiarę. Wiarę w ludzi, a także wiarę w siebie, choć jeszcze nad tym pracuję. Ileż razy ratowaliście mnie nieświadomie od załamania. Ja za Was dziękuję codziennie. Chcę, byście wiedzieli, jak bardzo Was cenię i ile dobra mi dajecie. Jestem wdzięczna i dziękuję za całe to dobro i ciepło, którym mnie obdarowujecie. 



Piszę to późną nocą i czuję ogromną wdzięczność, no ogromną. Mam nadzieję, że też ją poczujecie.






Na koniec, wśród zdjęć pięknego, oświetlonego Krakowa, chcę życzyć Wam, by rok 2018 był dla Was rokiem wyjątkowym, by przepełniony był magią, którą będziecie wszędzie dostrzegać. Życzę Wam, by miłość najczystsza zawsze była z Wami, zdrowie dopisywało, a serce czuło radość najprawdziwszą. Wierzcie w swoje marzenia, walczcie o nie, o siebie. Nie poddawajcie się choćbyście upadli sto razy. Wierzę w Was.


DZIĘKUJĘ ZA WSPÓLNIE SPĘDZONY ROK.


Do następnego kochani. (oczywiście na końcu parę zdjęć, tak jakby ich zawsze za mało było haha)