poniedziałek, 9 października 2017

Niespodziewane zauroczenie. 🌆


Witajcie kochani. Miałam napisać ten post, jak wyzdrowieję, ale już mi tęskno. Choroba trzyma mnie już drugi tydzień, no ale ważne, że jest już znacznie lepiej.

Marzę, by wyjść i poczuć, mają ukochaną jesień. Jest to pora dla mnie bardzo magiczna. Parę dni temu, kiedy jeszcze kaszel nie dawał mi spokoju, spojrzałam przez okno. Słońce pięknie oświetlało fruwające wszędzie kolorowe liście.
Pomyślałam...OH  JAKA SZKODA- mina mi zrzedła. Po chwili jednak mnie olśniło. Może i przez okno, ale widzę te wszystkie barwy. Wszystko się zmieniło. Każdego dnia starałam i nadal się staram, by mimo choroby i faktu, że muszę siedzieć w domu, spędzić miło czas. Dużo czytam, dużo piszę, dużo rozmawiam z bliskimi, choć głównie pisząc, bo gardło nie takie... Postanowiłam zająć się przerabianiem zdjęć, co bardzo lubię. Teraz piszę do Was, a przyjaciółka zrobiła wszystko, aby podarować mi radość. Mój pokój mieni się barwami, pachnie łąką. Sylwia zrobiła bukiety, przyjeżdżała do mnie tak niespodziewanie, chciała mnie uścisnąć. Takie gesty są najpiękniejsze. 💕



Dziś przychodzę do Was z wycieczką, którą bardzo miło wspominam. Obawiam się, że zanudzam Was wyprawami, ale będą też i inne tematy.


Zapraszam.





Gdzie tu pojechać? Sylwia w Cieszynie jeszcze nie była. Zresztą ja byłam tylko raz bądź dwa i mało widziałam. Zdecydowanie za mało. Wybieramy więc Cieszyn. Przed nami tylko niecała godzina drogi busem. 🚌




Powiem Wam, że nie wiem zbyt, co pisać. Całą wycieczkę wspominam naprawdę fajnie, choć nic specjalnego się nie działo. Mam na myśli...nic takiego jak goniące nas psy, czy zagubienie w lesie. 

Pogoda była piękna. Oczywiście upał był zgroziczny. Czy on za mną musiał wszędzie chodzić...😅



Najpierw odwiedziłyśmy zamek. Były tam urokliwe miejsca wypoczynkowe przyozdobione kwiatami.










Huśtałyśmy się na pięknych białych huśtawkach. Rozmawiałyśmy o życiu. Sylwia przygotowała mrożone owoce. Było bardzo przyjemnie.












Następnie spacerkiem udałyśmy się na Most Przyjaźni, gdzie zapomniałam zrobić nam zdjęcia. Mam tylko te zgrane kaczki.😆




Robiło się coraz cieplej. Przypomniało mi się, że w mieście tym jest dzielnica o nazwie Cieszyńska Wenecja. Nie pokażę Wam jej w tym poście, tylko w następnym. Chcę tylko zaznaczyć, że  od momentu, kiedy weszłam w tę dzielnicę, poczułam prawdziwą magię przygody.



Cały Cieszyn bardzo miło mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że panuje tam taka fajna atmosfera.

Wiecie co...miałam tam kiedyś studiować muzykę w Instytucie Muzyki. Studiowałam jeden dzień. Tyle mi wystarczyło, by zrozumieć, że to nie dla mnie. Jestem dumna, że dostałam się na uczelnie. Świat muzyki, jednak nie jest dla Agi. Taka sobie mała ciekawostka o mnie. :)

Miasto to zachwyciło mnie swoją architekturą. Nawet nie wiecie, ile zdjęć tu nie pokazałam. hehe
Kolory przepiękne, budynki tak od siebie różne. Jest tam, co fotografować.









Akurat, kiedy przyszłyśmy na rynek, odbywały się koncerty.
My usiadłyśmy pod parasolką, w urokliwym miejscu z mrożoną herbatą, z sernikiem i ogromną ilością płynnej czekolady.




Muzyka przygrywała, gołębie stadami tańcowały na niebie, a my... rozmawiałyśmy o miłości.



Grał fajny zespół. Obie czułyśmy się dobrze. Na rynku również stały białe, drewniane huśtawki. Nie mogłyśmy sobie odmówić.

Takie dwie trzydziestojednoletnie kobitki huśtały się na całego, śpiewały, śmiały się z samego faktu, że huśtawka znajduje się już w innym miejscu niż z początku. O tak...huśtałyśmy się mocno.

Oto króciutkie wideo, które nagrałyśmy dla mojego hermano.


video


Kochani, zapraszam do Cieszyna. Mnie, jak już wspomniałam, to miasto bardzo miło zaskoczyło. Jest urokliwe i myślę, że będzie jeszcze piękniejsze. Dbają tam o to.



Nie jest to post pełen przygód, ale jest dla mnie ważny. Wycieczka ta dała mi prawdziwą radość. Zaskoczyło mnie, że tak dobrze się tam czuję. Patrzyłam na Sylwinkę i dziękowałam Bogu za tą Bratnią Duszę.


Choćby głowa Ci zwisała na łańcuchu. hahahaha

Kochana, oby jak najwięcej takich wypraw.



Na razie  moi drodzy. Do następnego. Dużo zdrówka.




piątek, 22 września 2017

Pożegnajmy wspólnie lato. 🙋🙌🙋🙌


W moim życiu ostatnio wiele się dzieje. Mętlik. Zastanawiałam się co tu napisać, czym się z Wami podzielić. Przypomniałam sobie, że mam parę wycieczek, o których miałam napisać już dawno, ale wyszło, jak wyszło.

Jakiś czas temu byłam na wyprawie rowerowej z najlepszym kompanem takich wypraw. Pamiętacie mojego brata nazywanego przeze mnie  hermano? Będzie to skromny post, ale wydaje mi się, że pasuje na koniec lata.

Zapraszam na wycieczkę rowerową po lasach, po polach.



Mieliśmy jechać w góry, jednak autobusy chyba zapomniały o istnieniu naszego miasta. Co począć? Chcemy gdzieś jechać. Wybraliśmy wycieczkę rowerową do Pszczyny, do której nie dojechaliśmy. Wbiegliśmy do domu, odłożyliśmy  sprzęt górski, znieśliśmy rowery i w drogę.



Plan był taki, że pojedziemy przez las. Spójrzcie, ależ pięknie wyglądamy. No modele pierwsza klasa. 😆



Nie minęło chyba nawet dziesięć minut jazdy i pojawiło się rozwidlenie dróg. No i co teraz? Gdzie są znaki? W prawo czy w lewo? Hmmm...droga w lewo wygląda bardziej kusząco. No to skręcamy właśnie w tę drogę. Robi się jakoś wąsko, las zaczyna przypominać prawdziwą dżunglę, droga jakaś taka niebezpieczna się zrobiła. No i co...no i oczywiście się zgubiliśmy. Przez kogo...przeze mnie.
Oferta dla Was: 
(Przepraszamy za jakość, no ale dopiero zaczynamy naszą zacną działalność.)



Taki mały żarcik. No, chyba że lubicie się gubić. 😏

Wylądowaliśmy tu.👇 Nawet nie wiecie, jak to blisko wszystko jest. Powrót do rozwidlenia może potrwał pięć minut.



No dobra, teraz jedziemy w prawo. Droga szersza, jest dobrze.
STAĆ! Cóż to tam jest...papuga? Biegam, szukam...nie znalazłam. Może to tylko moja rozbuchała wyobraźnia...

Z drogi leśnej wyjechaliśmy na asfalt. Robię szybkie foty, aż nagle hermano mi mówi, że jakiś ubrany na czarno facet nas obserwuje. Stał za drzewem. Patrzył na nas. My to mamy wyobraźnię pracującą na najwyższych obrotach. Mężczyzna się zbliża, my na pustkowiu, jesteśmy tylko my i on. Chyba wypadałoby uspokoić myśli bądź...uciekać najszybciej, jak się tylko da.
Myśli jednak uspokoiliśmy, pewnie dlatego, że zauważyliśmy, że to starszy pan zbierający grzyby. Wiem, jesteśmy dziwni. 👽👽

Lubimy odkrywać nowe miejsca, choć nie jestem pewna czy już nas tam kiedyś nie było. Kocham jazdę rowerową, często łączę ją ze śpiewem, czasem może za głośnym. Od ukochanego rocka po operę. Potrafię również witać się z różnymi zwierzętami spotykanymi po drodze. Kto mi zabroni. hehe




Życie trzeba doceniać. Wcale wiele do szczęścia nie potrzeba, trzeba tylko to zrozumieć. Pamiętajmy! Wiedzieć to nie to samo co ZROZUMIEĆ.




Spodobał mi się dach złoty, patrzymy, a to zaraz obok kościoła. Msza się skończyła i multum ludzi postanowiło przyglądać się Adze, jak lata z aparatem po parkingu. Może to nie Taj Mahal, no ale moje oczy zobaczyły coś nowego, coś ładnego. Tylko się cieszyć.









Chciałam jechać dalej, ale zdrówko zaczęło się nam obu buntować, trzeba wracać. 
Szybkie zdjątka dla Was.








No i my. Ja się przymilam, a hermano...no spójrzcie tylko, toż to zdjęcie powinno znaleźć się w jakimś magazynie modowym. 😜



W czasie całej tej wyprawy parę razy mijaliśmy dwie osoby. Właściwie to oni nas mijali, ponieważ zawsze, kiedy to robili, to ja stałam i robiłam fotki.



To chyba będzie jeden z krótszych postów, a może nie.
Przypomniało mi się coś. Spójrzcie na poniższe zdjęcia. Spokój, sielanka, jest przyjemnie. Taaa...jasne. Nagle słyszymy szczekanie, patrzymy w tył, a tam groźny pies zaczyna nas gonić. Biegł tak szybko. Dogonił Marcina. Krzyczę do niego, by się nie patrzył na psa i pedałował jakby nigdy nic. Zrobił tak i udało się uciec. Przez chwilę było nieco przerażająco.







Muszę napisać jeszcze o jednym. Jadę sobie zadowolona. Po prawej stronie coś kolorowego przyuważyłam. Boziu...ile motyli. Pisk opon. Staję. Oczywiście pouciekały. Chwileczkę, powoli wracają. Jakie to piękne, ile piękności, ile barw, nawet bąki tam są. Motyle latają jak oszalałe. Staram się je uchwycić. Hermano cierpliwie czeka. Zerkam na niego, obserwuje mnie z uśmiechem. Moja radość to jego radość. 💞



Może dla kogoś to tylko motyle, dla mnie to AŻ motyle.






Wracamy do domu, jestem zadowolona. Taka sobie krótka wyprawa, ale mnie cieszyła.


Kolejna piękność, którą spotkałam na wyprawie rowerowej.

Pożegnajmy wspólnie lato. Podziękujmy za jego dary i otwórzmy oczy na to, co jesień ma do zaoferowania, a ma wiele. Trzeba tylko oczom i sercu pozwolić to dostrzec. Dziś u mnie deszczowo za oknem. Pamiętajmy, deszczowy, szary dzień to zawsze dzień nam dany. Ta oferta nie jest stała, więc starajmy się doceniać każdy dzień.



Do następnego kochani. 😘