niedziela, 2 lutego 2020

Zamknij, otwórz, a potem sprawdź, co widzisz? Podoba Ci się?



Witam, wreszcie mogę do Ciebie napisać. Długo mi zeszło, życie potrafi zaskoczyć. Ty planujesz, a los swoje. Czasami to dobrze, a czasami nie. Cieszę się, że mogę znów Ci coś opowiedzieć, cieszę się, że los mi na to pozwala.
Wiesz co...ona znów to zrobiła. Nagle napisała:
'Jedziemy nad morze. Potrzebujesz tego i ja też. Wiem, że nie masz kasy, stawiam i już!'
Po chwili wraz z przyjaciółką zostało wybrane nadmorskie miasto.
Ona tak serio, czy to dzieje się naprawdę...
Zamówiła pokój, sprawdziła ceny biletów. Trzeba w najbliższą sobotę jechać i kupić cztery bilety, tam i z powrotem. 
Ona nie żartuje, jedziemy!
⫷⫸






Uwierz, mnie naprawdę słów brakuje. Byłabym głupcem, słysząc pytanie:
Jesteś szczęśliwa?
Odpowiadając nie lub że jestem, a w myślach wymieniać to, co mi nie gra, czego mi brakuje.
Byłabym głupcem, gdybym tak odpowiedziała. Byłabym głupcem, skupiając się na tym, czego mi brak, nie widząc, co już posiadam.
Jestem szczęśliwa, a Sylwia jest darem, którego słowa tu zawarte nie mogą opisać.



Było to w listopadzie 2019 roku. Cieszyłyśmy się, że jedziemy, że będzie mało ludzi. Chciałyśmy być niemal same, my i morze, my i mewy, my i nadmorski powiew. Pierwszy raz odwiedziłyśmy Międzyzdroje. W mig skumplowałyśmy się z taksówkarzem, którego nie zapytałyśmy o imię. Jakim cudem, nie wiem. Choć powiem Ci, że gadaliśmy jak starzy znajomi. Usłyszałyśmy wiele opowieści, śmialiśmy się szczerze i na cały głos i z byle czego.




Pamiętam lasy w barwach jesieni. Nie wiem, jak Ty, ale ja kocham lasy ubrane przez Panią Jesień, choć może to Pan Jesień. ;)




Pamiętam zachody słońca, jakież one były piękne. Jeden był pełen fioletów, moich fioletów.
Zamykałam na sekund parę oczy.
'Sylwia, zamknij na chwilę oczy, potem je otwórz. Choćbyś stała w raju, w nadzwyczajnym miejscu. Choćby to był sen, niesamowity sen'.
Czuła to.










Zamykasz oczy, ciemność.
Otwierasz oczy, morze tańczy, mewy tańczą, niebo nawet tańczy. Barwy jak z bajki. 
Piasek błyszczy, woda błyszczy, lekki wiatr powiewa.
Mało ludzi, jestem ja i Sylwia.






Stoimy przy brzegu, bujamy się, podśpiewując. Byłabym głupcem, skupiając się na tym, że mróz, że buty przemokły. No przemokły, ale to nieważne. Ta chwila była perfekcyjna.
Byłam z Nią, w ręku trzymałam aparat i czułam uśmiech Matki Natury. Uśmiechała się prosto do nas, a my uśmiechałyśmy się do Niej.





Ciepłe herbatki z owocami w środku, pyszne ciastka, pyszne jedzonko. Pamiętam, był taki wieczór, nazwałabym go: wieczorkiem prosiaków. Jadłyśmy praktycznie cały czas, chyba zjadłyśmy niemal wszystko, co miałyśmy. Taka pierdoła, a my się śmiałyśmy same z siebie. Nagle ten wieczór stał się jednym z piękniejszych.
Tylko dlatego, że jadłyśmy i jadłyśmy. 
Pewnie się zgodzisz, że często te najpiękniejsze chwile, to te z pozoru najzwyklejsze. 
Wielu szuka złotej rybki, nie ceniąc, że siedzi nad malowniczym jeziorem. Czasami nawet nie ceniąc bratniej duszy obok.




Och, uwierz, ten wyjazd był nam potrzebny. Opowiadając Ci, zaczynam sobie przypominać, zaczynam słyszeć głos morza. Chyba Ci jeszcze nie mówiłam, że zbieram nadmorskie kamyczki. Nie wiem dlaczego, ale wierzę  w ich moc. Lubię iść wzdłuż brzegu, jeśli kamyk jest mi pisany, to go znajdę. Kieszenie kurtki ciężkie, nieważne. Spoglądam na moje kamyczki, pisząc teraz do Ciebie. Niebieskie, białe, a nawet zielone. Przyglądając się im, odkrywam nowy, zagadkowy świat. Fascynujące.




Wiesz, ja nie umiem oddać tego, co czuję w sercu, jakoś mi to dziś nie idzie. Chcę Ci powiedzieć, właściwie napisać... Olać to, czujmy się, jakbyśmy odbywali rozmowę. Wracając, chcę, by wszyscy wiedzieli, że mam przyjaciółkę od serca. Chcę, by Ona czuła się kochana, wartościowa. Chcę, by  nigdy nie zapomniała, że jest szczerze kochana. Przyjaźń nie jest łatwa, ale jak kochasz, to przezwyciężysz ciężkie chwile. Takiej miłości nie da się zastąpić niczym.




Wolisz być bogaty i smutny?
Wolisz być biedny, a kochany?
Jesteś bogaty, a biedny?
Udajesz bogatego, a w środku nie masz grosza przy sobie?
Cenisz?
Okłamujesz siebie?
Widzisz?
Cenisz?

Nie wiem, skąd te pytania, jakby same się napisały. Może są dla kogoś, kto ich potrzebuje, może to Ty, a może ktoś inny. Wypowiedziane, a więc wiem, że dla kogoś.







Każdy rzucony  skrawek chleba, każda ptaszyna i każda fala złożyły się w całość i ta całość była cudem. Nigdy nie zapomnę spokoju, rozmarzonej twarzy Sylwii, chcę ją taką widzieć często.






Zamknij oczy na chwilkę, otwórz.
Co widzisz?
Ja teraz widzę Timmiego, leży obok mnie. Hermano szykuje obiad i szuka chyba oleju. To jest obraz, który kocham.
Co widzisz, napiszesz?


Ps. Lubię z Tobą rozmawiać.






Dziękuję za to foto Sylwinko. :-*






niedziela, 22 grudnia 2019

Do Ciebie. 🕪




'No straszne! Nie wiem, jakie życzenia napisać.'
Nagle jakiś niewidoczny duszek podpowiada:
'Od serca'.
'Od serca...no to akurat wiem, ale jakoś nie potrafię zacząć.'
'Pomogę w najmniej oczekiwanym momencie.'
'Czyli?'
'Teraz.'
'No to słucham mądralo.'


❄☃❄

No bo, czy tu chodzi o idealnie wysprzątane mieszkanie?
Czy chodzi o idealnie dopracowany dzień, wygląd swój własny?
Może idealne dania? No nie wiem, a może o idealne życzenia?
Nie, to nie to.
Duszek ciągnął tę swoją paplaninę.
Chodzi o pamięć? Tak, pamięć na pewno.
Jednak nie wiem, jak dla ciebie, ale dla mnie chodzi o coś tak banalnego, a zarazem niestety 'trudnego'. Chodzi o bliskość.
'Dlaczego trudnego?- zapytałam.
Bo wielu owszem pomyśli, jednak wielu nie okaże, że są blisko, że pamiętają.
'Czasami to nie jest tak łatwe, a co jeśli kogoś już z nami nie ma?'
Wiem, to tragedia wielka. Pomódl się, idź na grób, porozmawiaj z tymi wszystkimi emocjami, które nosisz w sobie. Nici wiążące Cię z bliską osobą nigdy nie są rozerwane. Nie waż się tak myśleć.
'Ja to wiem, ale czy Ty nie miałeś mi pomóc życzenia napisać?'
Miałem.
Czasami jednak trzeba coś powiedzieć innego. Czasami dla jednej osoby, która akurat tego bardzo potrzebuje.



❄☃❄

Kiedy zapada zmrok, ja się nie boję, mam wsparcie.
Tyle dłoni sięga, by mi pomóc wyjść z mroku.
Kiedy wnętrze przepełnia radość, mam z kim ją dzielić.
Tyle serc raduje się wspólnie ze mną.
Kiedy obawy, lęki chcą wziąć górę, wiem, że przegrają.
Mam tylu nauczycieli życia, którzy nie pozwolą mi się poddać.
Może nigdy Ich nie spotkam twarzą w twarz. Jednak nici nas łączące są w barwach prawdziwie pięknych.
PISZĘ O TOBIE.

Życzę Ci cudownych świąt. Życzę poczucia pełni szczęścia wśród bliskich Twemu sercu. Wierzę, że są z Nami i Ci ukochani, którzy odeszli, ale nie daleko. Oni są obok, inaczej, ale są. Ja w to wierzę, dlatego o tym Ci piszę.

Życzę Ci naprawdę udanego 2020 roku.
Pamiętaj! Każdy dzień jest równie ważny. Każdy dzień to dar, nie zapominaj.
Niech jasne barwy Twojego życia przeważają nad ciemnymi i to znacząco. Bardzo Ci tego życzę. Ty powodujesz, że moje życie właśnie takie jest, dziękuję.

'No i co duszku? Bo mnie się jakieś dziwne te życzenia wydają, a pisałam prosto z serca.'
'Dlatego są idealne, bo pochodzą, skąd pochodzić mają.'




❄☃❄

Chcę jeszcze coś dodać. Bywa i tak, że na swej drodze spotykasz 'Anioła'. Zjawia się nagle, nie pomiń, nie zagap się w inną stronę. Doceń, bo nie każdy spotyka, a wielu marzy, wielu też nie dostrzega.
Basiu , jesteś takim Aniołem. Kiedy bolało mnie ucho, wysłałaś mi geranium. Kiedy byłam smutna, wysłałaś mi swój tomik wierszy.
Kiedy zupełnie się nie spodziewałam, wysłałaś mi obraz namalowany specjalnie dla mnie.
To nie tylko obraz, to część Ciebie. To obraz z duszą i magią. 
Uwierzcie moi drodzy, za każdym razem patrząc na Aniołka, się uśmiecham, a potem robię to, na co odwagi wcześniej nie miałam. Dziękuję Basiu.





Chcę zakończyć ten może nieco chaotyczny  post prostymi słowami.

Doceniam, jestem wdzięczna i w sercu noszę Was z wielką radością.

WESOŁYCH ŚWIĄT I MEGASTYCZNIE RADOSNEGO 2020 ROKU.









niedziela, 24 listopada 2019

Mój sklep etsy- nowy rozdział.



Dawno mnie nie było, tęskniłam. Potrzebowałam się 'odciąć' od internetowego świata. Szukałam spokoju, inspiracji, którą nieco zagubiłam. Znalazłam to wszystko w czymś tak niepozornym, jak nadmorski kamyk. Musiałam na chwilę zaniedbać jedno, by odnaleźć drugie.
Nie udzielałam się w internecie, zaniedbałam nawet mój sklep etsy. Tak kochani, dziś o tym moim sklepiku pisać mam zamiar.




🙞

Zastanawiasz się, walczysz z lękami, ileż obaw...
'Pokonujesz' to wszystko. Kurcze, muszę spróbować i robisz to z całą paletą przerażenia. Od jasnego brązu poprzez mroczną czerń. W palecie tej jednak można dostrzec barwy radosne: nadzieję i może nawet wiarę.
Masz wybór, na czym się skupiasz.
Działasz, starasz się z całych sił. Widzisz względne rezultaty swej pracy. Zatrzymujesz się, musisz, nie musisz, wybór padł- zatrzymujesz się na chwilę. Tak właśnie zrobiłam.
Myślałam, że pokażę Wam mój makramowy sklep taki dopracowany. Będą już widoczne sprzedaże i takie tam, same radosne barwy. Zmieniłam zdanie. Oto mój sklep:




Mało w nim się dzieje, ceny może wygórowane. Otworzyć go muszę na świat, a nie tylko Polskę. Błędów ogrom.
Tak sobie myślę: 'No i co z tego.' To początek drogi, uczę się wytrwale. Ileż razy poddaliśmy się za wczas, przerażeni ilością zadań do wykonania, 'murów' do przebicia. Ja wiele razy poddałam się zdecydowanie za wcześnie. Nie tym razem, bo jak coś kochasz, to nie ma miejsca na rezygnację. Nie w tym przypadku.

Nie zrażajmy się popełnianymi błędami. Póki dostrzegamy w palecie radosne barwy, nie poddawajmy się. No, a błędy są przecież po to, by się z nich uczyć. Zresztą wiemy wszyscy, że dużo razy jeszcze popełnimy błąd. Oby jak najmniej. Obyśmy dobrze odrabiali lekcję, która kryje się za niemal każdym popełnionym błędem.




Odkąd postanowiłam, że podzielę się z Wami moim sklepikiem (tak niedopracowanym), zaczęły dziać się cuda.

Madre powiedziała:
Jak tam sklep?
Nadal nic.
Może powinnaś robić coś na nadchodzące święta.?




Zrobiłam choinki inspirowane wzorem z internetu.
Madre, najlepsza, jaka może być, spowodowała, że zaczęłam wierzyć tak naprawdę.
Kochani, moja mamita wzięła te moje choinki i chodziła w pracy od biura do biura, od człeka do człeka.
Pewnego dnia zadzwoniła: Sprzedałaś dwie choinki!
Szłam akurat do biblioteki. Wrzasnęłam, to był raczej krzyk, następnie skok pełen radości.
Nie miałam oczekiwań. Dwie sprzedane choinki odebrałam z taką radochą, jakbym sprzedała ich tysiąc.
Spodobały się, kogoś uszczęśliwią, może zainspirują. 
Sprzedałam kolejne. Pisząc to, jestem na etapie realizacji zamówienia na dwie choinki z zielonymi koralikami. Dla mnie to spełnienie marzeń.




Na Etsy zero sprzedaży, ale wierzę, że to zmienię. Zrobię, co mogę, a resztę zostawiam Bogu i tak też staram się działać w życiu.

Potrzebowałam wszystko zostawić, odnalazłam inspirację, powróciła ze zdwojoną siłą.

Pomyślałam, że przecież my jesteśmy tak zgraną blogową rodziną. Będzie mi miło, jeśli zechcecie ze mną obserwować drogę tego sklepu. Obserwować jak się rozwija. Obserwować nawet moje błędy, a ja wiem, że akurat tu to mam wsparcie prawdziwe. Także wszelkie wskazówki mile widziane. :)

To mój sklep, moje marzenie dopiero kiełkujące. Zobaczymy, co wyrośnie, dam z siebie wszystko.
Cieszę się z każdej osoby, która zechce być częścią mojej drogi ku spełnieniu tego marzenia. Zresztą co ja piszę... i tak już jest Was sporo na tej drodze. Dziękuję, bo dzięki Wam łatwiej jest mi iść do przodu w życiu.
Dziękuję.


Jeśli ktoś się orientuje, jak wygląda wysyłka za granicę, płatności i wszystko z tym związane, to będę bardzo wdzięczna za poradę. Gubię się w tych sprawach i piszę to bez zażenowania.

Nie wiesz, pytaj.
Upadasz, staraj się z całych sił wstać i iść, choć krok do przodu.
Popełniasz błąd, ucz się, wyciągaj wnioski.

Nie poddawajmy się, nie kiedy jest o co walczyć.
Kocham Was.

niedziela, 13 października 2019

Liczy się bardziej, niż myślimy.



Wiosną tego roku, właściwie to również wiosną wielu lat wstecz. Kiedy robi się nieco cieplej, wręcz MUSI  odbyć się taka oto rozmowa:

Madre: W tym roku nie kupujemy tyle kwiatków.

Ja: Przecież dobrze wiesz, że tylko staniemy przy stoisku z kwiatami i kupimy nawet więcej niż rok temu.
Madre: Nie! W tym roku nie...
Ja: Już to widzę... Tylko spojrzysz  i sama będziesz chciała. Przecież Cię znam.
Madre: No może...
🙝

W tym roku, jak i w wielu poprzednich, wyglądało to tak:

Ja: To kiedy idziemy po kwiaty?- zapytane po raz setny, a może już tysięczny...
Madre: Jest jeszcze za wczas.

Jednak, kiedy przychodzi już pora (ku mej uciesze, mamy też, tyle że to ukrywa) zazwyczaj wygląda to tak:
Właściwie zawsze tak jest.

Ja: Oczywiście musi być fiolet.
Madre: W tym roku same pelargonie, bo nie ma z nimi problemów.
Ja: Oczywiście, że pelargonie, ale też... o spójrz na ten kwiat. Co to jest?
Madre: Nie wiem. Jaki ładny, to co, bierzemy?
Ja: Pewnie, a...
Madre: ... a spójrz na te różowe, te musimy kupić.
Ja: Te nie!
Madre: Dlaczego??
Ja: Dlatego, że jak zawsze to ja będę musiała się nimi zająć. Zresztą wiesz, że u nas one nie chcą rosnąć.
Madre: Ale ja chcę.
Ja: Nie!
Tak jest zawsze.

Wypady na targ zaliczamy regularnie. Oczywiście, że kupujemy jak opętane. Ogród nasz musi być pełen barw. Mnie marzy się biały płotek i rama okna na ścianie. Oczywiście przyozdobiona roślinami.
Do spełnienia. :)


Nam to marzy się prawdziwy ogród, nie ogromny, taki w sam raz. Ja pewnie ze swojego starałabym się stworzyć iście baśniowy skrawek świata.



Taki baśniowy skrawek świata można dojrzeć i w małym balkonowym ogródku. Kwestia jak patrzymy.
Codziennie rano budzę się, spoglądam w okna balkonowe i czuję miłość.
Każdy z tych kwiatów posadziła moja madre, najcenniejsza kobieta mojego życia. Ona posadziła, ja się troszczę. Każda z tych roślin jest wyznaniem miłości. Każda jest prezentem od nas dla Matki Natury. Niby taki mały ogród balkonowy, a jednak tyle w nim miłości. Dla mnie to też właśnie ukłon w stronę natury. Chcę, by usłyszała: Może to niewiele, ale wiem, że cieszysz się z każdej posadzonej rośliny i tego, jak o nie dbamy, jaka więź nas łączy.



Bąk u nas zamieszkał. Były motyle, konik polny, biedronki moje kochane, wiele pszczół.
Tak naprawdę ten mały ogród daje radość wielu stworzeniom. Ja jestem częścią tego świata, mrówka, drzewa, krople deszczu...
Wszyscy jesteśmy częścią tej planety. Jesteśmy jak puzzle do siebie pasujące, tworzące całość. Tylko dlaczego tylu ludzi uważa się za ważniejszych od drzew, ptaków...
Dlaczego wybieramy 'beton' kosztem krzewów, traw?



Sadzę kwiat, on odwdzięcza się swoim pięknem. Pszczoła zbiera nektar, mamy miód. Łączymy się, jesteśmy jednością. Drzewa są tu dla nas. Ileż roślin jest tu, by pomóc nam zachować zdrowie. Coraz bardziej smuci mnie fakt, jak Matka Natura cierpi. Nie o tym miał być post, ale ja piszę co w sercu. Nie chcę kontrolować, chcę pisać, jak czuję.





Mogłabym sobie powiedzieć:
'To tylko tekst'. 
'To tylko mały balkonowy ogródek'.
'Co to zmieni, to za mało', mogłabym.

Jednak to, że nie sadzę setki drzew, nie oznacza, że mój wkład się nie liczy, liczy się!
Nie chcę tylko biadolić nad cierpieniem natury. Chcę działać i wiem, że każda moja pomoc, choćby najmniejsza jest doceniana przez przyjaciółkę ludzi, którą właśnie jest niezastąpiona Matka Natura.
Ten tekst jest dla Niej, każdy posadzony kwiat, uratowane pisklę... wszystko jest niesamowicie ważne.
Nie przestanę i te małe prezenty regularnie będę ofiarowała naturze, czyli wszystkim.
Wiele z moich przyjaciółek blogowych posiada ogród. W nie jednym można się zakochać. Mam nadzieję, że wiesz, że to o Tobie. :)
Wszystkim Wam biję brawo. Wszystkim, którzy, choć w minimalnym stopniu pomagają naturze. Nie niszczą, a starają się pomóc. Róbmy tak dalej, choćbyśmy przegrywali, róbmy tak dalej.




Czasami jeden uśmiech potrafi odmienić nastrój człowieka.
Czasami wystarczy okazać zrozumienie, by uratować istnienie.
Czasami wystarczy zasadzić zioło, by uleczyć ciało.

Liczy się nawet najmniejsze działanie.

Uściski wielkie dla Was. 








niedziela, 15 września 2019

Wkradnie się, opęta, rozkocha. 💕



Czasami, kiedy coś się nie udaje, coś zawodzi, jest tym, czego nam właśnie teraz potrzeba. Może dzięki temu odkryjemy jakąś ważną prawdę o nas samych, o kimś, o czymś. No, a i bywa tak, że dzięki chwili rozczarowania, odnajduje się miejsce, do którego chce się wracać, które powraca w myślach i cieszy swoją obecnością. Miejsce, które niespodziewanie wkradnie się do Twojego serca. Nie zapyta, zrobi tak, by Cię odnaleźć i w sobie rozkocha, a Ty ulegniesz tak łatwo, tak szybko, w mig.  
🙐



Ukryty w lesie, na skraju jeziora. Piękny, stary, mający w sobie TO COŚ. Jaką radość musiała mieć osoba, która odkryła to miejsce zupełnie przypadkiem. Choć ja tam w przypadki nie wierzę. Wyobraź sobie, idziesz lasem, jakiś on inny. Drzewa mają barwy jakby te same, a jednak wydaje Ci się, że są one przepełnione radością, która wcześniej nie była Ci znana. Las żyje, tak jakby cieszył się z samego faktu, że jest właśnie tu. Cieszy się również z Twoich odwiedzin, czuje, że i Ty jesteś pełnią radości, podziwu, a nawet miłości. Las ten robi wszystko, by Ci zaimponować. Setki ptaków śpiewają, liście machają, motyle fruwają, a zaraz naprzeciwko Ciebie wiewiórka skacze z drzewa na drzewo, zbierając pożywienie.
'Spójrz, jak skacze z jednego drzewa na drugie'- zawołała podekscytowana Sylwia.
'A cóż tam leci? Wygląda jak parasolka'- wydaje mi się, że świat dziś jest przepełniony magią.
'Dzięcioł, widzisz dzięcioła, słyszysz go?'
'Widzę i słyszę'.





Mogłybyśmy tak siedzieć godzinami, zresztą długo siedziałyśmy i to były chwile perfekcyjne.

Pokochałam to miejsce od razu, przemawiało do mnie, jakby łączyła nas prawdziwa więź, która siłą rzeczy musiała nas do siebie przyciągnąć.


Wyobrażałam sobie razem z Sylwią, jak to fajnie byłoby wybrać się na bal w takim miejscu. Piękna suknia, choinka w holu, schody przyozdobione lampkami i śnieg, dużo śniegu. Jeszcze muzyka grana na prawdziwym fortepianie.



Wyobrażałam sobie, że zatrzymuję się w tym pałacyku na jakiś czas. Piszę książkę oparta o okno. Zerkam na las, na jezioro. Wieczorem palę świece. Schodzę na kolację, spaceruję po placu przyozdobionym przez kolorowe lampki, zawieszone na drzewach.





Tam wszystko wydawało się realne, wszystko otaczała magia, magia, której pewnie nigdy nie zapomnimy.



Ukrywam to miejsce na zdjęciach, nie oddałam czaru, o którym piszę. Nie mogę doczekać się, kiedy wrócimy. Jesień musi prezentować się tam idealnie. Pełnia ciepłych barw, fruwające liście. Kocham atmosferę, jaką otacza nas jesień. Tak sobie myślę, że fruwające liście, to taka tęcza tylko spadająca z drzew, krzewów.
My na pewno pobawimy się liśćmi, bo kto zabroni dorosłemu pobawić się jak dziecko...
Oj, nie chowaj dziecka w sobie, wyzwól i ciesz się. To coś, co my dorośli powinniśmy pielęgnować, a nie zamykać na klucz. Bycie dziecinnym to, co innego. Ty obudź i pielęgnuj w sobie dziecko. Nie pożałujesz, a świat innym zobaczysz. To, co Ci teraz umyka, stanie się widzialne, a wiem, że odkryjesz wiele dobroci.



Cieszę się, że razem z Sylwią mamy w sobie tyle z dziecka, że razem wyzwalałyśmy 'bąki', że cieszą nas dla wielu 'drobiazgi'. Dla nas te 'drobiazgi' to esencja życia.





Nie chcę, by Cię odkryło zbyt wiele osób. Chcę, byś pozostał taki, jaki teraz jesteś. Czuję się zaszczycona, że pozwoliłeś mi siebie odkryć, bo to jest prawdziwy zaszczyt.
Moja blogowa rodzina, też zasługuje, by poczuć Twój czar, dlatego o Tobie piszę.
Pałac Myśliwski w Promnicach.

Z całego serca Ci polecam i wierzę, że poczujesz tyle magii, ile ja tam czułam, ile my tam poczułyśmy.



To nie my odnalazłyśmy to miejsce jakby wyjęte z nieznanej nam wcześniej baśni. Miejsce to nas znalazło i wyraźnie czuło, że zostanie przez nas pokochane. 
Co ma być, to będzie. Pomóc często trzeba. Bratnie dusze się odnajdą. Głupcy ci, którzy wołań nie słuchają. Ciałem stoją, a sercem całym gnają.



Wdzięczna za odkrycie tego wielkiego skarbu jestem niesamowicie. Dar to jest wielki i wiem, że z czasem zrozumiem prawdziwą jego wartość. Dziękuję za możliwość poczucia magii, jaką czułam, będąc małą dziewczynką, dziękuję.




Czy bratnią duszą może być miejsce? Zdecydowanie.