niedziela, 15 września 2019

Wkradnie się, opęta, rozkocha. 💕



Czasami, kiedy coś się nie udaje, coś zawodzi, jest tym, czego nam właśnie teraz potrzeba. Może dzięki temu odkryjemy jakąś ważną prawdę o nas samych, o kimś, o czymś. No, a i bywa tak, że dzięki chwili rozczarowania, odnajduje się miejsce, do którego chce się wracać, które powraca w myślach i cieszy swoją obecnością. Miejsce, które niespodziewanie wkradnie się do Twojego serca. Nie zapyta, zrobi tak, by Cię odnaleźć i w sobie rozkocha, a Ty ulegniesz tak łatwo, tak szybko, w mig.  
🙐



Ukryty w lesie, na skraju jeziora. Piękny, stary, mający w sobie TO COŚ. Jaką radość musiała mieć osoba, która odkryła to miejsce zupełnie przypadkiem. Choć ja tam w przypadki nie wierzę. Wyobraź sobie, idziesz lasem, jakiś on inny. Drzewa mają barwy jakby te same, a jednak wydaje Ci się, że są one przepełnione radością, która wcześniej nie była Ci znana. Las żyje, tak jakby cieszył się z samego faktu, że jest właśnie tu. Cieszy się również z Twoich odwiedzin, czuje, że i Ty jesteś pełnią radości, podziwu, a nawet miłości. Las ten robi wszystko, by Ci zaimponować. Setki ptaków śpiewają, liście machają, motyle fruwają, a zaraz naprzeciwko Ciebie wiewiórka skacze z drzewa na drzewo, zbierając pożywienie.
'Spójrz, jak skacze z jednego drzewa na drugie'- zawołała podekscytowana Sylwia.
'A cóż tam leci? Wygląda jak parasolka'- wydaje mi się, że świat dziś jest przepełniony magią.
'Dzięcioł, widzisz dzięcioła, słyszysz go?'
'Widzę i słyszę'.





Mogłybyśmy tak siedzieć godzinami, zresztą długo siedziałyśmy i to były chwile perfekcyjne.

Pokochałam to miejsce od razu, przemawiało do mnie, jakby łączyła nas prawdziwa więź, która siłą rzeczy musiała nas do siebie przyciągnąć.


Wyobrażałam sobie razem z Sylwią, jak to fajnie byłoby wybrać się na bal w takim miejscu. Piękna suknia, choinka w holu, schody przyozdobione lampkami i śnieg, dużo śniegu. Jeszcze muzyka grana na prawdziwym fortepianie.



Wyobrażałam sobie, że zatrzymuję się w tym pałacyku na jakiś czas. Piszę książkę oparta o okno. Zerkam na las, na jezioro. Wieczorem palę świece. Schodzę na kolację, spaceruję po placu przyozdobionym przez kolorowe lampki, zawieszone na drzewach.





Tam wszystko wydawało się realne, wszystko otaczała magia, magia, której pewnie nigdy nie zapomnimy.



Ukrywam to miejsce na zdjęciach, nie oddałam czaru, o którym piszę. Nie mogę doczekać się, kiedy wrócimy. Jesień musi prezentować się tam idealnie. Pełnia ciepłych barw, fruwające liście. Kocham atmosferę, jaką otacza nas jesień. Tak sobie myślę, że fruwające liście, to taka tęcza tylko spadająca z drzew, krzewów.
My na pewno pobawimy się liśćmi, bo kto zabroni dorosłemu pobawić się jak dziecko...
Oj, nie chowaj dziecka w sobie, wyzwól i ciesz się. To coś, co my dorośli powinniśmy pielęgnować, a nie zamykać na klucz. Bycie dziecinnym to, co innego. Ty obudź i pielęgnuj w sobie dziecko. Nie pożałujesz, a świat innym zobaczysz. To, co Ci teraz umyka, stanie się widzialne, a wiem, że odkryjesz wiele dobroci.



Cieszę się, że razem z Sylwią mamy w sobie tyle z dziecka, że razem wyzwalałyśmy 'bąki', że cieszą nas dla wielu 'drobiazgi'. Dla nas te 'drobiazgi' to esencja życia.





Nie chcę, by Cię odkryło zbyt wiele osób. Chcę, byś pozostał taki, jaki teraz jesteś. Czuję się zaszczycona, że pozwoliłeś mi siebie odkryć, bo to jest prawdziwy zaszczyt.
Moja blogowa rodzina, też zasługuje, by poczuć Twój czar, dlatego o Tobie piszę.
Pałac Myśliwski w Promnicach.

Z całego serca Ci polecam i wierzę, że poczujesz tyle magii, ile ja tam czułam, ile my tam poczułyśmy.



To nie my odnalazłyśmy to miejsce jakby wyjęte z nieznanej nam wcześniej baśni. Miejsce to nas znalazło i wyraźnie czuło, że zostanie przez nas pokochane. 
Co ma być, to będzie. Pomóc często trzeba. Bratnie dusze się odnajdą. Głupcy ci, którzy wołań nie słuchają. Ciałem stoją, a sercem całym gnają.



Wdzięczna za odkrycie tego wielkiego skarbu jestem niesamowicie. Dar to jest wielki i wiem, że z czasem zrozumiem prawdziwą jego wartość. Dziękuję za możliwość poczucia magii, jaką czułam, będąc małą dziewczynką, dziękuję.




Czy bratnią duszą może być miejsce? Zdecydowanie.


















niedziela, 11 sierpnia 2019

Nuty stopniowego zrozumienia.♭


Nie wiem, co to jest, może proces jakiegoś przebudzenia. Może już zaczynam coś rozumieć, jeszcze jednak nie na tyle, by powiedzieć głośno: ROZUMIEM. 

Spojrzałam w niebo, grupa ptaków przeleciała. Równocześnie z ich widokiem, przez ciemne chmury spróbowało na chwilę przedrzeć się słońce. Tym razem się nie udało. Dziękuję za piękny spektakl, teraz jednak chciałabym rozkoszować się dźwiękiem spadającego deszczu.


Czuję się, tak jakbym pisała tekst na bloga. Nie jest to prawdą, piszę dla siebie.

Zawsze byłam blisko z naturą. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że jeszcze bliższe z nas przyjaciółki. Obserwuję krople deszczu na chwilę zamieszkujące moje kwiaty. Przyglądając się im bliżej, dostrzec można odbicie świata otaczającego, czy to nie jest magia? Moim zdaniem tak.

Niebo jest dziś zachwycające. Burzowe chmury o kształcie wzburzonego morza, a pomiędzy nimi blask słońca. Stara się wytrwale, ja jednak dziś kibicuję chmurom.


Dobrze mi się tu pisze, schowana przed światem pełnym 'nowoczesności'. Ja jakbym uciekała, może powinnam. Umysł pracuje, zrozumienie przychodzi... stopniowo.


Rozpadało się, słychać zderzenia chmur. Drzewa lekko się kołyszą na boki. Robię przerwę w pisaniu, doznaję.


Bawią mnie spadające krople deszczu, odbijają się o liście Pelargonii. Niektóre nawet mnie dosięgają, jednoczymy się, ja i one.


Znów przestałam na chwilę pisać. Spróbuj.

Usiądź tak, by wyraźnie usłyszeć deszcz. Ja siedzę na balkonie.
Zamknij oczy albo nie, jak wolisz. Ja obserwuję.
Zrób to samo.
Słuchaj.
Melodia gra.
Krople deszczu dość głośno odbijają się o daszek balkonu.
Nieco ciszej przygrywają, uderzając o balustradę.
Najdelikatniejszy dźwięk, najsłodszy nadają te spadające na liście mych roślin.

Wsłuchaj się, jeśli masz okazję, wspaniałe przeżycie.





Już wiem, że tym tekstem, tą radością podzielę się z Wami, teraz już to wiem.




niedziela, 14 lipca 2019

NIE daj się nabrać. 🙅


Idąc spacerkiem prosto z biblioteki, nie wiedziałam jeszcze, co mi się przytrafi. Niewinny telefon zaczyna wibrować, odbieram.

Agnieszka: Jedziemy do Pławniowic, jedziesz?
Wiedziała, że marzyłam, by zobaczyć pałac się tam znajdujący. Ucieszyłam się niesamowicie, ale ona jest fajna, pamiętała. Szybko spakowałam, co najważniejsze. Pół godziny później siedziałam na tylnym siedzeniu auta w towarzystwie tych oto uroczych ludzi. Nie wiedzieliśmy jeszcze...



Przejeżdżamy przez czarujące miejsca pełne pól rzepakowych i lasów oświetlanych przez promienie słońca. Wszystko było takie radosne, nie nabierz się teraz.







Pałac zrobił na mnie niezłe wrażenie. Była wiosna, magnolie powodowały, że wszystko wyglądało jakoś tak romantycznie. Nie wiedziałam, że tam jest park ze stawem... a może zwyczajnie zapomniałam. hehe
Nie wiedziałam również, że są tam dwa duże psy obronne. Stałam, robiłam zdjęcia biedronki.


Obracam się w tył, a tam klatka z tymi pięknościami. Robię krok w przód, zaczyna jeden z nich groźnie szczekać, odsuwam się spokojnie. Spacerujemy dalej w głąb parku, nagle słyszymy przeraźliwy krzyk.
Obracamy się nieco przestraszeni. W naszą stronę biegnie mężczyzna, a za nim pies. Przerażenie mnie opętało. Biegniemy, ile sił w nogach. Agnieszka znajduje drzewo, wspinamy się za nią. Dzięki Bogu jakoś się udało. Facet również wszedł na drzewo. Pracownicy pałacu podbiegli do nas, pies stał obok.
'Jak nam przykro, proszę zejść. Wszystko jest w porządku. Muszka tylko chciała się bawić. Kiedy ktoś biegnie, ona leci za nim. Odbiera to jako zabawę.'
Uwierzyć nie mogliśmy, ciężko było się uspokoić.
W rewanżu dostaliśmy ciepłą herbatę, ciasto i rozmowę.



Myślałam sobie, że takiej przygody to się nie spodziewałam.                                                                Spędziliśmy tam bardzo miło czas,  nawet mam co opowiadać.
Niestety, nie był to koniec przygód.



Wchodząc do auta, zauważyłam twarz mi znajomą. Okazało się, że to mój były adorator. Podszedł do nas, miło się przywitał. Byłam nieco speszona, nie bardzo cieszyłam się z tego spotkania. Za długa historia...
Na szczęście szybko się pożegnał. Mnie jednak coś nie dawało spokoju. Zaczęłam zwierzać się Agnieszce, że mam jakieś dziwne przeczucia. Nagle odzywa się Pieronek: 
'Nie chcę was straszyć, ale ON cały czas za nami jedzie autem'.
Serce podskoczyło mi do gardła, tylko nie to. Wyznałam, że ON już kiedyś mnie śledził na różne sposoby. Wysyłał listy, ja jednak nie podawałam mu adresu. Zaczęłam panikować. Agnieszka robiła wszystko, by mnie uspokoić. Dotarliśmy w kolejne miejsce podróży. Nie widzieliśmy JEGO auta. Starałam się opanować emocje, niby się udawało, ale jednak obawy były gdzieś w  środku.
Nigdzie GO nie było. Pomyślałam, że może odpuścił, może zwyczajnie jechał w tę samą stronę.
Zaczęłam czuć się lepiej. Pocykałam kilka fotek, pośmiałam się z towarzyszami. Oni potrafią poprawić humor.



Na liście podróży drogiej Agnieszki znajdowała się również drewniana radiostacja w Gliwicach.
Z bliska naprawdę fajnie się prezentuje. Spoglądając w górę, masz wrażenie, że zaraz na ciebie spadnie. ;D
Nie spodziewałam się, że mi się spodoba, a jednak.



Byłam już spokojniejsza, zaczęłam znów odczuwać radość, taką niezmąconą niczym niepotrzebnym.
Niestety!
Za ramię chwyta mnie ON. Krzyknęłam na cały głos. Ludzie się zlecieli.
CZEGO CHCESZ? O CO CI CHODZI? ODCZEP SIĘ!
'Chciałem Ci tylko oddać portfel, wypadł Ci z plecaka. Zauważyłem, jak już odjechaliście.'

Był mi wstyd niesamowity. Miałam prawo mieć złe myśli. Przeszłość mnie dopadła. On jednak tylko chciał oddać portfel.
Może jednak nie...



Coś tu nie gra w tym wszystkim. Zapytam:
Kto tak łatwo dał się nabrać, mimo wyraźnych znaków. ?
Kto jest łatwowierny, kto nieco bardziej ostrożny. Kto wierzy w każde słowo, kto w czyny?

Chciałam tylko zaszokować Agnieszkę. Chciałam coś przekazać, przypomnieć... nawet sobie.
Czasami wierzymy w banalne słowa, czasami towarzyszą im czyny. Czasami się nabieramy.
Czasami tylko my, inni widzą prawdę bardzo wyraźnie.
Czasami i my w głębi serca znamy prawdę.
Dlaczego się nabieramy? Nie wiem... Może dlatego, że musimy się czegoś nauczyć. Może to konieczne, by wzrosnąć, przekazać wiedzę dalej. Starajmy się tylko zbyt często nie powtarzać tego samego błędu. Banał, warty powtórzenia raz jeszcze.

No, a co z wycieczką? Było pięknie, psy grzecznie spały w klatce. Miła pani przewodnik opowiadała różne historie, te zabawne również. Dzięki Agnieszce (nie Adze) i Pieronkowi mogłam spełnić swoje marzenie, wreszcie zobaczyłam ten pałac, a nawet więcej. Dziękuję.




Mam nadzieję, że ktoś zobaczy sens tego posta. Mam nadzieję, że komuś będzie on pomocny.


 Ps. Dla tych, którzy jednak lubią oglądać moje fotki. 😘












niedziela, 16 czerwca 2019

Harmonia.



Przetrę ściereczką stół okryty ceratą, została ona przyozdobiona błękitnym wiaderkiem, wiaderko ziemią, a w ziemi powoli rośnie begonia o żółtym, jak blask słońca kolorze. 
Przetrę kurz z parapetu, pozamiatam kasztanową podłogę.

Teraz mogę usiąść na krześle. Nie chcę gonić dnia, usiądę i poczytam. Zatracam się w dziejach bohaterów. Odrywam się, przeobrażam w główną bohaterkę, jestem nią, przeżywam. Dobrze tak na chwil parę zobaczyć świat innymi oczami.
Spoglądam przed siebie i nachodzi mnie myśl: tu też jest fajnie.
Siedzę w kącie balkonu o jasnożółtych ścianach. Jestem nieco schowana, moją prywatność na straży trzymają pelargonie. W tym roku ich kwiaty są tak dorodne. Myślę, że wszystkie moje rośliny czują się jak w domu- kochane.



Zrobię jeszcze coś dla siebie, będę samolubna. Zbliżam się spokojnym krokiem do drugiego końca balkonu. Spoglądam na donicę pełną goździków. Siadam na podłodze w swoich wygodnych spodniach z przewagą ulubionego fioletu.
Wdech- wydech.
Przepełnia mnie słodki zapach kwiatów. Goździki postanowiły podzielić się ze mną swym darem. Wystarczyło się zbliżyć.
Wdech- wydech i tak w koło.
Posiedzę tu chwileczkę. Zamknę oczy, wyobrażę sobie łąkę z tysiącem goździków. Zapach roznosi się daleko. Kto zechce się zbliżyć?




Biegam, śmieję się, zaczynam nucić. Sekund parę mija, a ja już śpiewam na głos cały. Śpiewam do drzew kołyszących się w parze z wiatrem w rytm mej piosenki. Liście na krzakach machają do mnie, trawa wywija, ukazując swoje smukłe wdzięki. Wszyscy się schodzą.
Nadlatuje sójka i inni jej ziomale. Wszyscy wspólnie śpiewamy. Kto zechce się zbliżyć?

'Co tak siedzisz i nic nie robisz? Czas tylko marnujesz.'
Ech, piękne to było wyobrażenie, niestety przerwane.
Nic nie odpowiadam, osoba nie rozumie, co mówi.

Jak już zaczęłam, to co będę tak szybko kończyć. Zakładam ulubione ogrodniczki, plotę warkocze. Ciepło na dworze, czas przyodziać wiklinowy kapelusz z granatową w kropki białe wstążką. Przejść się czy z piwnicy wyciągać rower? Wyciągam rower mój stary, ale kochany. Jadę.
Ludzi bardzo mało, to dobrze, potrzebuję tego.
Ku mojemu zaskoczeniu spostrzegam twarz mi przyjacielską.
Witaj sąsiadko!
Pogadać miałyśmy chwilę, spieszyło się nam. Zleciała godzina z groszami, bo czy też tak naprawdę się spieszyło...
Do następnego sąsiadko- z uśmiechem wsiadam na rower i pędzę dalej. Pewnie powinnam wracać, tyle do zrobienia. Rozglądam się, chyba oszalałam. Krzak róży do mnie przemówił: Zostań, odkryj, naciesz się, potem wróć. Dziecinada, a jednak posłucham. 




Godzina złota, niebawem słońce całkowicie zajdzie. Chmur tysiące, barwy od złota po ciemny fiolet.
Jedna chmurka wygląda jak kaczor- podśmiewam się. Wszystko to obserwuję, stojąc na wąskiej, piaszczystej dróżce, otoczona przez pola wysokie.

Powinnam już wracać. Jadę w stronę domu, nagle coś przykuwa moją uwagę. To rodzina kotów: mama i czworo jej dzieci. Stoję, kociaki bawią się w trawie, ależ zabawne pozy. Akrobaci, nie ma co.
'Na co tak patrzysz?'- usłyszałam.
 Starsza pani otworzyła szeroko oczy, przykucnęła obok. Teraz też otworzyła serce i tak obie z uśmiechem obserwowałyśmy poczynania kociej rodziny.
Pięknie spędziłyśmy razem czas, a w ogóle się nie znamy.

Otwieram drzwi.
'Gdzieś ty się włóczyła cały dzień? Totalnie marnujesz czas. To nie te czasy, gdzie tak można marnotrawić dzień. Czas to pieniądz.'
Daj spokój, teraz to już przesadzasz.
Właściwie wiesz co, nic, a nic nie zmarnowałam. Poczułam, że żyję całą sobą, naładowałam baterie.
Wąchałam niesamowity zapach goździków. Wiesz, w ogóle jak one pachną, wiesz w ogóle, że mamy je na balkonie?
Nie przerywaj.
Odbyłam rozmowę pełną radości. Byłam na polach, razem ze słońcem pożegnałam dzień i przywitałam noc. Rodzinę kotów ze starszą panią obserwowałam, chcesz zobaczyć nagranie?
'Idiotyzm, trzeba robić, by zarobić'. 
Słuchaj:
Robić trzeba, odpoczywać trzeba.
Poważnym być trzeba, szaleć też trzeba.
Popełniać błędy trzeba, naprawiać trzeba.
Harmonią się to nazywa, wszystko to składa się na pełnię życia.




Taka opowiastka dla nas wszystkich.

niedziela, 26 maja 2019

Mój skarb.


Nie każdy może doświadczyć takiego piękna, nie każdy potrafi je docenić.
Wielu pragnie, wielu się zawodzi.
Czasami ci, co pragną, mając niewiele, doceniają najdelikatniejszy gest mówiący: LICZYSZ SIĘ DLA MNIE.
Czasami ci posiadający nie dostrzegają daru.
Dzięki Bogu są też ci, co ten dar doceniają i pielęgnują każdego dnia. 





Spoglądam na Nią, jest piękna, dla mnie jest idealna. Lubi mi dokuczać, nazywa mnie czasami 'pasztetową'.
Nie obawiajcie się, ja się potrafię odwdzięczyć.
Madre: To, o której idziemy na targ Pasztetowa?
Córka: Tylko odpiszę i idziemy... Paprykarzowa.



Spojrzy na mnie tak, że aż boję się odezwać. Zaraz jednak ukarze najpiękniejszy uśmiech świata. Lubimy sobie dokuczać. Dziwnie okazujemy sobie miłość. Mina dla wielu mówiąca: spadaj ćwoku, dla mnie oznacza: kocham cię. My na spacerze nie idziemy normalnie, musimy się poszturchać, klepnąć w basik, czy szantażować. Dziwna ta nasza miłość, dziwnie okazywana, ale jednak okazywana.



Zawsze jest ze mną. Wierzy we mnie, wierzy w moje marzenia. Wierzy, że podniosę się z każdego upadku i pokonam najcięższą z prób. Stara się, bym dostrzegła swój potencjał, stara się, bym zobaczyła to, co ona widzi we mnie. Robię to samo.
Pamiętam jej łzy, brak wiary. Chciano ją awansować. Zupełnie nie wierzyła w siebie. Razem z bratem siedzieliśmy z Nią dniami i uświadamialiśmy, że da sobie radę. Ukazywaliśmy jej to, co było dla niej niewidoczne. Czy dała radę? No oczywiście. Budzi mój podziw coraz bardziej.

Pokłócić też się potrafimy. Łatwo się godzimy, zazwyczaj obie w szloch i po sprawie. Ileż błędów obie popełniłyśmy, ileż jeszcze ich pewnie popełnimy. Jednak ani jedna, ani druga nie zapomina, co oznaczają słowa MATKA- CÓRKA.




Pamiętam nasze pierwsze wakacje w Łebie, wiele lat temu. Wycieczka ta była dla mnie wielkim przebudzeniem.
Kiedy tylko mamy okazję, to wspólnie jedziemy do tego urokliwego miejsca. Nazywam Łebę- naszym miastem.
Obie byśmy najchętniej nad morzem zamieszkały. Lubimy chadzać po nadmorskich uliczkach i wyobrażać sobie, że mieszkamy w jednym z domów z ogrodem, ma się rozumieć. hihi
Mamy swój mały na balkonie i też bardzo cieszy. Właśnie na nim siedzę. Spoglądam na niebo pełne szarych chmur. Jest jedno miejsce, prześwitują z niego promienie słońca. Jednocześnie delikatny deszcz opada na ziemię jakby w zwolnionym tempie.
Wiem, odbiegam od tematu, ale nie ma przyjemniejszego pisania niż to płynące naturalnym torem.
Wracam wspomnieniami do nadmorskich klimatów. Nawet nie wiecie, jaką tam burzę przeżyłyśmy. Ba... nawet rekiny widziałyśmy!



Wyobraźcie sobie, wracamy lasem. Nagle postanawiamy skręcić w stronę plaży. Klepiemy sobie o... jakbym ja to pamiętała, powiedzmy, że o jedzeniu, bo lubimy jeść. haha  Nagle patrzę w prawo, a tam golasek. Patrzę w tył, a tam cała grupa golasów.
Mówię do mamy:
' A ty wiesz, że idziemy plażą dla naturystów?'
'Żartujesz!'
Rozgląda się, jej twarz blednie, widzę przerażenie.
'Chodź, idziemy. Szybko!!!!'
Coś ją onieśmielało, ja znów szłam i śmiałam się z niej praktycznie do łez.



No, a teraz REKINY NAD POLSKIM MORZEM.

Ktoś się wydziera za nami, cóż się tam dzieje...
Sekundę po widzimy małego, puszystego pana wskakującego w morze.
' Tomek.... Tomek, ratunkuuuuuuu. Rekin mnie atakuje... aaaaa.'
Leci Tomek.
'Paweł, Paweeeeeł! Już lecę! Uratuję cię!'

Biegali wkoło, lat około pięćdziesięciu. Wskakiwali nawet do małych kałuży. Darli się, nakładali klapki na dłonie, nosili siebie, swoje kobiety. Byli prawdziwą radością, ludźmi cieszącymi się chwilą. Rozdawali dobrą energię na wszystkie strony świata. Szłyśmy koło nich całą drogę z wydm, które ubóstwiam.

Zapamiętam te dwa rekiny. Jeden z nich chciał mnie wciepać do morza, ale przyuważył aparat... uff. :D
Śmiałyśmy się na całego, oni naprawdę powodowali, że świat stał się na chwilę jedną wielką zabawą, taką, jaką doświadcza dziecko.
Obie lubimy taki typ ludzi.



Tak sobie myślę, ile chwil wspólnie z mamą przeżyłyśmy. Były te pełne śmiechu i te pełne łez. Zachody słońca, ich barwy. Mama obserwowała mnie z aparatem, ja ją wpatrzoną w lampiony, wypuszczane przez ludzi. Każda chwila z Nią jest ważna. Nie każdy może napisać, że ma najwspanialszą mamę, ja mogę. Nie chwalę się, a cenię. Może ktoś z klapkami na oczach dostrzeże swój DAR.

Kubek herbaty podany, kiedy leżysz z gorączką.
Pyszny posiłek na pocieszenie po ciężkim dniu pracy.
Telefon z zapytaniem, co porabiasz.
Wsparcie, kiedy czekasz na wyniki.
Przytulenie bez okazji.
Wiara, pomimo że ty jej masz mało.
Wspólny spacer, zabranie okruszka z buzi.
Przykrycie kocem, kiedy marzniesz, śniąc o czymś.
Wspólne oglądanie gwiazd, czy nawet wspólny poślizg na trawie i to prosto na zadek.
BEZCENNE.

KOCHAM CIĘ MAMO.




Wszystkim życzę takiej mamy.
Wszystkim matkom rozumiejącym i tym szczerze starającym się zrozumieć słowo MATKA, biję BRAWO. Jesteście SKARBEM WIELKIM.